Dla Kloppa dorzucasz 15 procent

Rozmowa z Waldemarem Matysikiem, byłym reprezentantem Polski, medalistą mundialu Espana'82, od 35 lat mieszkającym i pracującym w Niemczech

Juergen Klopp (z lewej) z Thomasa Muellera (z prawej) już w reprezentacji Niemiec nie skorzysta. A przydałby mu się taki charakterniak... Foto SPP/SIPA USA/PressFocus

Duże wstrząsy w niemieckiej piłce po finałach mistrzostw świata. Nie ma Juliana Nagelsmanna, jest Juergen Klopp. Co pan na to?

- Nic lepsze się Niemcom zdarzyć nie mogło! Jechali za ocean po to, by zdobyć mistrzostwo. Nikt tych ambicji nie krył. Zakładali, że skoro w EURO 2024 doszli do półfinału i przegrali w nim z Hiszpanią w określonych okolicznościach – pamięta pan rękę (Cucurelli – dop. aut.), po której nie podyktowano dla nich karnego – to w USA nie będzie gorzej. I nie musiało być, bo mają zawodników godnych gry o złoto. Sęk w tym, że te mistrzostwa przegrał selekcjoner.

Jakim cudem?

- Przez atmosferę, jaką stworzył swymi decyzjami! To powołanie Manuela Neuera... Gdybym był Oliverem Baumannem – dotychczasowym numerem jeden – i ktoś wyciąłby mi taki numer, chyba bym w ogóle na mundial nie poleciał! Błędem – tak to oceniam – było też stawianie na Leroya Sane, który niczego wielkiego w lidze tureckiej nie grał. No i w końcu sprawa Deniza Undava: Nagelsmann do końca nie wiedział, czy chłopak powinien grać od początku, czy wchodzić na końcówki... To wszystko sprawiało, że w samej drużynie emocje były wielkie. A za to nie było w niej atmosfery do pracy.

Dlaczego?!

- Chyba wszystkich kibiców zaskoczył fakt, że piłkarze mogli zabrać ze sobą za ocean rodziny, żony, przyjaciółki... W pewnym momencie najważniejszym słowem w sportowych mediach w Niemczech stało się „Malente”.

Proszę wyjaśnić czytelnikom, o co chodzi.

- To miejsce, w którym kiedyś znajdował się ośrodek treningowy niemieckiego związku. Tam kadra przygotowywała się do mistrzostw świata w 1974. Tam się hartowała drużyna i jej duch, przed mundialem 1990 powracano do tego hasła jako symbolu mobilizacji, motywacji. „Malente jest potrzebne” - napisał w pewnym momencie amerykańskiego mundialu „Bild”. I miał rację. Bo warunki – a pokazywano obrazki choćby z apartamentu Neuera – były dla zawodników fantastyczne, a wynik – katastrofalny.

Odpadli po karnych, to się może zdarzyć...

- Wie pan, przegrać karne to nie wstyd. Ale takie mecze, jak ten z Paragwajem, czy ten wcześniejszy, przegrany w Ekwadorem, najlepiej skwitował Sepp Maier. „Dziś mamy po 80 lat, ale jeszcze dziesięć lat temu wygralibyśmy z nimi 1:0” - powiedział. Te karne były zresztą obrazem nastrojów w drużynie. Niech pan zobaczy, że ostatnią „jedenastkę” wykonywał Jonathan Tah. Biedak nigdy wcześniej nie musiał tego robić. A teraz wypchnięto go do strzelania, bo nie było innych chętnych. Nagelsmann nawet tego wcześniej nie poukładał! Ponoć miał uderzać Leon Goretzka, ale w decydującym momencie pokręcił głową – że nie chce. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

To znaczy?

- To znaczy, że mają teraz Niemcy wybawcę, który – moim zdaniem – doprowadzi ich do powtórzenia sukcesów z 1974, 1990 i 2014.

Wierzy pan w to?

- Wierzę. Bo Juergen Klopp to właściwy facet na właściwym miejscu. Nie da sobie jeździć po głowie. Nikomu. Strasznie mi się podobała jego deklaracja, że jeśli ktokolwiek – miał na myśli przede wszystkim media – będzie wtykać nos w jego prywatne życie, on natychmiast odejdzie z reprezentacji. Bez żadnej odprawy, odszkodowania. Po prostu – położy kontrakt na biurku prezesa DFB i pójdzie w swoją stronę.

Skąd taka deklaracja?

- Bo niemieckie media – chyba jak wszystkie teraz na świecie – lubią zaglądać „pod kołderkę”. Spotkało to i Thomasa Tuchela, i Nagelsmanna. „To żona, to przyjaciółka” - szukano sensacji. Klopp sobie na to nie pozwoli. Jest merytoryczny do bólu. Oczywiście zaczął od tego, że to wielki zaszczyt być selekcjonerem; ale zaraz potem przypomniał przyszłym podopiecznym, że jeśli ktoś dostanie nominację do kadry, musi sobie zdać sprawę, co znaczy gra dla kraju i dla reprezentacyjnych kibiców: z sercem, do końca!

