Dla Martyny i Nastki
Oba gole Dawida Kasprzyka miały specjalne dedykacje.
Dawid Kasprzyk otworzył drugi rozdział strzelania goli dla tyskiego drugoligowca. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
GKS TYCHY
Niemal 7 lat po swojej pierwszej bramce dla GKS-u Tychy Dawid Kasprzyk znowu poderwał kibiców Trójkolorowych. I to dwukrotnie. Snajper po przejściach – dosłownie i w przenośni – przypomniał się fanom na stadionie przy ulicy Edukacji. Wszedł w do gry w 77 minucie i strzelając 2 gole w niedzielnym meczu ze Śląskiem II Wrocław przypieczętował zwycięstwo gospodarzy 3:0!
Wróćmy jednak do początku kariery wychowanka Unii Bieruń Stary. Jako 14-latek trafił do GKS-u Tychy i marzył żeby zagrać w pierwszej drużynie swojego klubu. Dostał szansę po 5 latach i w 3. występie, 21 sierpnia 2019 roku, 7 minut po wejściu na murawę strzelił gola, ustalając wynik spotkania z Chrobrym Głogów na 5:1 dla Tyszan.
Zaczął od 2 minut
Nie przebił się jednak do pierwszej jedenastki, o czym świadczą liczby: 2 sezony, 25 występów, z czego tylko 2 w wyjściowym składzie i ten jeden gol, co skłoniło go do ruszenia w Polskę. Przez Rekord Bielsko-Biała, Sokół Ostróda, Motor Lublin z awansem do 1. ligi, Chełmiankę i Karkonosze znowu dotarł do Tychów, mogąc się pochwalić 22 trafieniami w 27 meczach rozegranych w jeleniogórskiej drużynie w minionym sezonie 3. ligi.
Trener Rene Poms na pozycji numer 9 postawił jednak na Mateusza Lewandowskiego – nazwisko robi swoje. 26-letni Tyszanin musiał się więc uzbroić w cierpliwość i zbierać minuty, czekając na szansę. Zaczął od 2 minut, później było 8, aż przyszedł kwadrans. Za trzecim razem to wystarczyło!
Mieszanka euforii i szczęścia
W meczu z rezerwami wrocławskiego ekstraklasowicza Kasprzyk pojawił się na boisku przy stanie 1:0 i – uwaga – tuż po wejściu, gdy Paweł Olkowski wywalczył rzut karny od razu wziął piłkę i ustawił ją na „wapnie”. 88 sekund przebywał na murawie, a bez wahania wziął na siebie odpowiedzialność za wykonanie „jedenastki". Emanował spokojem, czekając na sygnał sędziego, a po gwizdku ruszył i 118-sekundowy pobyt na boisku pewnie zwieńczył golem na 2:0.
- Co prawda do wykonywania karnych jako pierwszy wyznaczony jest u nas Damian Kądzior, ale powiedziałem, że chcę strzelać i dostałem zgodę – powiedział Dawid Kasprzyk. – W środku czułem spokój, ale już po strzale pojawiły się emocje. To była mieszanka euforii i szczęścia.
Na siedząco
Na tej „mieszance” tyski snajper ruszył po następne trafienie i w 3 minucie doliczonego czasu gry, po zagraniu Bartosza Jankowskiego w pole bramkowe „na siedząco” strzelił swojego drugiego gola.
- Trochę podobny był gol, którym w dogrywce meczu z Kotwicą w Kołobrzegu zapewniłem Motorowi awans do finału barażów, gdy wchodziliśmy do 1. ligi – przypomniał autor „dwupaku”. – Może i było w tej akcji trochę przypadku i odbijanki, ale najważniejsze, że wpadło. Cieszą mnie te gole, tym bardziej że strzeliłem je na bramkę, za którą są nasi kibice. Fajnie, że były dwa, bo po jednym mogłem obdarować każdą z moich dziewczyn. Martyna oglądała mecz od początku, a kwadrans przed końcem wyszła na chwilę, żeby od cioci Krysi, opiekującej się naszą córeczką, odebrać Nastkę, która niedługo będzie miała 2 latka. Gdy wchodziły na trybuny wykonywałem karnego, więc widziały obie moje bramki.
W wyjściowym składzie
Widział je też trener GKS-u Tychy, więc przed wyjazdowym, niedzielnym meczem ze Świtem Szczecin Rene Poms... może mieć problem z wytypowaniem zawodnika na „szpicę”.
- Od tego jest trener. Wierzę, że doceni moje trafienia. Cieszę się co prawda z każdej minuty, którą mogę spędzić na boisku, ale nie ukrywam, że – jak każdy – walczę o to, żeby wychodzić w wyjściowym składzie. Rywalizuję o to na każdym treningu – zakończył Dawid Kasprzyk.
Jerzy Dusik
