Dobry piłkarz jest drogi

Rozmowa ze Sławomirem Peszką, 44-krotnym reprezentantem Polski, wiceprezesem ds. sportowych Wieczystej Kraków

Sławomir Peszko odbiera gratulacje za awans i pracuje nad tym, żeby drużyna miała jak najmocniejszy skład. Fot. Kacper Pacocha / Press Focus

Był pan piłkarzem i trenerem, a teraz skupia się na budowaniu kadry beniaminka ze sporymi aspiracjami. Okres transferowy bardzo pana męczy?

- Nie, ponieważ zostałem do niego dobrze przygotowany przez dział skautingu. Większość celów z naszej listy udało się zrealizować. Może nie tych z numerem jeden, ale generalnie jesteśmy zadowoleni. Oczywiście okienko jeszcze trwa, więc cały czas pracujemy.

Dlaczego zawodnicy traktowani priorytetowo nie trafili do klubu?

- Jeszcze byli poza naszym zasięgiem. Trzeba pamiętać, że choć nasz klub jest coraz bardziej rozpoznawalny, to dobry piłkarz zawsze będzie drogi. Zagraniczni zawodnicy wiedzą, dokąd trafiają, znają ekstraklasę. Zgłasza się coraz więcej agentów i dużych agencji.

Chcecie wygrywać wyścig, przebijając oferty innych klubów, czy macie jeszcze inne mocne argumenty?

- Pokazujemy zawodnikom cały projekt. Mówimy o stabilności finansowej klubu, o tym, że gramy w ekstraklasie, w fajnym mieście, na stadionie Wisły, który wynajmujemy i na który może przychodzić dużo kibiców. Dla wielu piłkarzy ważne jest też to, że na polskim rynku mogą się wypromować przed kolejnym transferem.

Dlaczego przegraliście w Radomiu?

- Czujemy niedosyt. Za bardzo bojaźliwie i nerwowo weszliśmy w mecz. Później uspokoiliśmy, wyrównaliśmy grę i trochę lepsi byliśmy w ataku pozycyjnym. Ale co z tego, skoro straciliśmy bramkę? Po raz kolejny wyszła też niefrasobliwość przy stałych fragmentach. Mimo to jestem optymistą przed kolejnymi spotkaniami.

Przeciwko Radomiakowi nie mógł zadebiutować skrzydłowy Christopher Lungoyi. Jego sprawa została już rozstrzygnięta na waszą korzyść?

- Zawodnik został zarejestrowany i będzie mógł grać, co jest dla nas bardzo ważne.

Nie boicie się, że będzie jeszcze ciąg dalszy ze strony Turków? Władze Gaziantepu grzmieli, że piłkarz bezprawnie zawarł z wami umowę.

- Przed podpisaniem kontraktu analizowaliśmy całą sytuację z naszymi prawnikami i z prawnikami zawodnika. Jesteśmy spokojni. Oczywiście poprzedni klub może próbować dochodzić swoich praw, ale to nie jest już nasza kwestia.

Początkowo chcieliście zapłacić za Lungoyiego. Turcy to potwierdzili, jednak przekonywali, że mieli lepsze propozycje na stole.

- W grudniu złożyliśmy ofertę, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Przez całą rundę wiosenną obserwowaliśmy zawodnika i doszliśmy do wniosku, że będziemy się kontaktować z nim, skoro klub nie odpowiadał.

Ma zadatki na gwiazdę ligi? Wszyscy mówią o dużych możliwościach.

- Nie wiem, natomiast ma potencjał, żeby być gwiazdą. Na pewno ma łatwość wygrywania pojedynków. Ekstraklasa niejednemu piłkarzowi pokazała, że można się sparzyć. Niektórzy chcieli ją zawojować, a później musieli wyjechać, jak Sam Greenwood (z Pogoni Szczecin - przyp. red.).

