Golfiści cierpią krócej

Porażka w półfinale oczywiście zmartwiła wszystkich Anglików. Albo... prawie wszystkich; bo są i tacy, którzy z tego faktu się ucieszyli.

Dwaj wielcy kapitanowie w krańcowo odmiennych nastrojach. Leo Messi zagra o drugie złoto, Harry Kane... już o nic nie gra: brąz nie interesuje nikogo. Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus

Kazimierz Mochlinski korespondencja z Birkdale

W środowy wieczór nerwowo obgryzali paznokcie organizatorzy Open Golf Championship. Jedna z imprez golfowego wielkiego szlema zaplanowana była na drugą połowę tego tygodnia – od czwartku do niedzieli. Program ostatniego dnia jest zawsze bardzo napięty; trzeba w nim nie tylko ująć ostatnią rundę rywalizacji na polach Royal Birkdale Golf Club; założyć, że potrzebna może być dogrywka; no i jeszcze pamiętać o czasie niezbędnym na uroczyste zakończenie, którego elementem jest oczywiście wręczenie zwycięzcy okazałego trofeum. Wśród fanów golfa – i samych uczestników zmagań – kibiców futbolu jest oczywiście całe mnóstwo. W przypadku awansu Harry'ego Kane'a i spółki do finału mundialowych zmagań istniała więc spora obawa, że ceremonia nagradzania najlepszych może odbywać się przy mocno przerzedzonej widowni na trybunach, co byłoby spektakularną klęską wizerunkową...

Ostatnia szansa brytyjskiego człowieka

„Na szczęście” angielscy piłkarze w równie spektakularny sposób awans do finałów MŚ wypuścili z rąk, więc głębokie westchnienie ulgi przetoczyło się przez szeregi zaangażowanych bezpośrednio w organizację Open Golf Championship. Swoją drogą jednak, jest pewna zbieżność angielskich losów w obu tych turniejach. Fani futbolu na Wyspach od 60 lat wypatrują wielkiego triumfu w World Cup i już wiadomo, że ten nieznośny ból czekania potrwa jeszcze co najmniej przez kolejne cztery sezony. W przypadku najważniejszego golfowego turnieju czas oczekiwania na wygraną „swojego” jest nieco krótszy – w 1992 po „wielkoszlemowy” tytuł sięgnął Nick Faldo; tyle że wówczas OGC rozgrywano w Szkocji, niedaleko Edynburga. Ostatnie zwycięstwo Anglika na angielskiej ziemi w tejże imprezie to już bardziej zamierzchła przeszłość – rok 1969 i główna nagroda w rękach Tony'ego Jacklina! Ale to i tak mniej, niż owe 60-letnie czekanie futbolistów. Zresztą w golfie być może ta niechlubna seria skończy się właśnie teraz. Tommy Fleetwood – numer 9. światowego rankingu, wychował się przecież dosłownie pięć minut od miejscowych pól i postrzegany jest jako „ostatnia szansa brytyjskiego człowieka” na triumf w tejże imprezie.

Open Golf Championship to turniej ze wspaniałą tradycją. Odbywa się w tym roku po raz 154., więc jest starszy nawet od tenisowych zmagań na Wimbledonie! Klub w Birkdale, tegoroczny organizator OGC, sąsiaduje z Liverpoolem. Przez dekady wpadali tu więc wielcy piłkarze „The Reds”, bo okolica pełna jest luksusowych posiadłości, wynajmowanych przez nich w okresie gry na Anfield Stadium. Numerem jeden wśród amatorów golfa był Kenny Dalglish – autor zwycięskiej bramki dla Liverpoolu w finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1978. Łatwo można tu też było wypatrzeć długoletniego kapitana drużyny, Alana Hansena, jednego ze współtwórców jej międzynarodowych sukcesów. Prócz nich członkami Royal Birkdale Golf Club są także m.in. John Barnes i Peter Beardsley, którzy w minionych dniach kursowali między polem golfowym a telewizyjnym studiem, w którym próbowali wyjaśniać przyczyny fatalnej „wtopy” swych reprezentacyjnych następców.

Traktat o tchórzostwie

Oni zasiadają przed kamerami. Inny wielki ekszawodnik „The Reds”, Michael Owen (zagorzały kibic... Evertonu, zresztą podobnie jak wspominany wcześniej Fleetwood) ma swoją rubrykę felietonowo-komentarzową w jednym z dzienników. „Odwaga” - na tle rozumienia tego słowa Owen wszedł w polemikę z Thomasem Tuchelem. Dla niego odwaga przejawia się w grze ofensywnej, a nie w próbie pilnowania skromnego prowadzenia, z czym mieliśmy do czynienia z meczu Anglików z Argentyną. Od momentu objęcia prowadzenia aż do trafienia Lautaro Martineza (na 1:2), Anglia jedynie przez 12 procent czasu gry była w posiadaniu piłki! „Tchórzostwo” - raczej to słowo odzwierciedla postawę jej reprezentantów. A może raczej samego Tuchela, którego decyzja o zastąpieniu obrońcą autora gola, Anthony'ego Gordona, dała Argentyńczykom to, co chcieli: zdecydowaną przewagę. Fotoreporterzy w pewnym momencie w strefie rezerwowych złapali w kadr tablicę, na której przed bramkarzem wyrysowana była linia... dziesięciu zawodników zabezpieczających pole karne! Efekt znamy – mnóstwo miejsca dla rywali przed „szesnastką” i dwa gole, które skasowały angielskie marzenia o wielkim finale.

„Czemu nie próbowaliśmy wykorzystać faktu, że obaj środkowi obrońcy rywali – na dodatek niebiegający zbyt szybko – mieli już na koncie żółte kartki?” - to główne pytanie stawiane przez media trenerowi Tuchelowi. Być może odpowiedź zawiera się w ekstremalnym zmęczeniu, jakie przejawiali Anglicy w końcówce meczu. Dało im w kość zarówno 40 minut w osłabieniu na Estadio Azteca przeciwko gospodarzom, jak i morderczy upał w Miami w ćwierćfinale z Norwegią.

Mecz do zapomnienia równo z gwizdkiem

To już drugi przypadek, w którym Wyspiarze – prowadząc – dają sobie wydrzeć wygraną w półfinale MŚ; są jedyną w XXI wieku ekipą, której się to przydarzyło! Co więcej – począwszy od 1998 roku, właśnie po raz siódmy zagrali w mundialu z ekipą z czołowej dziesiątki światowego rankingui po raz siódmy przegrali! Mocni są po prostu... za mocni dla Anglii. Ta seria oczywiście można zostać przerwana w potyczce o brąz z Francuzami. Sęk w tym, że ten mecz... już nikogo nie interesuje; a najmniej – samych zawodników. Dla nich to mordęga mentalna (obie nacje nastawiały się na wielki finał ze swym udziałem) i – ponownie – fizyczna. Wracają przecież do Miami, w którym znów będzie Heat; wracają na mecz, który równo z końcowym gwizdkiem zostanie zapomniany. Kiedy w piątkowe przedpołudnie w Birkdale rozmawiałem z kolegami dziennikarzami, żaden z nich nie pamiętał wyniku spotkania o mundialowy brąz w latach 1990 i 2018. A przecież w obu z nich grała Anglia...


        NIE PRZEGAP!         

Mecz o 3. miejsce

◼ Francja – Anglia
sobota, 23.00 – TVP 1, TVP Sport

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się