Dobrze mieć „Lewego”!
Nie trzeba mieć na imię Robert, aby w świetnym stylu wygrać „główkę” z obrońcą i dać swojemu zespołowi awans.
Paweł Olkowski (z lewej) parę razy pokręcił Marcelem Predenkiewiczem. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Dziwny to był mecz drugoligowca z trzecioligowcem, w którym na boisku biegało tyle nazwisk znanych z ekstraklasy czy 1. ligi. No ale takie są obecnie realia w Tychach i Sosnowcu, że takie „grube” starcie zafundowano nam ledwie w rundzie wstępnej Pucharu Polski. Atmosfera była gorąca nie tylko ze względu na temperaturę, choć pół tyskiego stadionu było wyłączone ze sprzedaży. A mimo tego na trybunach i tak pojawiło się prawie 3,5 tysiąca kibiców.
Zabrzańska flanka
Mecz rozkręcał się powoli. Faworyzowani gospodarze mieli przewagę i prezentowali wyższą kulturę gry, ale ogłady starczyło im co najwyżej na podejście pod pole karne Zagłębia. Konkretów brakowało. Podobał się Paweł Olkowski, który momentami wyglądał jak Brazylijczyk ściągnięty prosto z Copacabany, ale gdy przychodziło co do czego – przesadzał. Ciekawe zresztą były to rywalizacje, bo jego flanka była wyjątkowo... zabrzańska. Wiadomo, że razem z Olkowskim gra na prawej wypromowany w Górniku Damian Kądzior, a wczoraj obaj musieli kombinować, jakby tu ograć Adriana Gryszkiewicza! By jednak być uczciwym, całe trio przy Roosevelta wspólnej historii raczej nie napisało. Tylko przez pół roku lata temu grali razem Kądzior z Gryszkiewiczem. No i warto jeszcze dodać, że GKS próbował pokonać Dawida Kudłę, który też przez Górnika się przewinął, a z przodu w Sosnowcu biegał też niegdyś górniczy Mateusz Chmarek.
Niepokojące prowadzenie
Niemal pół godziny potrzebowali Tyszanie, aby podkręcić śrubkę. Zaczęły pojawiać się okazje, aż w końcu w 37 minucie – gdy Zagłębie zdrzemnęło się po faulu, a GKS szybko wznowił grę – Olkowski poradził sobie z Gryszkiewiczem i znakomicie dorzucił na głowę Mateusza Lewandowskiego. Prowadzenie było zasłużone, choć tuż przed przerwą Sosnowiczanie bliscy byli wyrównania (Gryszkiewicz!). Także w pierwszym kwadransie drugiej połowy Zagłębie miało okazje (słupek Igora Kośmickiego), a skromne 1:0 z tyskiej perspektywy zaczęło prezentować się niepokojąco. Gospodarze skupili się na kontrach, ale choć w kilku okazjach aż prosiło się, by ukłuć przyjezdnych zza rzeki, brakowało im dokładności. Finalnie rezultat się utrzymał, a Sosnowiczanom ewidentnie brakowało jakości z ławki, na której było tylko sześciu graczy z pola, w tym czterech młodzieżowców.
Piotr Tubacki
Wraca do Sosnowca
Kilka godzin przed meczem Zagłębie ogłosiło, że do klubu wrócił Filip Karbowy. Co jednak ciekawe, 28-letni pomocnik – który wiosnę spędził w drugoligowym Sokole Kleczew – został przedstawiony jako transfer rezerw, gdzie prócz roli zawodnika ma pomagać sosnowieckiej młodzieży, pracować jako skaut oraz członek projektu „Zagłębie Talentów”. Przypomnijmy, że Karbowy grał w Zagłębiu w latach 2019-21, a występował też m.in. w Chojniczance, Wigrach, Miedzi czy Piaście. W 1. lidze rozegrał 126 spotkań.
GKS Tychy – Zagłębie Sosnowiec 1:0 (1:0)
1:0 – Lewandowski, 37 min (głową)
GKS: Mądrzyk – Hoyo-Kowalski, Horvat, Tumala – Olkowski, Trąbka (84. Wojtczak), Begala, Chorosiński (74. Jankowski) – Kądzior (60. Koniuszy), Lewandowski (60. Kasprzyk), Ryguła (60. Gębala). Trener Rene POMS.
ZAGŁĘBIE: Kudła – Kośmicki, Rozwandowicz, Gryszkiewicz – Soumare (46. Jarek), Tront, Rodriguez, Predenkiewicz – Chmarek (79. Kupidura), Podgórski, Barć (79. Zawojski). Trener Tomasz ŁUCZYWEK.
Sędziował Leszek Lewandowski (Zabrze). Widzów 3460. Żółte kartki: Horvat, Chorosiński, Begala – Rodriguez, Kośmicki, Zawojski.
