Gol stadiony świata

Zwycięski marsz Tyszan został zatrzymany przepięknym uderzeniem w „okienko”.

Gol Damiana Kądziora nie wystarczył Tyszanom do zdobycia kompletu punktów. Fot. Facebook GKS-u Tychy

Po trzech wygranych meczach – dwóch ligowych i jednym pucharowym – GKS Tychy potknął się, remisując 1:1 z Olimpią Grudziądz. Wynik ten można uznać za niespodziankę, tym bardziej że goście w swoich dotychczasowych spotkaniach zawodzili swoich kibiców. Wprawdzie przyjechali do Tychów po pucharowej wygranej, ale na pokonanie Świtu Szczecin 5:3 potrzebowali dogrywki. Trener Rene Poms ze swoją drużyną maszerował natomiast zwycięskim szlakiem i chciał przedłużyć dobrą serię.

Te wszystkie przedmeczowe przewidywania wydawały się potwierdzić pierwsze minuty gry. Wystarczyło jedno długie podanie Pawła Olkowskiego ze swojej połowy w kierunku Mateusza Lewandowskiego, żeby napastnik gospodarzy wypracował pozycję strzelecką Damianowi Kądziorowi. Przyłożenie nogi do piłki w polu bramkowym w 6 minucie było już tylko formalnością i Trójkolorowi cieszyli się z prowadzenia.

Grudziądzanie, mimo tak szybko zainkasowanego ciosu, nie mieli się jednak zamiaru poddawać. Zresztą świadczą o tym statystyki. To goście byli dłużej w posiadaniu piłki (51 procent). To oni także wyprowadzili więcej ataków, ale w rubryce „strzały celne” odnotowaliśmy remis 4:4. Najważniejsze jednak jest to, że w 50 minucie, jedno z tych celnych uderzeń przyniosło im wyrównanie. A trzeba dodać, że był to gol, o którym można długo opowiadać. Jego autor Artur Siemaszko, po podaniu Dawida Abramowicza, przyjął futbolówkę w okolicach linii bocznej pola karnego. Miał na tyle dużo miejsca i czasu, że mógł przymierzyć i zrobił to znakomicie. Jakub Mądrzyk mógł tylko wzrokiem odprowadzić piłkę uderzoną w okolice „okienka” dalszego rogu. Wprawdzie po tym trafieniu obydwie drużyny wykazywały jeszcze ochotę do zmiany rezultatu, ale żadnej nie udało się już wypracować okazji bramkowej i dlatego rezultat można uznać za sprawiedliwy.

I jeszcze jednak uwaga na marginesie. W pierwszych meczach ligowych tego sezonu Rene Poms ustawiał na prawej stronie boiska doświadczonych Olkowskiego i Kądziora, a na lewym wahadle i skrzydle grali młodzieżowcy. Tym razem postanowił podeprzeć młodość rutyną i rozdzielił Tymoteusza Rygułę z Józefem Chorosińskim. Efekt? Ryguła pierwszy raz w tym sezonie nie strzelił gola w meczu ligowym, a i Chorosiński nie zdołał sfinalizować żadnej ze swoich akcji. W sumie zasada „połącz młodość z rutyną” jest słuszna, ale jak mawiał legendarny trener reprezentacji Polski Antoni Piechniczek „lepsze jest wrogiem... dobrego”. Tym razem to się właśnie potwierdziło i dlatego w Tychach pozostał tylko punkt.

Jerzy Dusik

GKS Tychy – Olimpia Grudziądz 1:1 (1:0)

1:0 – Kądzior, 6 min, 1:1 – Siemaszko, 50 min

GKS: Mądrzyk – Łasicki, Horvat, Hoyo-Kowalski – Olkowski, Trąbka, Begala, Chorosiński (87. Jankowski) – Ryguła (57. Gębala), Lewandowski (75. Kasprzyk), Kądzior (75. Kozina). Trener Rene POMS.  

OLIMPIA: Jerke – Stolc, Zbiciak, Michalski (46. Brzęk), Abramowicz – Kolasa (63. Nowacki), Stec, Frelek, Olejarka (68. Fietz), Siemaszko (68. Jastrzembski) – Bałdyga. Trener Dawid PĘDZIAŁEK.                              Sędziował Albert Różycki (Łódź). Widzów 2780.

Żółte kartki: Trąbka, Lewandowski, Horvat – Michalski, Nowacki.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się