Debiut Mai nie wyszedł
Iga Świątek straciła tylko trzy gemy z Sarą Bejlek i zameldowała się w trzeciej rundzie w Toronto. Nie powiodło się Mai Chwalińskiej.
Iga Świątek udanie wróciła na światowe korty po miesięcznej przerwie. Fot. x.com/NBOtoronto
Canadian Open to turniej rozgrywany naprzemiennie – w latach parzystych mężczyźni rywalizują w Montrealu, a kobiety w Toronto; w latach nieparzystych jest odwrotnie. W 2014 roku imprezę WTA wygrała Agnieszka Radwańska, a Iga Świątek najdalej zaszła do półfinału w 2023 roku – w Montrealu.
Do Toronto była liderka rankingu wróciła po czterech latach – w 2024 roku opuściła go, by mieć więcej czasu na odpoczynek po igrzyskach olimpijskich w Paryżu.
– Ostatni raz byłam tu w 2022 roku, więc czuję się trochę, jakbym przyjechała w nowe miejsce, bo większość innych miast w tourze znam całkiem dobrze, ale tego akurat nie. Cieszę się, że tu jestem – powiedziała 25-letnia Raszynianka, która we wtorek zagrała po raz pierwszy od miesiąca. 4 lipca przegrała z Filipinką Alexandrą Ealą w 3. rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu i w rankingu WTA spadła na 8. miejsce.
Gem przez 20 minut!
W tegorocznej edycji Świątek jest rozstawiona z nr 7 i w pierwszej rundzie miała wolny los, a rywalizację zaczęła z notowaną na 38. miejscu w światowym rankingu Sarą Bejlek. Czeszkę odprawiła nie tak dawno w 2. rundzie Rolanda Garrosa i nie inaczej było we wtorek za oceanem.
W Paryżu Polka straciła pięć gemów, teraz różnica klas była jeszcze bardziej bezdyskusyjna – poza jednym momentem w połowie drugiego seta. Polka w pierwszej partii, trwającej 28 minut, nie straciła nawet gema. W drugiej prowadziła już 3:0, ale wtedy Bejlek wygrała dwa kolejne gemy. 20-letnia Czeszka zaczęła wierzyć, że może odwrócić losy spotkania i była bliska wyrównania. W szóstym gemie, trwającym ponad 20 minut (!), rywalka miała aż dziewięć break-pointów, jednak Raszynianka wyszła z tego obronną ręką i ostatecznie po 67 minutach wygrała seta 6:3.
W 3. rundzie Świątek zmierzy się ze Szwajcarką Viktoriją Golubic (51. WTA), która w trzech setach wygrała z Chorwatką Donną Vekić.
Szkoda przełamań
Niestety, nie udał się debiut w imprezie rangi 1000 Mai Chwalińskiej (22.), która była rozstawiona z nr 18. Finalistka Rolanda Garrosa, która zagrała po raz pierwszy po urazie kostki odniesionym w 1. rundzie Wimbledonu, przegrała w półtorej godziny z Australijką Talią Gibson (74.) 5:7, 1:6. Szkoda zwłaszcza pierwszego seta, w którym Polka dwa razy wychodziła na prowadzenie po przełamaniach, ale zaraz sama traciła podanie. W drugim secie doświadczona Australijka złapała większą pewność siebie i wygrała zdecydowanie.
O 3. rundę powalczą jeszcze Magda Linette i Magdalena Fręch. Poznanianka początkowo miała kłopoty w starciu z grającą z dziką kartą tenisistką gospodarzy Carol Zhao (dopiero 620. w rankingu), ale ostatecznie po dwóch godzinach udowodniła swoją wyższość 4:6, 6:1, 6:4. Teraz na jej drodze stanie rozstawiona z numerem 13 19-letnia Amerykanka Iva Jovic, z którą o 14 lat starsza Linette ma kiepski bilans 0-2.
Natomiast Fręch, która w 1. rundzie pokonała Francuzkę Leolię Jeanjean, stanie przed okazją rewanżu z rozstawioną z numerem 3 Jessicą Pegulą; w ubiegłym tygodniu Łodzianka przegrała z Amerykanką w 2. rundzie turnieju WTA 500 w Waszyngtonie.
(ToM)
