Gdzie dwóch się bije...
… tam Brytyjczyk korzysta. W Łodzi Bartosz Zmarzlik roztrwonił całą przewagę, jaką miał nad Bradym Kurtzem. Do walki o mistrzostwo świata na poważnie akces zgłosił ultraszybki triumfator – Robert Lambert. Drugi był Patryk Dudek.
Jeśli Robert Lambert (w środku) utrzyma dyspozycję z dwóch ostatnich rund, może realnie myśleć o tytule mistrza świata. Fot. Michał Krupa / Press Focus
SPEEDWAY GRAND PRIX
Po siedmiu rundach, a na trzy do końca walka o żużlowe mistrzostwo świata zaczyna się w zasadzie od nowa i może być jeszcze bardziej pasjonująca niż przed rokiem. Polak i Australijczyk mają po 109 punktów, a goniący ich w szaleńczym tempie Brytyjczyk zmniejszył stratę do ośmiu „oczek”.
Zmarzlik wolny jak nigdy
Sześciokrotnemu mistrzowi świata, który do łódzkiej rundy cyklu przystępował z pięcioma punktami przewagi, nie układało się od samego początku. Już w inauguracyjnym wyścigu Zmarzlik dość wyraźnie przegrał z koalicją Duńczyków – Andersem Thomsenem oraz Leonem Madsenem. Polak przegrał start, a na dystansie było jeszcze gorzej, co spowodowało, że już po pierwszym biegu zdecydował się na zmianę motocykla. Na pocieszenie Kurtz również zaczął od „jedynki”, do czego znacząco przyczynił się Kacper Woryna, wywożąc go na pierwszym łuku. Z wszystkiego skorzystał Dudek i dwóch Biało-czerwonych zameldowało się na czele stawki. W drugim biegu z udziałem naszego multimedalisty zapaliła się czerwona lampka. Po kolejnym koszmarnie przegranym starcie przyjechał daleko z tyłu z raczej przeciętnymi rywalami – Jepsenem Jensenem, Andrzejem Lebiediewem oraz Kaiem Huckenbeckiem.
Wieczność pod bandą
W trzeciej serii, a konkretnie w 10. biegu, doszło do niebezpiecznego wypadku z udziałem dwóch naszych reprezentantów. Dominik Kubera zaczepił o motocykl Woryny i z całym impetem wpadł pod bandę na drugim łuku. Na szczęście zawodnik Falubazu wyszedł z tego bez szwanku, a sędziujący zawody Ołeksandr Latosinski winnym wskazał Worynę. – Dziękuję Bogu, że jestem cały, bo ten upadek był potężny. Dobrze, że skończyło się tylko poobijaniem. Uderzyłem o tor, o bandę, wleciałem pod nią i znowu uderzyłem w deski na dole, więc mogę powiedzieć, że szczęśliwie upadłem, bo mogę teraz z wami rozmawiać. Co się wtedy czuje? Uderzenie, przez chwilę nie da się złapać oddechu, ta banda cię cały czas dociska i czekasz, kiedy ktoś cię wyciągnie, sprawdzasz, czy możesz ruszyć nogami, najpierw jedną, potem drugą, rękami... Odtwarzasz, czy było chrupnięcie kości… To pewnie trwa nie więcej niż kilkanaście sekund, ale leżąc tam, jest to wieczność – obrazowo opowiadał nam Kubera.
Kurtz szybszy od mistrza
Wracając do Zmarzlika, to miał on w powtórce teoretycznie ułatwione zadanie, ale przyjechał jedynie przed poobijanym Kuberą. Tak wolnego i bezradnego naszego mistrza widzieliśmy... całkiem niedawno, bo w drugim finale IMP w Bydgoszczy (4.07), gdzie zajął 14 miejsce. Po trzech seriach w Łodzi był 12. i realnie w oczy zajrzał mu brak awansu nawet do półfinału! 14. bieg – jakkolwiek to brzmi – był dla niego wyścigiem ostatniej szansy, a po prawej stronie miał jak dotąd najlepszych tego dnia w Łodzi – Dudka, Maxa Fricka i Jana Kvecha. Mimo nacisków Australijczyka – jak na mistrza przystało – wytrzymał ciśnienie i dowiózł trójkę do mety.
W ostatniej serii zaczęło się prawdziwe ściganie, ale i niestety upadki. Woryna leżał dwa razy na pierwszym łuku 17. biegu, aby za trzecim razem w końcu wygrać, pokazując bardzo agresywną jazdę (to zawodnik, który od dawna jeździ na pograniczu faulu), która rzutem na taśmę dała mu awans do półfinału. 18. bieg można uznać za wyścig dnia. Kurtz, który przegrał start, wszedł pod wszystkich zawodników i nie oddał pierwszego miejsca mimo zaciekłych ataków Zmarzlika.
