Dobra gleba dla Kapustki
Dziesięć lat temu klub z Premier League zapłacił za niego 5 milionów euro. Dziś ta kwota nie budzi przesadnie wielkich emocji; od tamtej pory płacono już dużo więcej za polskich młodziaków.
Będą z niego ludzie – zdaje się myśleć Marek Papszun, spoglądając w stronę Bartosza Kapustki (drugi z prawej). Fot. Wojciech Dobrzynski/Legionisci.com/PressFocus
WYDARZENIE KOLEJKI
Wtedy jednak transfer Bartosza Kapustki był sporą sensacją, szeroko komentowaną nie tylko w Polsce. Tym bardziej że u jego fundamentów tkwił niespodziewany wpis Gary'ego Linekera. „To bardzo utalentowany 19-latek. W najbliższych latach dużo o nim usłyszymy” - mniej więcej w tych słowach legendarny „kat Polaków”, a wówczas już wielce ceniony komentator piłkarskiej rzeczywistości, podsumował występ naszego reprezentanta w udanie rozpoczynającym – ostatecznie równie udane dla nas - EURO 2016 meczu z Irlandią Północną.
Nadzieje zerwane z więzadłami
Po dekadzie – trochę przekornie – stwierdzić można, że prognoza Linekera okazała się dla młodego piłkarza klątwą. Przypominano ją przy każdej okazji: gdy bezskutecznie wypatrywano go w składzie ówczesnego mistrza Anglii (no prawie bezskutecznie: w trzech spotkaniach Pucharu Anglii jednak zagrał). Wypożyczenia do bundesligowego Freiburga oraz belgijskiego drugoligowca Oud-Heverlee Leuven niespecjalnie poprawiły jego sytuację. W momencie, gdy w wieku 20-22 lat powinien podbijać murawy, zaliczał na nich dramatycznie marne (minutowo) epizody, a zerwanie więzadeł wiosną 2019 w zasadzie kładło kres nadziejom na podbicie Europy.
Długie dojrzewanie
Jeżeli miał wrócić do Polski, to jedynym klubem „godnym” faceta z – jeszcze niedawno... - premierleague'ową pensją była oczywiście Legia. Kolejnym szkoleniowcom – a przeżył ich w ciągu sześciu minionych sezonów przy Łazienkowskiej aż siedmiu – nie udawało się znaleźć klucza do pomocnika. No, może z wyjątkiem Goncalo Feio, za czasów którego Kapustka zaczął przypominać tego bezkompleksowego nastolatka, robiącego wrażenie we wspomnianych finałach ME'16. Strzelił wtedy 9 goli i dołożył asystę, notując najlepsze „liczby” od czasów sezonu 2015/16 (cztery bramki i dziewięć asyst), po którym znalazł angaż na Wyspach Brytyjskich. To był drugi wynik Polaka w tamtym sezonie w ekstraklasie; pod względem liczby trafień wyprzedził go tylko Piotr Wlazło, ale on osiem z dziesięciu bramek zdobył z karnych. U Feio był zresztą Kapustka na tyle widowiskowy i pożyteczny, że – po niemal ośmiu (bez miesiąca!) latach przerwy - zagrał w reprezentacji u Michała Probierza, a Jan Urban zrobił zeń etatowego uczestnika zgrupowań kadry i jej meczów!
Egzamin i zrozumienie
Marek Papszun to ósmy trener, pod skrzydłami którego Bartosz Kapustka pracuje w Legii. Zawodnik miał ledwie parę miesięcy, by przekonać do siebie szkoleniowca, który początkowo nie sprawiał wrażenia entuzjasty talentu swego podopiecznego. Ale zmienił zdanie. - Między innymi dzięki tym zawodnikom uniknęliśmy spadku. Zdali egzamin – tak tłumaczył w maju podpisanie przez klub nowych kontraktów z Kapustką i Rafałem Augustyniakiem. - Poza tym pokazali, że bardzo chcą dalej grać w Legii. Nie jest tajemnicą, że nasza sytuacja finansowa nie jest prosta. I zawodnicy wykazali się dużym zrozumieniem. To są bardzo ważne dla mnie aspekty. Wierzę, że w kolejnym sezonie będą ważnymi postaciami w drużynie – dodawał.
Rozwój przez wymagania
I są. Papszun zawsze lubił mieć własnych, charakternych „żołnierzy” w każdym składzie. I być może teraz Kapustka będzie jednym z nich. Bo zaufanie wydaje się obustronne. - Marek Papszun jest bardzo wymagający. To coś, co bardzo nas rozwija - zarówno jako piłkarzy, jak i ludzi. Nieważne, czy ktoś ma 18 czy 30 lat, każdy przy nim może zrobić krok do przodu. Też chcę z tego czerpać jak najwięcej – mówił dziennikarzom po piątkowym meczu z Radomiakiem, w którym – po niemal dwuletniej przerwie od poprzedniego takiego zdarzenia – udało mu się ustrzelić dublet. Wygląda na to, że szkoleniowiec stworzył dobrą glebę dla ponownego rozkwitu Kapustki.
Zresztą pomocnik z samego meczu – wygranego przecież 5:0 – w stu procentach zadowolony nie był. - Mam lekki niedosyt, bo w drugiej połowie mogliśmy chyba trochę bardziej docisnąć. Powinniśmy lepiej kontrolować ten mecz – mówił. Ten „głód” ciężkiej pracy i dobrej piłki u Kapustki to dobra wiadomość dla Legii, ale i dla Jana Urbana! Dawno go u tego piłkarza nie widzieliśmy...
Dariusz Leśnikowski