W dzisiejszym świecie to trudny przekaz, bo kasę piłkarze zarabiają w klubach.

- Może dlatego zapowiedział, że dla niego najważniejsza będzie teraz komunikacja, rozmowy z piłkarzami: telefoniczne albo osobiste. Że będzie jeździć, oglądać mecze, i właśnie rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać... Bo – w przeciwieństwie do klubowego trenera – selekcjoner ma zawodników trzy-cztery razy w roku do dyspozycji, a wtedy nie ma czasu na rozmowy.

Myśli pan, że będzie rewolucja w składzie?

- Zdecydowanie. Klopp przyznał, że ma w głowie nazwiska 57 piłkarzy! I że na powołania mogą liczyć nawet ci najmłodsi, jak Said El Mala z Kolonii, Finn Jeltsch ze Stuttgartu albo Rocco Reitz, który właśnie z Moenchengladbach przeszedł do RB Lipsk. Ale oprócz tej rewolucji najważniejsze dla niego będzie ponowne stworzenie jedności w zespole. I przywrócenie tych cech, które kiedyś Lineker zamknął w zdaniu o grze 22 zawodników, którą i tak na koniec wygrywają Niemcy. Owszem, wtedy wygrywali, bo byli zawsze genialnie przygotowani fizycznie. Poświęcenie, wybieganie, walka do końca – w ostatnich latach tego w reprezentacji nie było! A poza tym selekcjoner już zapowiedział pewne zmiany w sposobie gry reprezentacji.

Konkretnie?

- Wysoki pressing – to po pierwsze. Po drugie – wykorzystanie bocznych stref. Centrum – co widzieliśmy na mundialu – zawsze jest zamknięte, zagęszczone. Więc – według niego – najlepsza szansa przebicia się pod bramkę przeciwnika to atak bokami. Jak Łukasz Piszczek w jego Borussii i Trent Alexander-Arnold w jego Livepoolu. Musisz mieć jednak do tego odpowiednich wykonawców, więc pewnie kończy się czas Joshuy Kimmicha na prawej obronie, bo po prostu jest już za wolny na tej pozycji

Klopp to „ostatnia deska ratunku” dla przywrócenia Niemcom ich pozycji?

- Głównie mentalnie. Wie pan, ja jeszcze niedawno grywałem w barwach Kolonii w meczach oldbojów. I spotkałem w jednym z nich piłkarza, który był podopiecznym Juergena Kloppa w Mainz. Opowiadał, że Klopp zawsze rozmawiał z podopiecznymi w przeddzień meczu. „I wiesz co, to były takie przemowy, że po jego wyjściu z pokoju ja chciałem ten mecz grać już, od razu, a nie czekać do następnego dnia! Człowiek był tak naładowany tymi jego słowami, że chciał przekładania spotkania z soboty na piątek” - mówił mi wtedy. Klopp jest takim motywatorem, że zawsze dorzucasz od siebie jeszcze 15 procent więcej, niż możesz – nawet jeśli nie wiesz, że je w sobie masz!

Górnik też będzie musiał dać z siebie maksa, a właściwie nawet o 15 procent więcej, by powalczyć w rewanżu z Fenerbahce?

- Oglądałem uważnie pierwszy mecz w Stambule. Początek „górników” był dobry, potem się trochę zagubili. Dobrze za to bronił bramkarz, więc to 0:1 – może trochę szczęśliwe, ale też wybiegane i wywalczone – zostawia nieco nadziei przed rewanżem. Wygrana ze Śląskiem, zwłaszcza odrobienie strat, odwrócenie wyniku, też buduje mental chłopaków. Myślę sobie – albo nie: mam nadzieję – że w środę Górnik wygra 2:0. Wielką frajdę by mi osobiście sprawili. Mam wśród znajomych – w rodzinie w zasadzie – kibica Fenerbahce, który przed pierwszym meczem pisał mi, że Górnik nie ma szans w Stambule. No to ja bym bardzo chciał mieć powód, żeby mu odpisać jakiś stosowny tekst (śmiech).

Ale tak uczciwie patrząc, widzi pan szansę czysto sportową na wygranie tego rewanżu?

- Ja wiem, że jest sporo zmian w zespole zabrzańskim; i że potrzeba trochę czasu, by wszystko funkcjonowało idealnie. Ale takie mecze wygrywa się też emocjami, sercem. Słyszałem wypowiedź jednego z piłkarzy Górnika, że – przy wsparciu trybun – na boisku będzie „ogień” ze strony gospodarzy. Jeśli by tak miało być, to ja im jeszcze dosyłam tego ognia, prosto z krateru wulkanu! Niech naprawdę zrobią rywalom kocioł, piekło na boisku!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

 Waldemar Matysik Fot. archiwum prywatne

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się