Dobry wstęp, gorsze rozwinięcie
Pierwszy mecz w europejskich pucharach po ponad dwóch dekadach GieKSa zakończyła z jednobramkową stratą.
W tej sytuacji Lukas Klemenz (skaczący najwyżej) zdobył pierwszego od 23 lat gola dla GKS-u w europejskich pucharach. Fot. Tomasz Błaszczyk / Press Focus
LIGA KONFERENCJI
Żylina w czwartek stała się miastem Katowiczan. Już wczesnym popołudniem w centrum widoczni byli pojedynczy kibice GKS-u Katowice, którzy postanowili na Słowację przyjechać nie tylko po to, żeby obejrzeć mecz drugiej rundy eliminacji do Ligi Konferencji, ale także żeby spędzić parę godzin „na mieście”.
Niezawodny asystent
Na ulicach byli widoczni przedstawiciele klubu, a na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem można było się też minąć z kontuzjowanymi - lub świeżo po rehabilitacji - zawodnikami, którzy przyjechali wspierać zespół, a zagrać nie mogli - Mateusz Kowalczyk, Damian Rasak, Rafał Strączek, Aleksander Paluszek. Jednak przede wszystkim liczba Katowiczan, którzy przybyli do Żyliny, widoczna była już na samym stadionie. Kibice dostali od MSK Żylina ponad 1800 miejsc na trybunie za bramką, czyli znacząco ponad wymagane przez UEFA minimum. Nie dość, że wypełnili wszystkie przekazane przez gospodarzy sektory, kilkuset pozostałych kibiców z Górnego Śląska przebywało w innych miejscach stadionu. Ci, którzy byli za bramką, stworzyli żółtą (od koloru koszulek) ścianę. A gdy zaczęli wspierać przyjezdnych, gospodarzy praktycznie w ogóle nie było słychać.
To wsparcie pomagało w poprzednim sezonie, a szczególnie widoczne było to wiosną, gdy drużyna nie przegrała ani jednego meczu przed własną publicznością. W Żylinie, w pierwszym meczu w europejskich pucharach po 23 latach przerwy, doping pomógł w objęciu prowadzenia już po kilku minutach. Goście ruszyli do ataku i wywalczyli rzut rożny. Piłkę dośrodkował niezawodny Bartosz Nowak, autor 12 asyst w poprzednich rozgrywkach ekstraklasy. Podanie wymierzył idealnie, bo futbolówka spadła na głowę Lukasa Klemenza. Defensor, dla którego był to debiut w europejskich pucharach, wpisał się na listę strzelców. To akurat kibiców GKS-u dziwić nie powinno, ponieważ tylko w trakcie poprzedniego sezonu zdobył sześć goli w lidze.
Strzelił były GieKSiarz
Problem GieKSy polegał na tym, że po zdobyciu bramki nagle do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. MSK zauważyło, że Katowiczanie nie byli pewni w defensywie – popełniali błędy w wyprowadzeniu piłki, ślizgali się na murawie, która była mocno zroszona intensywnym deszczem. W końcu ekipa z Żyliny dopięła swego. Napastnik gospodarzy Marko Roginić, który w przeszłości grał w GieKSie, został sfaulowany - nadepnięty - przez Alana Czerwińskiego w polu karnym. Sędzia wskazał na wapno, a z jedenastki do siatki trafił Miroslav Kacer. Tym samym pierwszą bramkę w barwach GieKSy stracił bramkarz Gabriel Kobylak, który tego lata zamienił Legię na katowicki klub.
Szybko drugi cios
Wynik 1:1 do przerwy nie był zły. Widać było jednak, że w pierwszych 45 minutach Żylina dowodzona przez Pavola Stano była zespołem lepszym, dominującym, który potrafił stworzyć zagrożenie. Z kolei GKS, poza bardzo dobrymi paroma minutami na początku rywalizacji, nie miał klarownych okazji. Obraz meczu mógł odmienić się po przerwie, ale MSK nie chciało do tego doprowadzić i fantastycznie rozpoczęło drugą połowę. Już w 47 minucie Frantisek Kosa oddał strzał sprzed pola karnego, Kobylak obronił piłkę, ale wybił ją pod nogi Timoteja Hranicy, który nie miał problemu przy dobitce. GieKSa od startu drugiej połowy przegrywała. Trener Górak w 58 minucie dokonał trzech zmian, wprowadzając na murawę Adama Zrelaka, Emana Markovica i Kacpra Łukasiaka. Zaraz po tych roszadach Katowiczanie zaczęli meldować się pod bramką Jakuba Badzgona. Podkręcili tempo, zmusili golkipera miejscowych do pracy. W ostatnich minutach niemal zamknęli rywali na ich połowie, ale na niewiele się to zdało. GieKSa wraca do Katowic z jednobramkową stratą, którą będzie próbowała odrobić w najbliższy czwartek przy Nowej Bukowej.
Kacper Janoszka, Żylina
◼ MSK Żylina – GKS Katowice 2:1 (1:1)
0:1 – Klemenz, 6 min (głową), 1:1 – Kacer, 29 min (karny), 2:1 – Hranica, 47 min
MSK: Badzgon – Paliscak, Minarik, Narimanidze – Hranica, Bzdyl (82. Florea), Kacer (75. Adang), Bari – Kosa (82. Datko), Roginić (75. Prokop), Ilko (67. Fasko). Trener Pavol STANO.
GKS: Kobylak – Czerwiński, Jędrych, Klemenz – Wasielewski, Milewski (58. Łukasiak), Bosch (73. Wolski), Galan – Wędrychowski (58. Markovic), Szkurin (58. Zrelak), Nowak (84. Bartlewicz). Trener Rafał GÓRAK.
Sędziował Sven Wolfensberger (Szwajcaria). Widzów 7067. Żółte kartki: Roginić, Minarik, Badzgon, Bari – Markovic, Jędrych, Czerwiński.
