Futbol na tak!

Dla neutralnego kibica piłkarze Polonii i Lechii stworzyli widowisko idealne. Przy Konwiktorskiej padło sześć goli, a mogło… trzy razy tyle.

W subiektywnym odczuciu autora Camilo Mena zdobył w sobotę najpiękniejszą bramkę/Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Starcie na Polonii zostało wybrane przez zarządzających ligą meczem miesiąca, co wiązało się z wyjątkową otoczką medialno-sponsorską, piknikiem rodzinnym i wieloma innymi atrakcjami. Biorąc pod uwagę tylko to, co działo się na murawie, wybór okazał się jak najbardziej trafiony.

Bramkostrzelny obrońca

Czarne koszule nacisnęły od pierwszych minut, ale to Lechia cieszyła się z prowadzenia już w 8 minucie, kiedy to Tomasz Wójtowicz zmieścił piłkę przy krótkim słupku. Polonia stwarzała sobie ogrom sytuacji, stuprocentowe okazje marnowali Simon Skrabb czy Ilkaj Durmus, ale na wyrównanie miejscowi musieli poczekać niemal do końca pierwszej połowy, gdy świetną piłką Ernestowi Terpiłowskiemu wyłożył wspomniany Skrabb, a obrońcy pozostało umieścić ją w bramce. 24-letni defensor ma w ostatnich tygodniach niesamowity ciąg na bramkę, było to już jego czwarte trafienie w tym sezonie, co dla prawego obrońcy jest niezwykłym osiągnięciem.

Dfensywa? A co to?

W drugiej połowie Warszawianie już całkowicie zapomnieli o defensywie, dzięki czemu było to niezwykle otwarte i ciekawe spotkanie, w którym akcje przenosiły się co rusz z jednego pola karnego w drugie. Różnica polegała na tym, że Polonia na potęgę marnowała doskonałe okazje, ale też gdyby Lechia wykorzystała wszystkie swoje setki, wynik mógłby się zakręcić w okolicach dwucyfrowego! - Mieliśmy mnóstwo okazji, można powiedzieć, że przegraliśmy sami ze sobą. Dobrze operowaliśmy piłką, mieliśmy przewagę w posiadaniu, ale za łatwo traciliśmy gole – przyznawał po meczu kapitan Czarnych koszul, Dave Gnaase. –Jestem bardzo rozczarowany wynikiem, ale nie grą. Było mnóstwo okazji, ale zabrakło wyrachowania, trochę też szczęścia. Lechia nas wypunktowała indywidualnościami. To jest początek sezonu, dalej będziemy budować naszą grę. Na razie nie ma zaawansowanych rozmów w kwestii sprowadzenia nowych zawodników – dodał prowadzący stołecznych Piotr Stokowiec.

Lechia najgorsze zdaje się mieć za sobą. Po katastrofalnym początku sezonu, klub znad Bałtyku wygrał drugi mecz z rzędu i ma wyraźnie tendencję wzrostową. W najbliższych dniach powinny skończyć się również problemy finansowe Gdańszczan. Tomas Bobcek odszedł do beniaminka włoskiej Serie A – Frosinone za rekordowe 13,5 mln euro (z bonusami). W przypadku klubu z drugiego poziomu rozgrywek, to oferta wprost niewiarygodna. - Jesteśmy jeszcze w procesie poznawania się, ponieważ ciągle dochodzą do nas nowi zawodnicy – mówił po meczu prowadzący Lechię Władysław Łupaszko.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU⭐⭐⭐⭐⭐

Polonia Warszawa – Lechia Gdańsk 2:4 (1:1)

0:1 – Wójtowicz, 8 min, 1:1 – Terpiłowski, 43 min, 1:2 – Dodaj, 61 min, 1:3 – Shakh, 72 min, 1:4 – Mena, 87 min, 2:4 – Dadok, 90+3 min

POLONIA: Jeleń – Olszewski, Marcjanik, Budnicki (74. Gołoś), Olafsson (46. Vega) – Kuusk (63. Kowalczyk), Gnaase – Terpiłowski, Skrabb, Durmus (63. Dadok) – Tabara (63. Kostorz). Trener Piotr STOKOWIEC.

LECHIA: Weirauch – Kopasek, Łopata (64. Madej), Beskerovajnyj, Małov – Mena, Neugebauer (46. Ivanov), Wójtowicz, Dodaj (86. Bambecki) – Adkonis (64. Głogowski), Shakh (90+3 Sinkiewicz) Trener Władysłav ŁUPASZKO.

Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 3227. Żółte kartki: Durmus - Shakh.



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się