Dorabianie ideologii
Mówienie, że Odra zagrała dobry mecz w ofensywie, bo strzeliła Warcie trzy gole, to... zaklinanie rzeczywistości.
Trener Łukasz Tomczyk ma specyficzne spojrzenie na grę swojej drużyny. Fot. Odra Opole
ODRA OPOLE
Dziwią mnie wypowiedzi ludzi, którzy po zwycięstwie Odry nad Wartą chwalą Opolan za grę ofensywną. Fakty są bowiem takie, że podopieczni Łukasza Tomczyka oddali w sobotę dwa celne strzały, a prowadzenie zapewnił im samobójczy gol poznańskiego obrońcy.
Zaklinanie rzeczywistości
– Dobry mecz w naszym wykonaniu – zaczął zaklinanie rzeczywistości trener Odry na pomeczowej konferencji prasowej. – Było wiele momentów, nad którymi pracujemy. Powoli widać owoce, czy to w przejściach, czy to z piłką. Uważam, że byliśmy lepsi niż na przykład w poprzednim meczu, czy w pierwszym meczu u siebie. Powoli nas – jak to kolokwialnie mówią – puszcza, w takim flow z piłką, odwadze, żeby zrobić coś indywidualnie, mieć jakiś swój moment.
Trener widzi owoce
Sprawdziłem. Na inaugurację sezonu w domowym spotkaniu z Arką, przegranym 0:1, Opolanie oddali dwa celne strzały – choć w statystykach ujęto jeden. W drugiej kolejce w Głogowie, skąd niebiesko-czerwoni wrócili z kompletem punktów za wygraną 1:0, posłali trzy uderzenia w światło bramki – tylko w pierwszej połowie, bo po przerwie „zaniemówili”. W Niepołomicach aż sześciokrotnie zmusili bramkarza rywali do interwencji, ale to Puszcza wygrała 3:1. Cyfry „mówią” więc co innego niż trener.
– Oczywiście piłka nożna jest taka, że każdy ma swój moment i rywal taki moment miał – kontynuował pomeczową wypowiedź szkoleniowiec Opolan, bo nie mógł nie zauważyć, że zespół z Poznania na początku spotkania dominował na murawie i miał nawet sytuację sam na sam. – My pracujemy nad tym, żeby się wybronić, ale czułem po zespole, że cały czas kontrolujemy to spotkanie. Pilnujemy wyniku, szczególnie w pierwszej połowie, może nawet za bardzo.
Troszeczkę chaosu
To też ciekawy wątek, bo właśnie wtedy – gdy Opolanie „za bardzo” pilnowali wyniku – przeprowadzili tuż przed przerwą najbardziej składną akcję. Rozpoczęli ją od krótko rozegranego rzutu wolnego na środku boiska, a następnie po wielu podaniach wzdłuż i wszerz murawy, Nemanja Mijusković wrzucił piłkę z 40. metra w pole karne. Tam Patryk Szysz wygrał powietrzny pojedynek z przeciwnikiem i odegrał futbolówkę głową w okolice „wapna”, a Michał Feliks zmylił czujność stoperów i z woleja podwyższył na 2:0. Po przerwie obydwie drużyny zadały po jednym ciosie.
– W drugiej połowie było więcej takich momentów, w których mogliśmy iść po trzecią bramkę – stwierdził opiekun niebiesko-czerwonych. – Na zakończenie było troszeczkę chaosu, ale my też pracujemy nad tym, żeby z tego chaosu wychodzić i mieć sytuacje właśnie z takich przebitek, z takiej gry bezpośredniej, bo coraz ciężej jest w ataku pozycyjnym zdobywać pole karne i połowę przeciwnika. Drużyny są coraz bardziej motoryczne, lepiej zorganizowane, tak jak rywal w tym meczu, i przebić się nie jest tak prosto. Pokazaliśmy więcej wyrachowania, moim zdaniem.
Kibice też mają oczy
I to się zgadza. Świadczy o tym także liczba „mówiąca” o posiadaniu piłki w tym spotkaniu, bo to Warta miała futbolówkę przez 56 procent czasu, ale przegrała. Reasumując, do każdego wyniku można dorobić ideologię. Tylko po co? Przecież kibice, nawet ci z niebiesko-czerwonymi sercami, też mają oczy...
Jerzy Dusik
