Dobry tata Infantino

Rozmowa z Takashi Morimoto, japońskim menedżerem, byłym dziennikarzem, a także prezesem mongolskiego FC Sumida Ułan Bator

Takashi Morimoto spotkał się z Giannim Infantino podczas niedawnego kongresu FIFA w Vancouver. Fot. archiwum Takashi Morimoto

Jak patrzy pan na zamieszanie wokół prezydenta FIFA, Gianniego Infantino, przeciwko któremu wystąpiła UEFA, a którą wsparły Azja oraz Ameryka Północna i Karaiby?

– Infantino to człowiek biznesu i polityk. Ludzie krytykują go, wyrażają złe zdanie, ale ja patrzę na to inaczej. Nie krytykuję, bo potrafi zarobić duże pieniądze. FIFA to olbrzymia organizacja, która skupia 211 federacji. Dla wielu futbol to tylko gra, pasja, emocje, zaangażowanie, ale futbol to w obecnym świecie przede wszystkim biznes. Podam przykład – selekcjonerem reprezentacji USA jest Mauricio Pochettino, ale czy amerykańska federacja wypłaca mu pensję? Nie, bo robią to prywatni inwestorzy. W biznesie chodzi o zarabianie pieniędzy i tym zajmuje się prezydent FIFA.

Jednak wielu nie podobają się jego działania. Słynne już „hydration break” podczas ostatniego mundialu denerwowały kibiców i były gwizdy. Takie działania nie idą z duchem piłki...

– Dzięki tym przerwom stacje telewizyjne mogły emitować reklamy, zarabiając, także dla piłki, jeszcze większe pieniądze. Reklamodawcy wykładali olbrzymie kwoty!

Czy przez takie działania futbol nie traci swojej duszy? Na przykład chęć sprzedaży praw do organizacji MŚ zewnętrznej firmie…

– Dzięki temu FIFA jest w stanie zarobić jeszcze większe pieniądze. Skończyła się idea piłki z lat 80. To stare czasy, w których w Pucharze Mistrzów jak równy z równym rywalizować z najlepszymi mógł mistrz Luksemburga. Teraz są czasy Champions League, wszystko idzie do przodu. Owszem, można grać w Lidze Mistrzów, ale trzeba przebrnąć eliminacje, co nie jest łatwe choćby na przykładzie polskich klubów. Liga Mistrzów nie jest dla wszystkich. Krytykuje się FIFA za jej działania, a inne federacje robią przecież dokładnie to samo! Kibice nie chcą oglądać starcia Paris Saint-Germain z mistrzem Wysp Owczych, chcą patrzeć, jak najlepsi rywalizują z najlepszymi.

W zeszłym roku był pan na kongresie COMNEBOL w Asuncion i na kongresach Azjatyckiej Federacji Piłkarskiej i FIFA w Vancouver. Miał tam pan do czynienia z działaczami czy biznesmenami?

– W stu procentach to ludzie biznesu. Kto wspiera FIFA i Infantino? Dwadzieścia lat temu FIFA miała problemy, niektórzy wspierali rządzącego Seppa Blattera, a inni nie. Teraz można powiedzieć, że – z wyjątkiem UEFA – Infantino ma pełne poparcie. Mniejsze piłkarsko kraje z Afryki, Azji, Karaibów nie są niezależne finansowo, potrzebują pieniędzy. Jasne, FIFA mówi, że wszystko jest przejrzyste, demokratyczne, ale wiemy, jak to funkcjonuje. Wystarczy, że Confederation of African Football, Asian Football Confederation i Confederation of North, Central American and Caribbean Association Football poprą Infantino, a to grubo ponad sto głosów, więc wystarczy do wygranej w wyborach, w których Somalia ma tyle samo do powiedzenia, co przykładowo Niemcy.

Jednak konfederacja azjatycka i CONCACAF stanęły po stronie UEFA, kiedy przyszło sprzeciwić  się sprzedaży mundialu...

– Jak przyjdzie co do czego, to CAF, AFC i CONCACAF wesprą Infantino, a powód jest jeden – pieniądze.

Jakie jest stanowisko federacji japońskiej, jednej z najsilniejszych w Azji?