Jaką taktykę obraliście na dalszą część okienka? Zamierzacie poczekać z kolejnymi ruchami do czasu rozegrania kilku meczów, by zobaczyć, czego jeszcze brakuje drużynie Kazimierza Moskala, czy działacie już teraz?

- Mam nadzieję, że do piątku uda się dopiąć dwa transfery. Dopóki nic nie jest podpisane, nie chcę mówić o szczegółach.

Tobias Christensen przychodził jako ofensywny pomocnik, a Moskal – mając tłok w środku – znalazł mu miejsce na skrzydle. Może się tam sprawdzić?

- Bardzo szkoda. Jego naturalną pozycją jest „dziesiątka”. Może również grać na „ósemce”, zwłaszcza po prawej stronie, schodząc do lewej nogi. Jestem o niego spokojny. Zresztą już to robił w sparingach, a ja wielokrotnie widziałem go na żywo i wiem, co potrafi.

Zaskoczyliście pozyskaniem Matusza Vojtki z Lechii Gdańsk, która traciła wiele goli. Tymczasem na starcie sezonu wygrał rywalizację z Kamilem Pestką o miejsce na lewej obronie.

- Nie wszystkie stracone gole Lechii zawalił Vojtko! Nie ma idealnego dośrodkowania i to się potwierdziło. Natomiast to bardzo intensywnie, agresywnie i dynamicznie grający piłkarz w pierwszej tercji boiska, na swojej połowie. To inny typ zawodnika niż Pestka, który potrafi dać więcej w ofensywie. Vojtko jest lepszy w działaniach defensywnych.

Antonio Milić nie był planowany do gry w 1. kolejce, ale musiał wejść po dwóch szybko obejrzanych żółtych kartkach przez środkowych obrońców. Poradził sobie bardzo dobrze. Jak udało się sprowadzić gracza, który zdobył mistrzostwo z Lechem Poznań?

- Skontaktowaliśmy się z nim od razu po tym, jak Lech ogłosił, że nie doszli do porozumienia i odchodzi. Rozegrał kilkanaście sezonów na wysokim poziomie i tutaj z naszej strony nie było marginesu błędu. Trenował dwa tygodnie i nie był przygotowany na 90 minut, ale wszedł, bo sytuacja tego wymagała. Rozważamy jeszcze wzmocnienie środka obrony, ale nie jest to nasz priorytet.

Skoro już jesteśmy przy stoperach. Ma pan kontakt z Michałem Pazdanem? Był niepocieszony, że z niego zrezygnowaliście, liczył, że podsumuje swoją karierę występami w ekstraklasie w barwach Wieczystej.

- Nie chciałbym już wracać do tego tematu... Rozstania w piłce nigdy nie są łatwe. Jak się z klubu odchodzi i nie jest to duży transfer, to pojawia się rozczarowanie. Zaproponowaliśmy Michałowi pozostanie przy klubie w innej roli po zakończeniu kariery. Jestem przekonany, że poradzi sobie w życiu.

W sobotę meczem z Lechem Poznań - pana byłym klubem, zadebiutujecie w ekstraklasie jako gospodarz na stadionie Wisły. Czuć presję? Jest dużo pracy organizacyjnej?

- Wychodzą różne małe rzeczy. Na przykład nasze chorągiewki nie mają zaczepów do kamer, które stacja Canal+ potrzebuje do transmisji. Dochodzą kwestie zapewnienia bezpieczeństwa, mamy swojego kierownika. Zatrudniliśmy bardzo dużo osób do organizacji meczów: do brandingu, ochrony, cateringu, marketingu, a także hostessy. O wszystko zadbaliśmy, a jak wyjdzie w praniu, to się okaże. Mogą pojawić się drobne niedociągnięcia. Na baraże przyszło 6–7 tysięcy widzów i wszystko było w porządku.

Jaka frekwencja pana zadowoli w ekstraklasie?

-Jeśli będzie przychodzić tyle osób, ile było na spotkaniach z Polonią Warszawa i Chrobrym Głogów, to będzie super.



Rozmawiał i notował Michał Knura

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się