Gdy uregulują faktury
KOMENTARZ „SPORTU” – Dariusz Leśnikowski
W ubiegłym sezonie do ekstraklasy awansowały dwie ekipy krakowskie. Po trzech pierwszych kolejkach obecnego myśl o możliwości powtórki – tym razem w wykonaniu drużyn z Trójmiasta – wydawała się zupełnie abstrakcyjna. O ile Arka – choć gubi punkty w różnych miejscach – będzie aspirować do czołowych miejsc, o tyle skonfliktowana wewnętrznie na każdym możliwym polu (zawodnicy – właściciel, piłkarze – kibice) Lechia zebrała trzy „oklepy” w czterech meczach i niewiele wskazywało na to, że szybko wygrzebie się ze strefy spadkowej. Mecenas Robert Kiłdanowicz pozwolił sobie nawet w ostatnim felietonie z cyklu „Paragrafy i sport” sposób zarządzania klubem przez Paulo Urfera określić barwnym neologizmem „zaurferzenia”.
A jednak Gdańszczanie będą się najpewniej liczyć w walce o czołowe lokaty. Ponad 13 mln euro (na razie domniemanych, ale Frosinone to pewnie inny rozmiar kapelusza niż Benevento, z którym Górnik przez lata handryczył się o kasę za Krzysztofa Kubicę) za Tomaša Bobcka to potężny zastrzyk gotówki. Fakt; pozostają do uregulowania faktury, a to, co zostanie, trzeba jeszcze umieć sensownie wydać. Na razie jednak – patrząc choćby na angaż 21-letniego Artura Szacha – trudno wykluczyć, że wielu kolejnym rywalom Lechia zafunduje szach mat. Poza tym angaże starszego tylko o dwa lata Samuela Kopaska, młodszego o kilkanaście miesięcy Danyło Małowa czy jego rówieśnika, Kevina Dodaja, dodają prawdopodobieństwa, że wspomniana sprzedaż Słowaka – rekordowa na polską skalę – nie musi być ostatnim takim strzałem Lechii w najbliższych latach.
