Dyskusja przy kawiarnianym stoliku

Rozmowa z Jerzym Kapiasem, obrońcą GKS-u Katowice w latach 1982-89, a w barwach Hapoelu Kfar Saba najlepszym obcokrajowcem w lidze izraelskiej sezonu 1989/90

Po pierwszym meczu z Hapoelem piłkarze GieKSy mieli smętne miny. W rewanżu będzie może lepiej, ale – jak przekonuje Jerzy Kapias – łatwiej z pewnością nie. Fot. Tomasz Błaszczyk / Press Focus


Przed nami środowy rewanż na Nowej Bukowej między GKS-em Katowice a Hapoelem Tel Awiw. Jak ocenia pan szanse GieKSy po pierwszym spotkaniu?

-  Z kolegami z dawnego GKS-u - Leszkiem Olszą czy Jackiem Góralczykiem - dyskutowaliśmy o tym meczu w kawiarni, tej samej zresztą, w której teraz rozmawiamy. Trzeba przyznać, że pierwsze spotkanie na Węgrzech GKS-owi nie wyszło. Słabo zagraliśmy, szczególnie w obronie. Chłopaki uważają, że Izraelczycy wiedzieli, że GKS będzie chciał od początku wywierać na nich presję i... sami tak zagrali. W tym meczu rywale byli od nas szybsi i trochę lepiej operowali piłką. Hapoel też nie uniknął zresztą słabych momentów, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać. 

Jest szansa na odrobienie dwubramkowej straty?

- (długie milczenie). Jest... Można to zrobić, oczywiście. Mnie się wydaje, że po dziesięciu-piętnastu minutach będzie można odpowiedzieć, czy to będzie możliwe, widząc, jak wygląda gra. Jedno jest pewne: łatwo nie będzie... Co charakterystyczne - Izraelczyków w tym klubie nie gra już za dużo (w podstawowym składzie wyszło pięciu - przyp. red.). Coraz więcej także tam zależy od obcokrajowców.

Pan też ma sobą grę w tamtejszej lidze. I to z sukcesami. 

- Była końcówka lat 80., każdy chciał wtedy pograć jeszcze za granicą. Jako piłkarz GKS-u dostałem propozycję z izraelskiego klubu Hapoel (co znaczy Robotnik) Kfar Saba. Izraelczycy akurat zaczęli po dłuższej przerwie ściągać zawodników z całego świata. Zdążyłem zagrać jeszcze mecz w polskiej lidze w nowym sezonie 1989/90 - pamiętam, że z ŁKS-em Łódź - i dosłownie nazajutrz wyjechałem do Izraela. Kfar Saba to miasto położone 17 km od Tel Awiwu. Zrobiła na mnie wrażenie temperatura, choć nowi koledzy na treningu dziwili się, że się w jego trakcie w ogóle... nie pociłem. No tak miałem (śmiech). Wszedłem dobrze w sezon, bo byłem po letnich przygotowaniach w Polsce i nie ma co ukrywać - żarło mi. 

Na tyle, że został pan obcokrajowcem sezonu!

- Tak było! Zdobyliśmy w pierwszym sezonie Puchar Izraela i rzeczywiście dobrze graliśmy. Prowadził nas wtedy Wojciech Łazarek, z którym zresztą razem wyjeżdżałem do Izraela; po wspomnianym ligowym meczu z ŁKS-em czekał na mnie w Warszawie. Byli w składzie Hapoelu fajni piłkarze, choćby obrońca Oscar Garre, Argentyńczyk, który zdobył mistrzostwo świata w 1986 roku. Przyjechał do Izraela razem ze mną. Grał na stoperze, ale miał kłopoty ze zdrowiem. Potem na jego miejsce wskoczył Jurek Wijas, który dojechał po pół roku. Garre nie mógł się potem załapać do składu i po roku rozwiązał umowę, choć podpisał dwuletnią, jak ja. Faktem, jest, że miałem pewny plac na lewej obronie i grało mi się bardzo dobrze. Zaaklimatyzowaliśmy się bez przeszkód, mieliśmy tłumacza, polskiego Żyda ze Szczecina. Skarbnik klubowy też był pochodzenia polskiego. Kiedyś go odwiedziliśmy, jego rodzice mówili doskonale po polsku. Pokazali nam wytatuowane numery na rękach, bo byli w Auschwitz... Poznali się zresztą w Oświęcimiu. Niedługo po wojnie wyjechali do Izraela. Z ich synem lubiliśmy się. Po treningach chodziliśmy z Jurkiem w odwiedziny do jego... stolarni. To było miejsce otwarte, tam poznawaliśmy innych ludzi, także kibiców. Cieszyłem się, bo wkrótce dołączyła do mnie rodzina, przyjechała żona z dziećmi. Szymon (późniejszy piłkarz GKS-u Katowice - przyp. red.) zaczął tam nawet chodzić do przedszkola. Niestety drugi rok w klubie wyglądał nieco gorzej. Sytuacja polityczna była niestabilna. Miała wtedy miejsce operacja Pustynna Burza (jej celem było wyzwolenie Kuwejtu zajętego przez Irak - przyp. red.). Rodzina już była w Polsce, ale klub nie chciał ryzykować; wolał, żebyśmy z Jurkiem tam nie zostali, więc działacze wysłali nas z powrotem na miesiąc do domu, a oni dalej grali. Kiedy wróciliśmy, już tak dobrze jak wcześniej nie było, drużyna nie radziła sobie i spadliśmy. Zdecydowałem, że nie będę grać w II lidze i wróciłem do Polski. 

