Fizyczność, wysiłek, agresja
Rozmowa z Jackiem Chańką, byłym reprezentantem Polski, wychowankiem Jagiellonii, jej byłym zawodnikiem i dyrektorem sportowym
Taras Romanczuk to jeden z gwarantów tego, że Jadze tytułowych cech nie zabraknie. Fot. Weronika Morciszek / PressFocus
W przeciwieństwie do pozostałych naszych klubów, Jaga dopiero zaczyna pucharową przygodę. Oceniać ją możemy więc jedynie po meczach ligowych. Jak wygląda Duma Podlasia w pańskich oczach?
- Przyznam, że jestem miło zaskoczony tym, co zobaczyłem w dwóch pierwszych meczach ligowych. Mimo wielu znaczących ubytków, nie zmienił się styl Jagiellonii: chęć posiadania piłki, budowanie akcji od obrony. No i napastnik (Nik Prelec – dop. aut.) na razie się sprawdza. W końcu na tej pozycji rozlicza się zawodnika z tego, co strzeli, a on zdobywał gole w obu ligowych grach. Zresztą jestem przekonany, że w kontekście transferów Jagiellonia jeszcze tego lata nie powiedziała ostatniego zdania. Mankamenty? Drobne wciąż są, ale zgranie drużyny z każdym meczem powinno być lepsze, więc będą eliminowane.
Jaga wygrała oba mecze, przechylając szalę na swą stronę w końcówkach. Pamięta pan ze swej kariery, jak bardzo dodają „pałeru” takie okoliczności zwycięstw?
- Generalnie każda wygrana dodaje motywacji, bo potwierdza, że robisz dobrą robotę na treningach. Myślę sobie, że nawet w samej szatni mogło być nieco niepokoju, parę zagadek: „jak będziemy wyglądać po zmianach?”. Tymczasem na razie proces tych zmian zespół przechodzi dość bezboleśnie. Nie widać, że wspólnych treningów – nie mówiąc o meczach – w tym gronie nie było zbyt wiele.
O którą formację najbardziej martwił się pan przed pierwszym gwizdkiem tego sezonu?
- Wielką siłą Jagiellonii byli młodzi. Najpierw odszedł Oskar Pietuszewski, teraz – Bartosz Mazurek. Trochę strzelali, częściej dogrywali. Szkoda ich, podobnie jak Alexa Pozo czy Bartka Wdowika na bokach. Ale mam wrażenie, że dość skutecznie te skrzydła – czy wahadła – uzupełniono. Choć tak naprawdę pierwsze poważne odpowiedzi przyniosą najbliższe dni: najpierw mecz ze Szkotami, później ligowy bój z Widzewem, który w tym roku wydał już mnóstwo pieniędzy na jakościowych zawodników.
Na razie – jak myślę – w Białymstoku wszyscy żyją przede wszystkim wizytą Rangersów. Na ile brytyjska piłka może być niewygodna dla Jagiellonii?
- Sam z ciekawością czekam na tę konfrontację dwóch innych całkowicie stylów gry. Ale mam przeczucie, że Jagiellonia – przynajmniej w domu – powinna sobie poradzić, osiągnąć dobry wynik.
A co będzie dla pana tym „dobrym wynikiem”?
- Jakiekolwiek – choćby skromne – zwycięstwo. Jest w zasięgu Jagi, jeśli zaprezentuje się tak, jak w meczach ligowych. Oczywiście czym innym będzie późniejsze obronienie tej ewentualnej przewagi w szkockim piekle, ale nie będzie to niemożliwe.
Jak podejść do tej pierwszej konfrontacji? Jak powinna zagrać Jaga?
- Taktycznie – jak zawsze, „swoją” piłkę. Natomiast nie da się skutecznie powalczyć z Rangersami, jeśli nie dołożysz do takiej gry dużej dawki fizyczności, wysiłku, agresji. O motywację w tych elementach się nie martwię. Od dawna mamy już „sold out”, trybuny będą pełne. Potrzebna też będzie koncentracja przy stałych fragmentach gry, bo przecież wyspiarskiej tradycji – wysokich piłek w pole karne rywala – nie da się wykorzenić. Na to muszą być gospodarze gotowi.
Rozumiem, że choć rywal to wysoka półka, już się Jagiellonia nie spali tak, jak w meczu z Fiorentiną kilka miesięcy temu?
- Zawodnicy mają już spore doświadczenie zebrane w Europie w pucharowych zmaganiach, niejedno w nich przeszli. Podobnie trener Siemieniec.
A propos – co roku musi układać klocki niemal od nowa i... co roku mu to wychodzi.
- Przyznam, że kilka lat wstecz wcale nie byłem przekonany, czy jego angaż był dobrym wyborem i czy wybrany przezeń kurs jest na pewno tym właściwym dla Jagiellonii. A jednak obronił swoje pomysły na murawie! Teraz jestem ciekaw, jak poradziłby sobie w innym miejscu, w innym otoczeniu; czy byłby tak samo skuteczny. Ale oczywiście niech pracuje jak najdłużej w Białymstoku, z pożytkiem dla Jagi.
Wspomniał pan o „sold out”. Pan – rozumiem – swój bilet ma?
- Oczywiście, nie mógłbym odpuścić takiego meczu!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
