Falstart Rakowa

Inauguracja i Wisła Płock to fatalne połączenie dla Częstochowian, którzy mają nad czym myśleć.

Marcin Flis (z lewej) cieszy się z bramki dla Wisły. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Dzień przed ligowym startem częstochowski klub poinformował o odejściu Jonatana Brunesa. Przy Limanowskiego mogą być usatysfakcjonowani, bo udało im się nakłonić Czechów do podwyższenia oferty – finalnie Norweg odszedł do Sparty Praga za prawie 6 mln euro, a w sumie z atrakcyjnymi bonusami nawet za wyższą kwotę. Kuzyn Erlinga Haalanda grał w Częstochowie równo dwa lata, ponieważ oficjalnie zawodnikiem czerwono-niebieskich został 26 lipca 2024, a już ledwie trzy dni później zadebiutował w domowym spotkaniu z Cracovią. Po raz pierwszy na listę strzelców wpisał się niespełna miesiąc później, w wyjazdowym starciu z Lechią Gdańsk. W 82 meczach 40 razy pokonywał bramkarzy, co daje rewelacyjną średnią prawie pół gola na mecz.

Odszedł król, przyszedł król?

Niełatwe zadanie zastąpienia bramkostrzelnego napastnika spoczywać będzie przede wszystkim na Mahirze Emrelim. Azer zdobył gola już w swoim debiucie, w pierwszym meczu 2. rundy eliminacji Ligi Konferencji z Vallettą, ale w niedzielę był praktycznie niewidoczny. Zawodnik, który pięć lat temu błyszczał w barwach warszawskiej Legii (11 goli we wszystkich rozgrywkach), ma za sobą ciężki okres. Poprzedni sezon 2. Bundesligi zakończył zaledwie z jednym trafieniem w Kaiserslautern. W Rakowie liczą na jego odbudowę, a czas powinien być jego sprzymierzeńcem.

Największym zaskoczeniem niedzielnego popołudnia była obecność w wyjściowej jedenastce 17-letniego bramkarza Wiktora Żołneczki. – Kacper jest zdrowy, Tarik też. Na treningach Wiktor był najlepszy, to niesamowity kocur – usłyszeliśmy przed spotkaniem w odpowiedzi na pytanie o dość sensacyjne posunięcie sztabu.

W praniu ta decyzja jednak się nie obroniła. Młody golkiper wyglądał na stremowanego, a tuż po przerwie popełnił koszmarny błąd, wypuszczając piłkę z rąk wprost pod nogi Zana Rogelja. Jak się okazało, ten błąd przesądził o wyniku. Oprócz młodego bramkarza szansę debiutu otrzymał w 24 minucie Jerzy Napieraj, ale w tym przypadku nie ma powodów do radości – zastąpił utykającego Stratosa Svarnasa.

Niemiła powtórka

W pierwszej połowie kibice, którzy oglądali w czwartek starcie z Maltańczykami, mogli przeżyć swoiste deja vu. Raków znowu nie miał pomysłu, znów grał na stojąco i podobnie jak trzy dni wcześniej... przegrywał 0:1. Bramkę w 37 min z woleja, przy biernej postawie obrony, zdobył Marcin Flis, który jeszcze w poprzednim sezonie biegał po boiskach 1. ligi w barwach Pogoni Siedlce oraz dał się zapamiętać w jednym odcinku serialu „The Office”, grając samego siebie. Był to jedyny celny strzał Płocczan w tej części gry, ale na Raków wystarczył. Maszyna Dawida Kroczka ewidentnie potrzebuje czasu, aby się napędzić...

Bez happy endu

Drugą połowę od niegroźnego uderzenia zaczął Emreli, ale w przeciwieństwie do meczu z Vallettą Raków nie był w stanie odmienić losów rywalizacji, na czym zaważył wspomniany błąd Żołneczki w 49 min. W 59 mogło być po meczu, ale bardzo silne uderzenie z bliska Marcusa Haglinda-Sangre młodzian efektownie obronił, rehabilitując się po części za wcześniejszy błąd.

Nadzieje Medalików przywrócił wyjątkowo słaby tego dnia Jurica Prsir, który wykonał nieudany wślizg w okolice nóg Jeana Carlosa. Z boiska sędzia niczego nie zauważył, ale po wezwaniu do monitora i dłuższej analizie wskazał na jedenasty metr, a Patryk Makuch nie dał szans Rafałowi Leszczyńskiemu. W ostatnich minutach gospodarze rzucili się do rozpaczliwej walki o uratowanie punktu, ale tym razem nie miała ona szczęśliwego zakończenia.

Wnioski

Płocczanie, gdzie latem doszło nie tylko do zmiany trenera, ale i do sporego przebudowania kadry, byli dużą niewiadomą. W tym momencie wydaje się jednak, że powtórzenie ósmego miejsca z poprzedniego sezonu może być całkiem realne, a może nawet będzie walka o coś więcej...

Od Rakowa słabszy tego dnia był tylko arbiter Paweł Malec, który mylił się prawie w każdej sytuacji, gdy tylko mógł podjąć złą decyzję. Gdyby nie VAR, wypaczyłby wynik rywalizacji, choćby przez brak rzutu karnego dla Rakowa czy drugą żółtą kartkę dla Frana Tudora, którą anulował.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU⭐ ⭐

Raków Częstochowa – Wisła Płock 1:2 (0:1)

0:1 – Flis, 37 min, 0:2 – Rogelj, 49 min, 1:2 – Makuch, 68 min (karny)

RAKÓW: Żołneczko 3 – Tudor 5, Racovitan 5, Svarnas 5 (24. Napieraj 4) – Silva 3, Repka 4, Koczergin 4 (56. Bulat 5), Otieno 4 (56. Ameyaw 4) – Makuch 5, Pieńko 4 (82. Basse niesklas.) – Emreli 4 (56. Molnar 4). Trener Dawid KROCZEK. Rezerwowi: Trelowski, Karić, Kwiatkowski, Jendryka, Ojo, Całko, Brusberg.

WISŁA: Leszczyński 5 – Radwański 5 (87. Hiszpański niesklas.), Flis 7, Sangre 5 – Pacheco 6, Kobacki 3 (46. Prsir 2), Kamiński 6, Rogelj 6, Kun 6 – Jimenez 6 (70. Pomorski 5), Hamulić 5 (63. Sekulski 5). Trener Adam MAJEWSKI. Rezerwowi: Burek, Karamarko, Gallapeni, Więckowski, Savvidis, Kuchko.

Sędziował Paweł Malec (Łódź) – 2Sędzia VAR Tomasz Musiał (Kraków). Widzów 5227. Czas gry 102 min (46+56). Żółte kartki: Tudor (62. dyskusje) – Kobacki (14. faul), Prsir (74. faul), Pacheco (85. faul).


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW  WISŁA
57  posiadanie piłki  43
17  strzały  4
5  strzały celne  3
7  rzuty rożne  2
10  faule 16
2  spalone  1
1  żółte kartki  3

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się