– Japońska mentalność jest taka: nie chcemy wojny, nie chcemy konfliktu. Japonia pójdzie drogą, którą obierze AFC. Ostrożna, wyważona decyzja, niewychodzenie przed szereg. W Azji są mocne finansowo związki, jak na przykład Arabia Saudyjska, która gościć będzie najlepszych piłkarzy podczas MŚ 2034. Japonia to w tej chwili piłkarsko najsilniejszy zespół na kontynencie, ale politycznie nie. Tutaj dominują Arabia Saudyjska czy Katar.

W marcu 2027 roku odbędzie się kongres FIFA w Rabacie. Czego można się tam spodziewać?

– Przede wszystkim tego, że zostanie ogłoszone, iż kolejne klubowe mistrzostwa świata w 2029 roku zostaną rozegrane w Maroku. Dlatego na miejsce kongresu wybrano stolicę tego kraju. Marokańczycy odgrywają ważną rolę w strukturach światowej federacji. To tam odbył się ostatni Puchar Narodów, to tam rok w rok odbywać się będą MŚ kobiet do lat 17. Pamiętamy też, co stało się w finale PNA, kiedy przerwany został mecz Maroka z Senegalem. Po tym, jak Senegalczycy udali się do szatni, po kilku miesiącach tytuł mistrza kontynentu, mimo przegranej na boisku, przyznano Marokańczykom, co FIFA po cichu uznała.

Coraz głośniej słychać, że finał MŚ 2030 odbędzie się nie jak planowano wcześniej w Madrycie, ale w Casablance. FIFA jest zdolna do przeforsowania takiej decyzji?

– Myślę, że tak. To głównie dzięki staraniom Hiszpanii kolejne MŚ odbędą się na Półwyspie Iberyjskim. Maroko doszło później i nie ma takiej mocy sprawczej, żeby przeforsować finał u siebie, ale FIFA – jako organizator turnieju – jak najbardziej. Niektórzy wątpią w możliwości Maroka, ale to jest kraj piłkarski. Talentów tam nie brakuje, przekonałem się o tym, widząc dzieci grające w piłkę na ulicach Marrakeszu czy Rabatu. Ludzie tam kochają futbol. To odpowiednie miejsce na organizację najważniejszych imprez, w tym finału mistrzostw świata. Przecież o organizację MŚ starali się już od lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Nie poddawali się, walczyli, mają wsparcie króla i uważam, że jako kraj zasługują na to, żeby zorganizować finał mundialu.

Zna pan osobiście Gianniego Infantino? Spotkaliście się...

– To nie tak, że znam go osobiście. Spotkałem się z nim podczas kongresu FIFA w Vancouver. To biznesmen, który porozmawia, jest otwarty. Na MŚ był na wielu meczach. Może jest pod obstrzałem, ale ludzie muszą zrozumieć, że jako prezydent FIFA odpowiada za 211 związków. Trzeba mieć przed oczami całościowy obraz, bo piłka to nie tylko to, co dzieje się na boisku, to coś więcej. W przypadku Infantino posłużę się metaforą… Prezydent FIFA jest jak ojciec w rodzinie. Tata nie zawsze musi być dobry dla wszystkich, ale musi zarabiać, żeby rodzinę utrzymać. Infantino jest właśnie w takiej sytuacji. FIFA organizuje mistrzostwa we wszystkich kategoriach wiekowych dla kobiet i mężczyzn, jest futsal, beach soccer, wszelkiego rodzaju kursy począwszy od sędziów, a na trenerach skończywszy. Szef bierze całkowitą odpowiedzialność za cały futbol, a nie tylko za jego część. Tutaj trzeba wspierać wysiłki prezydenta Infantino, bo bez pieniędzy nie byłoby kursów trenerskich na przykład w Malawi, a za kursy w Zimbabwe takie osoby płaciłyby z własnej pieniędzy. Wiem, jak to jest działać, bo sam byłem właścicielem i szefem klubu w Mongolii, FC Sumida Ułan Bator. Nie chodziło o miłość do klubu, ale o pieniądze. Tak też jest w przypadku FIFA i o tym trzeba pamiętać.         

Czy po kongresie Infantino utrzyma pozycję szefa FIFA?

– Tak. Piłkarze i kluby zarabiają w tej chwili ogromne pieniądze. Podczas ostatnich klubowych MŚ nie było sponsora na transmisje, ale Infantino porozmawiał z Arabią Saudyjską i wyłożyła kasę na przekaz. Futbol to biznes.

Rozmawiał Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się