Górnik ma problem w bramce

Rozmowa z Markiem Kostrzewą, czterokrotnym mistrzem Polski w barwach zabrzańskiego klubu (1985-88)

Philipp Schulze nie bardzo radzi sobie w bramce Górnika. W 11 meczach wpuścił aż 20 bramek! Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus

Był pan na derbowym meczu Górnika z GieKSą?

– Oczywiście, nie mogło mnie zabraknąć!

Jak wrażenia?

– Świetna atmosfera, nie licząc dymu, który zakłócił granie.

Nie pierwszy raz…

– Nie wiem, co z tym powinno się zrobić... Kary czy coś innego? Tak jednak nie może być!

Wchodząc w słowo: żona z córką, kiedy wchodzą na sektor, są szczegółowo sprawdzane, a – jak widać – środki pirotechniczne są wnoszone bez problemów.

– To zaburza wszystko: spokojne oglądanie, płynność gry. Ludzie nic nie widzą, kaszlą... Trzeba z tym wszystkim zrobić porządek! Rozmawialiśmy na stadionie przy stoliku z grupą byłych graczy Górnika, m.in. ze Staszkiem Oślizło i z innymi. Sprawę jasno trzeba postawić w PZPN-ie: gdy jest przerwa w meczu dziesięć minut z powodu zadymienia, to walkower i koniec! Wtedy kluby wezmą się za to, jak powinny i wszystko się skończy. Ktoś sobie dymi, są zadowoleni, a przecież na mecz przychodzą także starsi ludzie, rodziny z dziećmi i  nie ma czym oddychać, nic nie widać. Skończmy z tym, naprawdę!

Źle wpływa to na grę.

– I okazuje się, że w tym czasie, który sędzia doliczył za to zadymienie, Górnik z GKS-em stracił dwie bramki. Szkoda słów!

Właśnie, a jak wszystko oceni pan z piłkarskiego punktu widzenia i ze strony Górnika? Brak szczęścia?

– Absolutnie nie brak szczęścia. To wszystko umiejętności, bo do przerwy był piach. Niestety, nie pierwszy raz się zdarza, że Górnik traci tyle bramek. Jedni mówi tak, inni komentują inaczej, a ja powiem w ten sposób – dla mnie derbowy mecz dla Górnika zawalił bramkarz.

Ostatnie trzy mecze to aż 10 straconych goli! Problem między słupkami jest ewidentny.

– W pucharach Schulze nic nie wybronił. To, co miał wpuścić, to wpuścił. Bramka w ligowym meczu z Wisłą Kraków to „babol”. Z GKS-em dwa wiszące dośrodkowania, a bramkarz stoi na linii. Czy tak powinno być?! Bramkarz ma wyjść i tyle, a on, jak od początku pokazuje swoim zachowaniem, że stoi, to rywal może sobie wrzucać. Powinno być tak: grasz na 7-8 metrze – niektórzy grają jeszcze wyżej – a jak wychodzisz do piłek, to dwóch jest „zabitych”, trzech przestraszonych i inaczej się wtedy w defensywie wszystkim gra, bo nikt nie podejdzie! A tymczasem jak przeciwnik wyczuje, że bramkarz, mimo że wysoki (Philipp Schulze ma 190 cm wzrostu – przyp. red.), obawia się wychodzić, to robią, co chcą. Przecież drugą bramkę strzelili mu po takiej „zawiesince” z trzeciego metra. Z Wisłą to już nie wspomnę… Przy takim wzroście bramkarz nie jest w stanie przerzucić piłki za poprzeczkę?! W bramce Górnik ma więc problem, bo te błędy za często się zdarzają. Dodam jeszcze jedno  rozmawiamy między sobą, byłymi zawodnikami, o grze Górnika w europejskich pucharach. Przecież kadra na te rozgrywki powinna być odpowiednio silna, a jak jest?

No właśnie, jeżeli chodzi o pozycję bramkarza, manewru nie ma żadnego. Bramkarzem numer 2 jest Tomasz Loska, który mało gra.

Analizuję to wszystko i sprawdzam. „Gienek” Loska przez dwa lata, będąc w Śląsku i Górniku, rozegrał w lidze… trzy mecze! Jeden mecz na sezon... Trzeci chłopak, Kania, rocznik 2009, ma wycieczki krajoznawcze do Monako, Stambułu, w inne miejsca, a przecież on powinien grać w rezerwach.

Ale Górnik zlikwidował trzecioligowe rezerwy!

No tak, dlatego to mówię... Zlikwidowali rezerwy, bo co, koszty?

Sam mówiłem panu Lukasowi Podolskiemu, że jak nie chcą grać na „wioskach” w III lidze, to niech awansują. W II lidze kilka ekstraklasowych klubów ma swoich przedstawicieli.

Taki Sarapata, którego przecież Janek Urban wyciągnął właśnie z tych trzecioligowych rezerw, miał jeszcze gdzie grać, miał gdzie łapać minuty. Wzięli za niego tyle pieniędzy (FC Kopenhaga zapłaciła za ówczesnego 17-latka w zeszłym roku 4 mln euro – przyp. red.), że rezerwa spokojnie mogłaby egzystować przez 10 czy 15 lat. Nie mówiąc, że inni też tam terminowali. Jak mówi mi Marek Majka, czterech-pięciu zawodników było tam zawsze przysposobionych do pierwszej drużyny. Tylko trzeba na nich postawić, dać szansę, jak to robił Janek Urban, niech trenują. Proszę mi powiedzieć, co to jest za transfer do Górnika Durdova na 700 tysięcy do miliona euro, bo tak słyszę?! Cholera, on przecież w ogóle nie gra! Nie lepiej było te pieniądze przeznaczyć na rezerwy? Na pewno by ktoś stamtąd wyskoczył.

