Dyrektorskie dylematy
Niebiesko-czerwoni – mimo „poślizgów” na początku okienka transferowego – realizują kolejne cele personalne. Ważne rzeczy dzieją się jednak i za kulisami...
Tomasz Stefankiewicz miał wkład w powrót Polonii na szczebel centralny. Marzenia o ekstraklasie w Bytomiu będzie mu jednak trudno spełnić... Fot. Polonia Bytom
POLONIA BYTOM
W minionych tygodniach Bytomianie pożegnali paru zawodników, którzy nie tylko byli ważnymi postaciami poprzednich miesięcy na murawach pierwszoligowych, ale i – jak kapitan Tomasz Gajda – również współautorami sukcesów ostatnich sezonów. Oliwier Kwiatkowski sprzedany został do Rakowa, Matejowi Maticiowi skończyło się wypożyczenie z Polissii Żytomierz i – mimo negocjacji – do tej pory nie udało się Chorwata „zaklepać” na kolejne rozgrywki. Pożegnał się z niebiesko-czerwonymi także Jakub Apolinarski, w tym przypadku mówić trzeba jednak o utracie zawodnika wiosną raczej aspirującego do pierwszej jedenastki, niż będącego w niej pewniakiem. Wymieniamy istotne straty bytomskiego klubu, ale tak naprawdę ta najbardziej znacząca może dopiero nastąpić. A właściwie... zdaje się przesądzona.
Nie byłoby oczywiście – patrząc od strony finansowej – polonistów w 1. Lidze, gdyby nie finansowe wsparcie gminy dla spółki Bytomski Sport, patronującej sekcji piłkarskiej, hokejowej i koszykarskiej. W wymiarze personalnym kolejne sukcesy piłkarzy od momentu reaktywacji klubu latem 2017 związane są jednak z Tomaszem Stefankiewiczem. Jak sam wspomina, w tym okresie (a właściwie już wcześniej) zajmował się w klubie „wszystkim”. Z czasem coraz mocniej przejmować zaczął odpowiedzialność za część sportową, a więc politykę transferową, ale także proces skautingu – zawodników i... trenerów. To w jego głowie w tym ostatnim zakresie rodziły się pomysły nieoczywiste, jak Adam Burek, Łukasz Tomczyk czy – ostatnio – Konrad Gerega (i Patryk Czubak też...). W 2024 doceniony został też daleko poza Bytomiem: powierzono mu funkcję prezesa zarządu Drugiej Ligi Piłkarskiej.
Kilka tygodni temu, gdy Łukasz Masłowski zdecydował się na odejście z Jagiellonii, właśnie dyrektor sportowy (ma na ten tytuł stosowny dyplom – ukończenia kursu PZPN) Polonii rozważany był nie tyle jako bezpośredni jego następca, ale na pewno osoba, która miałaby wpływ na politykę transferową Dumy Podlasia. Na razie Stefankiewicz wciąż firmuje tę działkę w ekipie bytomskiej (i pewnie dlatego udało się opanować pewien chaos, jaki wkradł się w poczynania transferowe u progu okienka), tajemnicą poliszynela jest jednak, że na biurku prezesa Bytomskiego Sportu leży wypowiedzenie, jakie złożył. I choć w Białymstoku niedawno odtrąbiono „koniec bezkrólewia” w pionie sportowym, niewykluczone, ze zostanie on wkrótce poszerzony.
A może jednak ze Śląska nie wyjedzie? Na Nową Bukową miałby do pracy bliżej niż na Podlasie...
(DaL)
