Górnik ma kim straszyć!

Rozmowa z Damianem Rasakiem, graczem Ujpestu Budapeszt wypożyczonym do GKS-u Katowice, byłym piłkarzem m.in. zabrzańskiego klubu

Skrzydła, czyli największe – zdaniem naszego rozmówcy – atuty Górnika: Maksym Chłań i Yvan Ikia Dimi. Będzie okazja do takiej radości w Budapeszcie? Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Wycena piłkarzy Ferencvarosu i Górnika na portalu Transfermarkt wychodzi na korzyść Węgrów, „droższych” o 15 mln euro. To się przekłada na boisko?

- O tym, że – moim zdaniem Górnik może powalczyć z Ferencvarosem, powiedziałem w jednym z wywiadów w oparciu o świetną postawę Zabrzan w starciu z Fenerbahce. Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę, że Ferencvaros to klasowa drużyna, która – tak uważam biłaby się o mistrzostwo Polski, gdyby występowała w naszej lidze. To zespół przewyższający ligę węgierską, będący jej hegemonem w ostatnich latach. Utrata tytułu mistrzowskiego w minionym sezonie była dla klubu ogromną porażką. Tym większa jest mobilizacja, tym bardziej wszyscy w klubie są wygłodniali sukcesu – czyli odzyskania tytułu, połączonego z dobrymi występami w europejskich pucharach. Górnika czeka więc bardzo trudny dwumecz.

Ma pan w CV kilka spotkań przeciwko Ferencvarosowi. Jak gra ta drużyna? Jak może wyglądać zderzenie Górnika z nią i jej stylem gry?

- Dziś to już jest nieco inny zespół niż ten, przeciwko któremu grałem. Jest parę zmian kadrowych, no i przede wszystkim nowy trener. Nie zmieniło się natomiast to, że mają wielkie indywidualności i ogromną jakość w jednostkach. Mogą jako kolektyw nie grać fantastycznego spotkania, natomiast jeden czy drugi zawodnik potrafi zabrać piłkę, dryblingiem minąć przeciwnika i zdobyć bramkę na wagę zwycięstwa. Właśnie indywidualności będą główną bronią przeciwko Górnikowi.

Ktoś panu szczególnie zapadł w pamięć z tamtych ligowych starć?

- Na pewno Barnabas Varga – praktycznie w każdym meczu strzelał nam gola, miał wielkie umiejętności, dzięki świetnemu timingowi potrafił odnaleźć się w polu karnym w najważniejszych momentach. Ale jego akurat już nie ma, odszedł do AEK Ateny. Jest natomiast wciąż Jonathan Levi; prawoskrzydłowy, który robił przewagę dzięki świetnej lewej nodze, schodząc to środka. Jest też Naby Keita (ostatnio kontuzjowany, jego występ stoi pod znakiem zapytania – dop. aut.), z przeszłością w Liverpoolu, który w lidze węgierskiej po prostu... bawił się piłką w środku pola. Właśnie takie jednostki – o czym mówiłem – są największą siłą Ferencvarosu.

Użył pan w stosunku do Ferencvarosu pojęcia „hegemon” węgierskiej piłki. Coś w tym jest, skoro zaraz po sezonie zaangażowali trenera sensacyjnych mistrzów kraju z Gyoer. Mogą wszystko?

- Mogą bardzo wiele. Balazs Borbely odmienił Gyoer. Ta drużyna zaczęła grać pod jego skrzydłami piękną piłkę, przyjazną dla oka, z dużą liczbą zdobywanych bramek. Pomógł też wypromować wielu młodych zawodników. Ale wróciłbym w tym momencie do Górnika. Michal Gasparik też doskonale wie, jak poukładać zespół, jak kontrolować grę, z jakim przeciwnikiem się otworzyć. Wiedział, że w meczach z Fenerbahce tego zrobić nie może i prawie udało mu się doprowadzić do dogrywki. To pokazuje, że Górnik będzie fantastycznie przygotowany do dwumeczu.

Ujpest nie wszystkie mecze z Ferencvarosem przegrywał. Jeden z nich zremisowaliście. Co wtedy zdecydowało o tym remisie? Pamięta pan?

