Etap-gigant dla potężnego Włocha
Jonathan Milan po finiszu z peletonu wygrał pierwszy, niezwykle długi odcinek 83. Tour de Pologne i zdobył żółtą koszulkę lidera.
Zwycięzca na podium razem z dyrektorem imprezy Czesławem Langiem i jego córką Agatą. Fot. PAP/Marcin Bielecki
Etap z Gdyni do Koszalina, po pagórkach Kaszub i Pomorza Środkowego - najdłuższy nie tylko w tegorocznej edycji (234,2 km), ale od 2022 roku w największym polskim wyścigu - stał pod znakiem ucieczki, która zawiązała się niedługo po starcie ostrym. Początkowo jechało w niej sześciu kolarzy, ale jeden z nich, Francuz Rudy Molard (Groupama-FDJ United), odpadł, bo zrobił sobie przerwę na... sikanie i już nie dogonił pozostałych zawodników.
Przewaga uciekających nie była duża (maksymalnie około dwie minuty), ale wystarczająca, żeby podzielić się wszystkimi trzema lotnymi premiami. Zwyciężało na nich dwóch Polaków, którzy znaleźli się w odjeździe – w Kartuzach (35 km) wygrał Radosław Frątczak z reprezentacji Polski przed Kamilem Małeckim (Pinarello Q36.5), a w Bytowie (98 km) zamienili się miejscami. Małeckiemu bardzo zależało, żeby pokazać się w rodzinnym mieście.
– To był piękny dzień. Cieszę się, że wygrałem właśnie tutaj. Przyszło mnóstwo kibiców, moich znajomych, powstała nawet strefa kibica – mówił wychowanek Baszty Bytów, który zwyciężył także na ostatniej lotnej premii w Polanowie na 189 kilometrze, zapewniając sobie w sumie osiem sekund bonifikaty (dało mu to pozycję wicelidera imprezy) i granatową koszulkę lidera klasyfikacji aktywnych.
Poniedziałkowy etap był wyjątkowy także dla dyrektora imprezy. – Peleton przejechał przez tereny, na których się wychowałem i gdzie zaczynała się moja kolarska przygoda. Powrót w rodzinne strony to niezwykle emocjonalna podróż do moich korzeni – podkreślał Czesław Lang, który urodził się w Kołczygłowach (powiat bytowski), w których wyznaczano premię specjalną. Na ulice tej wsi wyszli chyba wszyscy jej mieszkańcy, a uczestnicy wyścigu mogli podziwiać... mural przedstawiający Langa na rowerze, namalowany na ścianie szkoły podstawowej jego imienia.
Peleton doścignął ucieczkę 15 km przed metą. Przed kolarzami była jeszcze jedna, symboliczna górska premia – na Górze Chełmskiej (228 km). Zaatakował przed nią Belg Dries De Bondt (Jayco AlUla), który zdobył koszulkę najlepszego „górala” i szybko został wchłonięty przez dużą grupę. Napędzali ją kolarze drużyn dwóch najlepszych sprinterów w stawce – Lidl-Trek Włocha Jonathana Milana i Soudal Quick-Step Francuza Paula Magniera. Na mecie w Koszalinie, po chaotycznym sprincie, górą był ten pierwszy, który koszulkę mistrza Italii zamienił na żółty trykot lidera.
– To był naprawdę trudny etap, z bardzo wysokim tempem od samego początku. Z przodu jechała mocna ucieczka, ale moi koledzy z zespołu wykonali świetną robotę, pomagając ją dogonić. Pozycję na finiszu miałem bardzo dobrą, na ostatnim zakręcie około pół kilometra przed metą byłem mniej więcej na dziesiątym miejscu. Sprint wyszedł mi perfekcyjnie. Co we wtorek? Odcinek krótki i płaski, więc pewnie znów finisz z peletonu. Spróbuję powalczyć o kolejne zwycięstwo – zapowiedział potężny (194 cm, 84 kg) włoski sprinter, dla którego było to 34. zwycięstwo w karierze.
Najlepszy z Polaków, Marceli Bogusławski, zajął 12. miejsce. Kolarz, który w Tour de Pologne jedzie w reprezentacji naszego kraju, w tym sezonie odniósł już osiem zwycięstw. Wszystkie jednak w imprezach niższej rangi, bo tylko w takich może startować jego czeska grupa ATT Investments. W debiucie w największym polskim wyścigu 28-latek mógł być znacznie wyżej, bo na finałowej prostej znalazł się za Milanem. Zabrakło mu jednak zdecydowania lub umiejętności, żeby utrzymać koło Włocha, potem został jeszcze zablokowany i ostatecznie nie znalazł się w top 10.
1. etap, Gdynia - Koszalin (234,2 km): 1. Jonathan Milan (Włochy, Lidl-Trek), 2. Paul Magnier (Francja, Soudal Quick-Step), 3. Noah Hobbs (Wielka Brytania, EF Education-EasyPost) - wszyscy 5.04:11.
Klasyfikacja generalna: 1. Milan 5.04:01, 2. Kamil Małecki (Pinarello Q36,5) strata 2 sek., 3. Magnier 4.
(g)