Ostatni taniec dla „Lambo”
Ostatnia i decydująca faza turnieju miała już tylko jednego aktora – Lamberta, który w drugim z kwalifikatorów przegrał start z rewelacyjnie spisującym się tego dnia Kvechem, ale po chwili minął go po małej z prędkością, jakiej tego dnia nie zaprezentował jeszcze nikt. W pierwszym z biegów ostatniej szansy (21) Zmarzlik nie dał rady dogonić tradycyjnie napędzającego się w trakcie zawodów Jensena i skończył zmagania z 11 punktami na szóstym miejscu. – Męczyłem się okropnie, dobrze chociaż, że dotarłem do półfinału i zająłem tam drugie miejsce, bo mogło być jeszcze gorzej. Czułem się wolny, nawet jak wygrywałem starty. Czasem jak zagapisz się na początku, to jest nie do nadgonienia. Nie robię z tego jednak dramatu, to wciąż jest sytuacja, w której inni muszą, ja nie – skomentował występ Bartosz Zmarzlik, próbując ściągnąć z siebie presję przed decydującą częścią sezonu.
Przed finałem najlepszy po części zasadniczej Dudek lekko zszokował wszystkich, decydując się na trzecie pole. Może sugerował się tym, że wygrał z niego ostatni bieg w rundzie zasadniczej? W półfinałach zawodnicy w białym kasku kończyli jednak na trzecim miejscu. Dudek zajął drugie, które przed zawodami pewnie wziąłby w ciemno. Wygrał niełapalny już w tym momencie jego kolega z toruńskiego klubu – Lambert, który inkasując 20 punktów, zbliżył się do mistrza i wicemistrza świata na osiem „oczek”. Z taką dyspozycją może myśleć o dogonieniu ich już w Rydze (8.08), a potem zostaną jeszcze turnieje w Vojens (12.09) oraz Toruniu (26.09).
Poza „Duzersem” był to kiepski turniej dla Polaków i zły prognostyk przed zbliżającym się wielkimi krokami finałem DPŚ w Warszawie (29.08). Jeśli Zmarzlik w tym sezonie zdobędzie tytuł mistrza świata, będzie największym zawodnikiem w historii całej dyscypliny. Nie tylko dlatego, że jako pierwszy sięgnie po złotego graala po raz siódmy, ale również, a może przede wszystkim dlatego, że zdobędzie go w sezonie, który ewidentnie nie układa się po jego myśli, a inni trafili ze sprzętem lepiej od niego.
Mariusz Rajek, Łódź
Grand Prix Polski w Łodzi
1. Lambert (W. Brytania) 13+3 (1,2,3,2,2,3) 20 pkt GP2. Dudek (Polska) 15 (3,3,3,1,3,2) 18
3. Kurtz (Australia) 13 (1,2,3,3,3,1) 16
4. Jepsen Jensen (Dania) 7+3 (0,3,2,1,1,0) 14
5. Kvech (Czechy) 10+2 (3,3,1,0,3) 12
6. Zmarzlik (Polska) 8+2 (1,0,2,3,2) 11
7. Madsen (Dania) 8+1 (2,0,2,2,2) 10
8. Woryna (Polska) 7+1 (2,2,w,0,3) 9
9. Fricke (Australia) 11+0 (3,3,3,2,0) 8
10. Doyle (Australia) 7+0 (2,1,1,3,0) 7
11. Pawlicki (Polska) 6 (0,1,1,3,1) 6
12. Lebiediew (Łotwa) 6 (2,2,0,1,1) 5
13. Thomsen (Dania) 5 (3,0,2,0,0) 4
14. Kubera (Polska) 5 (1,1,1,0,2) 3
15. Huckenbeck (Niemcy) 3 (0,1,0,1,1) 2
16. Parnicki (Ukraina) 2 (0,0,0,2,0) 1
Klasyfikacja przejściowa cyklu GP
1. Kurtz 109, 2. Zmarzlik 109, 3. Lambert 101, 4. Jepsen Jensen 80, 5. Dudek 69, 6. Madsen 65, 7. Woryna 64, 8. Fricke 62, 9. Holder 55, 10. Thomsen 54, 11. Doyle 49, 12. Lebiediew 49, 13. Kvech 46, 14. Kubera 31, 15. Bewley (W. Brytania) 18, 16. Parnicki 17, 17. Huckenbeck 13, 18. Lindgren 12, 19. Janowski 11.