- Oczywiście. Mój występ na prawej obronie (śmiech). Pierwszy w życiu na tej pozycji. Trener o to poprosił, bo dwóch naszych prawych obrońców miało kontuzję. Nie odmówiłem i pół żartem, pół serio śmialiśmy się potem, że to dzięki mnie udało się nie przegrać! A mówiąc poważnie: głównie się broniliśmy, ale potrafiliśmy się też odgryzać. Bo Ferencvaros to drużyna, która nie lubi faz przejściowych. Sama woli czerpać z nich korzyści, utrzymać się przy piłce, bawić się nią. Gdy ma bronić, bardzo tego nie lubi. Więc tutaj bym upatrywał szans Górnika. Mogą to być troszeczkę łatwiejsze mecze niż z Fenerbahce.

Mówił pan, że to już inny Ferencvaros niż ten, który pan pamięta. Ale i Górnik jest inny niż ten, z którego pan odchodził. Kto dziś będzie „czarnym koniem” Zabrzan w Budapeszcie?

- Górnik ma dziś świetne skrzydła. Jest Maksym Chłań, podoba mi się przebojowość Yvana Ikii Dimiego, wraca do formy Kacper Urbański. Górnik ma kim straszyć. Jest też nowa „dziewiątka”, może jeszcze do końca nie wiadomo, czego się po niej spodziewać, ale apetyty po tym transferze są rozbudzone. Generalnie wydaje mi się, że najbardziej Węgrów postraszyć mogą skrzydła. Oni – jak mówię nie lubią za bardzo bronić się nisko i to może być szansa Zabrzan.

Derby Budapesztu można porównać na przykład z wielkim derbami Śląska Górnik – Ruch?

- Nie. Polska liga pod względem kibicowskim „zjada” ligę węgierską; choć akurat fani i Ujpestu, i Ferencvarosu są bardzo fanatyczni, wiodą prym na Węgrzech. Ferencvaros ma piękny stadion, bodajże na 20 tysięcy. Przypomina mi troszeczkę obiekt Legii i jego atmosferę; fanatyczne trybuny niosą zespół. W środę może tam być gorąco, atmosfera będzie przednia. Ale Górnik nie powinien mieć z tym problemu, skoro co dwa tygodnie gra przy 30 tysiącach swoich kibiców i doskonale zna presję trybun. Wie, czym to się je i – jestem o tym przekonany doskonale się będzie w tym meczu bawić.

W czwartek na Węgrzech – z Hapoelem Tel Awiw – zagra też GKS Katowice. Ze stadionu w Miszkolcu ma pan jakieś szczególne wspomnienia?

- Oczywiście. Przychodzi mi na myśl mój debiut w Ujpeście, w meczu przeciwko Diosgyoeri VTK. Zremisowaliśmy 1:1 po naszym bardzo dobrym meczu, po którym został nam ogromny niedosyt.

Wybiera się pan na ten mecz z ekipą GieKSy?

- Bardzo bym chciał, ale stwierdziliśmy ze sztabem i z fizjoterapeutami, że bardziej mi się przyda popracować te dwa dni, niż w cudzysłowie – stracić je na podróże. Właśnie zaczynam trenować indywidualnie na boisku i te dni będą mi potrzebne na to, żeby jak najszybciej wrócić do zespołu.

A kiedy się to może zdarzyć?

- Oby jak najszybciej, choć nie chciałbym się „podpalać”, bo to nie ma sensu. Wydaje mi się, że do trzech tygodni mogę sobie jeszcze dać, choć ambicja będzie mnie pchała do jak najwcześniejszego powrotu.

Czyli może pan zdążyć na rewanż z Atalantą?!

- Ech, śledziłem losowanie czwartej rundy i z jednej strony się ucieszyłem, z drugiej pomyślałem sobie, że jednak kłody nam pod nogi los rzuca... Ale jeśli mamy już mierzyć się w tej Europie, to z najlepszymi. Najpierw trzeba jednak ograć Hapoel.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski


Damian Rasak jeszcze w barwach Górnika. Fot. Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się