Futbol to więcej niż życie i śmierć

Rozmowa z Pawłem Fleszarem, autorem sportowego kryminału „Pani Zwycięstwa”

Paweł Fleszar i jego ostatnia, choć w zasadzie pierwsza książka. Fot. archiwum autora

W trzech wcześniej wydanych książkach, „Powodzi”, „Piekło-niebo” i „Smogu”, nie koncentrował się pan na sporcie, ale patrząc już na samą okładkę pana najnowszego kryminału, „Pani Zwycięstwa”, można się spodziewać, że tym razem sport nie będzie tylko tłem. Wiedząc, czym się pan zajmował, bo swego czasu pracowaliśmy w jednej redakcji, zapytam: dlaczego dopiero teraz?

– To prawda, pracowaliśmy w „Tempie”, a poza nim byłem związany z „Przeglądem Sportowym”, ale także dziennikami lokalnymi, magazynami, stronami internetowymi. Napisałem kilkanaście tysięcy tekstów, a znakomita większość z nich traktowała o sporcie. Przy pierwszej próbie literackiej wybór najbliższej mi i najlepiej znanej tematyki byłby więc czymś oczywistym i naturalnym. I ja ją… wybrałem.

Jak to?!

– Jak wiadomo z mediów społecznościowych, rok 2026 to nowy 2016 (śmiech). I w 2026 ukazuje się powieść, którą zacząłem pisać w 2016. Wprawdzie nie pisałem jej dziesięć lat, lecz niespełna rok, ale dziewięć lat czekałem na jej wydanie. Opowieści o perypetiach wydawniczych przekroczyłyby ramy nie tylko tego wywiadu, ale całego bieżącego numeru „Sportu”. Nie wszystko było miłe, ale na pewno zwłoka wyszła na dobre książce, którą kilka razy poprawiałem, skracałem i szlifowałem. Od początku zawarłem w niej wątki zaczerpnięte z dyscypliny, którą zajmowałem się najdłużej – siatkówki, także z drużyny, którą zajmowałem się najintensywniej – Wisły Kraków ery Henryka Kasperczaka, a przede wszystkim z piłki nożnej na mun dialach, którą pasjonowałem się od dziecka. Wszystko jest zanurzone w kryminalnym, sensacyjnym sosie.

Skąd w ogóle pomysł, żeby wątkiem przewodnim powieści kryminalnej była walka – i to dosłownie, a do tego dużo brutalniejsza niż piłkarzy na boisku – o Złotą Nike, czyli przez całe dekady najcenniejsze futbolowe trofeum?

– Bill Shankly, legendarny trener Liverpoolu, powiedział kiedyś: „Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego”. Wprawdzie nie powiesiłem tej sentencji na ścianie podczas pisania „Pani Zwycięstwa”, ale chciałem pokazać w powieści, że futbol i kwestie okołofutbolowe mogą napędzać ludzi równie mocno jak pragnienie miłości, dążenie do władzy, chęć zysku. Mogą rozniecać wielkie emocje, żądze, wzruszenia, budzić dobre i złe instynkty. I to wszystko niezależnie od stricte meczowej rywalizacji.

Sporą część życia spędził pan w Krakowie. Akcja tego, jak i pozostałych pańskich kryminałów, toczy się właśnie w tym mieście. Bohaterowie „Pani Zwycięstwa” przemierzają jego nieoczywiste miejsca, dużo jest także nawiązań do tego, co piłkarskiego działo się pod Wawelem; nie tylko na boisku i obok murawy, ale także w redakcyjnych pomieszczeniach. Wątki związane z piłkarzami, trenerami, działaczami i dziennikarzami to dla czytelników interesujących się futbolem dodatkowa wartość tej książki. Do tego zagadki do rozwiązania, bo główne postaci występują pod innymi nazwiskami.

– Powstawały jako postaci fikcyjne. Mają co najwyżej pewne cechy osób realnie istniejących, bywają niekiedy uczestnikami prawdziwych zdarzeń, autentycznych anegdot. Na takiej samej zasadzie głównego bohatera, Macieja Porzyńskiego, obdarzyłem niektórymi swoimi doświadczeniami i przeżyciami, ale nie jest on postacią na mnie wzorowaną czy moim alter ego.

Przed nami mecze o medale mundialu. Wydarzyło się w nim  coś, co mógłby pan umieścić w kolejnej książce?

– VAR nieźle by się nadawał, ze względu na kontrowersje i możliwości wpływania na wynik. Ciekawa byłaby sytuacja, w której jego działalność, komunikację z sędzią głównym, zakłóciłby haker, ale nie wiem, czy napiszę jeszcze książkę aż tak piłkarską jak „Pani Zwycięstwa”.

Kogo typuje pan na zwycięzcę amerykańskiego turnieju?

– Kibicowałem Francji, a reprezentacją drugiego wyboru była Anglia. Nie chcę już do nikogo się przywiązywać, bo w półfinałach za dużo miałem rozczarowań.

Rozmawiał Grzegorz Kaczmarzyk


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się