Właśnie polityka transferowa Górnika… W pierwszym meczu z Monaco na boisku był tylko jeden Polak, Rafał Janicki…

Dla mnie jest to bardzo rozczarowujące wszystko, co dzieje się w polskich klubach. Ja wiem, że Europa jest wolna, że można zatrudniać, kogo się chce, ale w Górniku zawsze było mnóstwo swoich zawodników. Pamiętam, że jak przychodziłem do Zabrza (Kostrzewa trafił do Górnika via satelicki Górnik Knurów z Avii Świdnik – przyp. red.), to byłem jedynym gorolem, a tak byli sami Ślązacy. Teraz nie ma w ogóle Polaków, tym bardziej, gdy  zlikwidowało się rezerwy.

Też dźwięczą mi w uszach słowa, które wypowiedział pan pod koniec zeszłego roku, kiedy Górnikowi dobrze szło. Brakowało panu w Zabrzu najlepszego transferu, jakim był oddany wtedy do Wisły Płock na wypożyczenie Wiktor Nowak, którego teraz sprzedano do Slavii za 2,4 mln euro. Gdyby został i grał w pucharach, to może by odszedł za dwa razy tyle, bo w praskim klubie świetnie sobie radzi!

Grasz w eliminacjach Ligi Mistrzów, to nie sprzedajesz Hellebranda, nie sprzedajesz Nowaka, a wzmacniasz się dobrym bramkarzem i grasz. Monaco OK, inna bajka, inny rozmiar kapelusza. Widziałem ich w wygranym meczu z Marsylią w niedzielę. Inny poziom, inna liga, ale z pozostałymi szczególnie z Ferencvarosem można było przecież powalczyć, Węgrzy byli do ogrania. Gdyby byli Nowak, Hellebrand i jeszcze jakieś wzmocnienie, to można było powalczyć. Gdy grasz w europejskich eliminacjach, to powinieneś się wzmocnić, a nie osłabić! Takie jest moje zdanie.

Są symptomy do niepokoju, patrząc na grę Górnika, choćby na dziesięć straconych bramek w trzech ostatnich spotkaniach?

Górnik zaczął w lidze super, bo trzy mecze i trzy zwycięstwa, taki start pod mistrza. Jednak, co zwraca i zwracało uwagę, to żadnego meczu na zero w tyłach. W pucharach to samo. Jak grasz na zero, to albo zremisujesz, albo wygrasz – prosta zasada. Nie atak, nie pomoc robi mistrzostwo, a defensywa i dobry bramkarz. Takie bramki, jakie my tutaj w Zabrzu tracimy, no to... nie, nie można tak! Atmosfera jest super, bo pełny stadion, kibice, przepięknie to wygląda, ale stracić w derbach dwie bramki w doliczonym czasie nie może tak być! Zasada jest prosta – drużynę buduje się tak jak dom, od fundamentu, czyli w tym przypadku od defensywy. A my tracimy stanowczo za dużo bramek. Górnik ma problem z dwoma pozycjami i widzą to też eksperci: chodzi o pozycję bramkarza i zawodnika na pozycji numer „9”, czyli napastnika. Ten chłopak, który przeszedł, Antiste, to widać dobry zawodnik. Ruchliwy, szuka gra, ale gdy wchodzi na 15 czy 20 minut, to co może zrobić?

Zmiana w bramce w czwartkowym meczu z Rakowem?

Jest „Gienek” Loska i młody Kania. „Gienek” to sympatyczny chłopak, pamiętam, jak zaczynał u nas w rezerwach, kiedy pracowaliśmy z Józkiem Dankowskim. Mówił, że pracuje jako nocny stróż i może nie przychodzić na treningi. Zaczął potem w pierwszym zespole i mu poszło. Teraz na tej pozycji w Górniku jest problem. Jakby zapytać tego Niemca Schulze teraz, to pewnie sam by powiedział, że chce odpocząć. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jaka to jest presja. Na trybunach 30 tysięcy, w szatni nic się nie mówi, ale przecież sam wie, że zawalił, sam to czuje i najchętniej pewnie powiedziałby, żeby dać mu odpocząć. Już myślałem, że teraz będzie zmiana, że zagra „Gienek”, ale tak się nie stało. I jeszcze coś, żeby nie było, że się mądrzę w przypadku gry bramkarzy…

Tak?

Kiedy pracowałem jako drugi trener, to zawsze był podział taki: pierwszy szkoleniowiec odpowiadał za całość, a drugi opiekował się także bramkarzami. To była moja domena, nie było wtedy trenera bramkarzy (teraz w sztabie Górnika jest… 18 osób! – przyp. red.). Spod mojej ręki, jako drugiego trenera i trenera bramkarzy, wyszli: Dudek, Tytoń, Przyrowski i Małkowski. Jurka Dudka i Przemka Tytonia wzięliśmy z III ligi. Zbyszek Małkowski był w rezerwach Stomilu, a „Przyrusia” wzięliśmy jako juniora z Białobrzegów. Trenowałem z nimi jako trener bramkarzy i wszyscy załapali się nawet w reprezentacji Polski. Czyli mogę powiedzieć, że w tym fachu coś osiągnąłem. Nie tylko zawodnik z pola, ale też praktyk. Potrafię więc ocenić, co dany bramkarz robi na boisku.       

Rozmawiał Michał Zichlarz

Marek Kostrzewa. Fot. własne 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się