A jak pan dziś ocenia polską ligę? Realia są zupełnie inne niż w czasach gdy pan w niej grał... 

- Jedno mi się w niej bardzo nie podoba. Nieustannie zmierza w stronę fizyczności, co mi nie pasuje. Wiadomo, że nienaganne przygotowanie fizyczne jest niezbędne, ale nie podoba mi się w polskiej lidze tolerowanie przez sędziów niektórych zagrań - choćby łapania za koszulkę dwoma rękami, paskudnych stempli na stopie rywala itd. Ja się przeciw takim faulom zwyczajnie buntuję, a kto nie grał w piłkę, nie wie, co to znaczy! Niektóre z takich fauli mogą zakończyć karierę. Obserwuję to od wielu lat i zauważam, że ta tendencja z każdym rokiem u nas niestety narasta, a nikt tego nie potrafi powstrzymać! Oglądam dużo piłki, także inne ligi - tam też oczywiście jest dużo takich nieczystych zagrań, ale nie aż tyle, nie aż tak! U nas to jest zwielokrotnione i zwyczajnie mi to przeszkadza. Nie rozumiem też niektórych zachowań piłkarzy na boisku. Jak przy rzucie rożnym obrońca może nie widzieć, jak przeciwnik go wykonuje? Nie wiedzieć, w którym dokładnie momencie nadleci piłka i gdzie, bo trzyma napastnika dwoma rękami, patrząc mu w oczy... Wzajemne faule, sędzia przerywa i tłumaczy. Tak naprawdę mogłoby być po dziesięć karnych w każdym meczu dla każdego zespołu. Prawda taka, że nikt nie wie, co z tym zrobić...  To wszystko sprawia, że w polskiej lidze cierpi płynność gry. Chodzi mi o taką płynność, jaka jest na przykład w Hiszpanii...

Będzie pan na meczu z Hapoelem?

- Chcę oczywiście być. Mam zresztą bardzo blisko na nowy stadion. Czasem wieczorami z balkonu widzę łunę nad obiektem. Kiedyś oglądałem mecz GKS-u w telewizji  i wiedziałem, że padł gol już trzydzieści sekund wcześniej. Piłkarz przymierzał się do wykonania rzutu wolnego i zanim kopnął piłkę, usłyszałem wielki krzyk radości kibiców GieKSy (śmiech).  

Rozmawiał Paweł Czado

Jerzy Kapias

Ur. 26 listopada 1957 roku w Świętochłowicach. W GKS-ie Katowice rozegrał 187 meczów w ekstraklasie i strzelił 6 bramek. Zdobył Puchar Polski w 1986. W Hapoelu Kfar Saba - w 1990 - Puchar Izraela i tytuł najlepszego obcokrajowca.

Jerzy Kapias przed meczem GKS - Hapoel w Katowicach). Fot. Paweł Czado

Znani Polacy w ekstraklasie izraelskiej

Jarosław Bako - Hapoel Tel Aviv (1993-96) 85 meczów, Hapoel Jerozolima (1996-97) 26 meczów

Jerzy Brzęczek - Maccabi Hajfa (1999-2000), 47 meczów i 11 goli

Marcin Cabaj - Hapoel Beer Szewa (2011), 6 meczów

Tomasz Cebula - Hapoel Petach Tikva (1995-96), 27 meczów i 3 gole, Hapoel Irony Riszon Le Syjon (1996-97), 24 mecze i 3 gole 

Dariusz Dźwigała - Hapoel Kfar Saba (1996), 7 meczów

Jarosław Jedynak - Beitar Jerozolima (1989)

Remigiusz Jezierski - Hapoel Beer Szewa (2002-04), 61 meczów, 14 goli, Ihud Bnei Sakhnin (2006) - 14 meczów

Bogdan Jóźwiak - Hapoel Taibe (1996), 15 meczów, Hapoel Kfar Saba (1997), 15 meczów i 4 bramki

Patryk Klimala - Hapoel Beer Szewa (2023), 19 meczów i 4 bramki

Andrzej Kubica - Maccabi Tel Awiw (1998-2000), 80 meczów i 33 bramki, król strzelców sezonu 1998/99, Ashdod SC (2001-02), 15 meczów i 9 bramek, Beitar Jerozolima (2002-03), 33 mecze i 12 bramek

Damian Łukasik - Hapoel Tel Awiw (1993-95) 64 mecze i 2 gole

Radosław Majdan - FC Ashdod (2003) 12 meczów

Radosław Michalski - Maccabi Hajfa (2000-01), 38 meczów i 3 bramki, mistrz Izraela w sezonie 2000/01

Kazimierz Moskal - Hapoel Tel Awiw (1994-97), 80 meczów i 14 bramek, Maccabi Irony Ashdod (1998) - 15 meczów

Karol Niemczycki - FC Ashdod (2025-26), 44 mecze

Ludovic Obraniak - Maccabi Hajfa (2015-16), 26 meczów i 2 gole, Puchar Izraela 2016

Łukasz Surma - Maccabi Hajfa, (2007), 1 mecz, Puchar Ligi, Ihud Bnei Sakhnin (2007-08), 30 meczów

Bartosz Tarachulski - Hapoel Beer Shewa (2002-03), 29 meczów i 5 goli

Grzegorz Wędzyński - Maccabi Tel Awiw (1999-2002), 101 meczów i 7 goli, Puchar Izraela 2001 i 2002, Hapoel Irony Riszon Le Syjon (2002-03), 30 meczów i 3 gole, Hapoel Kirjat Shemona (2003-04)

Jerzy Wijas - Hapoel Kfar Saba (1989-90), Puchar Izraela


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się