Dziewiątka

LIGOWIEC - Paweł Czado

Pierwotnie chciałem, żeby ten felietonik nosił tytuł „Szkło jednak nie jest szkłem, a drewno drewnem”. Byłby jednak zdecydowanie zbyt długi i... zbyt krzywdzący. Ostatecznie jego bardziej lapidarna wersja też oddaje temat tekstu i istotę rzeczy.

A rzecz odnosi się do GKS-u Katowice, a uściślając – do pozycji środkowego napastnika w tym zespole. Przed sezonem wydawało mi się, że katowickiej drużynie przydałoby się wzmocnienie właśnie na tej pozycji. Nie miałem wcześniej przekonania do Adama Zrelaka i Ilji Szkurina. Nie wynikało to z żadnej mojej niechęci, a jedynie z zeszłosezonowych statystyk. W poprzednich rozgrywkach Szkurin zdobył pięć goli w lidze, a Zrelak – ledwie trzy. Drużyna z aspiracjami, a za taką można dziś bezsprzecznie uznać GieKSę, nie może sobie pozwolić na takie osiągi środkowych napastników. 

Żaden z nich nie był nawet wśród najlepszych strzelców drużyny, obaqj w zeszłym sezonie dali się wyprzedzić dwom pomocnikom i dwom obrońcom. Zrelak wydawał mi się podatny na kontuzje, a Szkurin – surowy technicznie.

Po starcie nowego sezonu muszę jednak uderzyć się w piersi i wyznać, że się myliłem. I to bardzo! Obaj napastnicy w obecnym sezonie udowadniają, że warto na nich stawiać. Są bowiem groźni i potrafią strzelać. Po Zrelaku nie widać już jakichkolwiek problemów zdrowotnych. Wydawał mi się podatny na urazy, ale gdybym miał scharakteryzować go teraz, to jest przede wszystkim wszędobylski, nieustępliwy i mobilny, jawi się jako prawdziwe utrapienie obrońców. Już nie jest – tfu, tfu, odpukać! – szklany. Byle tak dalej.

Jeszcze większe dla mnie objawienie to Ilja Szkurin. Wielkie chłopisko, silne jak koń, jednak dotąd nie imponowało mi atutami czysto piłkarskimi, znakomitą techniką, olśniewającymi zwodami. Dwa ostatnie mecze udowodniły mi, jak się myliłem. Gol z Żyliną mnie zdumiał, żeby trafić w tak ekwilibrystyczny sposób - trzeba naprawdę dużo umieć. Już samo dotknięcie piłki w takiej sytuacji byłoby sztuką, a tu był przecież rewelacyjny, zaskakujący strzał, oddany we właściwym kierunku. Drewno wcale nie jest drewnem, czasem zwyczajnie trzeba czasu i zaufania.

Jest coś jeszcze. Są ci piłkarze tak odmienni w sposobie gry, że to również swego rodzaju atut dla posiadającej ich drużyny. Przy zmianie jednego na drugiego, pozycja za pozycję, obrońcy rywala mogą się zdziwić, bo żeby ich powstrzymać, trzeba prezentować szeroki wachlarz atutów. Było to widać choćby w meczu z Żiliną. Zrelak strzelił kwadrans przed końcem, zmienił go Szkurin i też strzelił. Z Radomiakiem Słowak nie zagrał, Białorusin spędził za to na boisku 90 minut i nie zawiódł.

Znów więc okazało się, jak popłaca cierpliwość, jak nie warto ulegać pierwszemu wrażeniu. Niemniej Rafał Górak już znacznie wcześniej udowodnił, że warto mu zaufać. Nie wystawia do gry piłkarzy nieprzygotowanych. Nie tylko fizycznie, ale również przede wszystkim taktycznie. Bo żeby grać w obecnej Gieksie, trzeba wiedzieć, co na boisku robić i jak się zachowywać. To niby truizm, ale nie do końca - o tyle, że Katowice zwracają, moim zdaniem, uwagę odmiennością stylu na tle pozostałych ligowców. Jego elementem jest odmieniana na wiele przypadków „intensywność”. Okazuje się, że zarówno Zrelak, jak i Szkurin potrafią sprostać intensywności wymaganej przez trenera Góraka.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się