Damy dworu

Szanowne panie, podano szampana – tak powinni mówić lekkoatleci do swoich koleżanek po ich sukcesach!

Natalia Bukowiecka nie obroniła złota z Rzymu, ale srebro w Birmingham też sprawiło jej radość. Fot. PAP/Adam Warżawa

Tak bym chciała damą być, ach damą być - śpiewała swego czasu Maryla Rodowicz. Jedno jest pewne: mamy damy na dworze Królowej sportu i o tym przekonaliśmy się w sobotni raczej chłodny i wietrzny wieczór podczas 27. mistrzostw Europy. Zaczęło się rano od srebrnego medalu chodziarki Katarzyny Zdziebło, a potem dwa kolejne srebra dołożyły Natalia Bukowiecka na 400 m, Maria Żodzik w skoku wzwyż oraz brązowy, dość nieoczekiwanie, dzielna sztafeta pań 4x100. Biało-czerwone w jednym dniu zdobyły cztery krążki i znacznie poprawiły nasz dorobek medalowy. Panie w biało-czerwonych barwach miały bardzo udany dzień...

Ciągle na topie

Natalia Bukowiecka miała w swojej kolekcji siedem medali IO, MŚ i ME, w tym pięć w biegach indywidualnych. Broniła eurozłota z Rzymu, ale tym razem do kolekcji dołożyła kolejne srebro i jest jedyną zawodniczką stale utrzymująca się  na topie w tej trudnej i silnie obsadzonej konkurencji. W półfinale Bukowiecka zaimponowała znakomitym biegiem i czasem 49,57. Pisaliśmy, że Natalia wysłała rywalkom sygnał, że będzie broniła złota jak lwica. Ten bieg odbywał się w pełnym słońcu i w optymalnych warunkach, ale w sobotę po 21.00 na Alexander Stadium temperatura wyraźnie spadła i po przeciwnej prostej wiał wiatr. Z tymi warunkami najlepiej poradziła sobie Norweżka Henriette Jaeger, która wręcz znokautowała rywalki osiągając 49,04 sek. - Gdyby temperatura była w granicach 10 stopni to Henriette pobiegłaby jeszcze szybciej – zauważyła z humorem Natalia przed kamerami telewizyjnymi. - A poważnie to ona była świetnie dysponowana i w pełni zasłużenie zdobyła złoto. W tym sezonie jest zdecydowanie najlepsza.

Norweżka ustanowiła rekord kraju, zaś nasza biegaczka osiągnęła 50,04 i musiała odpierać ataki Holenderki Lieke Klaver – 50,11. Czwarta na mecie, Czeszka Lurdes Gloria Manuel, wyraźnie przeszarżowała na dystansie i na ostatniej prostej opadła z sił, uzyskując 50,86.

- Przyjechałam z mocnym postanowieniem zdobycia kolejnego złota, ale w tych okolicznościach dałam z siebie wszystko co mogłam – dodała nasza superbiegaczka. - Gdyby były lepsze warunki, pewnie czas byłby lepszy, ale i tak byłoby za mało, by pokonać Henriette. Ten medal smakuje inaczej niż tamte krążki, ale jest równie cenny. Tak, czuję niedosyt, ale mam nadzieję, że szybko minie.

Nie chciała startować

Maria Żodzik, ubiegłoroczna wicemistrzyni świata z Tokio, podczas lipcowej DL w Londynie nie spadła na zeskok, ale zsunęła się po nim. Całe wydarzenie wyglądało koszmarnie, ale – na szczęście – kręgi szyjne nie zostały naruszone. Przez długi czas nie trenowała, ale zdecydowała się pojechać do Birmingham, jednak na dzień przed eliminacjami oświadczyła trenerowi Pawłowi Wyszyńskiemu, że rezygnuje ze startu. Szkoleniowiec użył jakichś nadzwyczajnych argumentów i Żodzik podjęła wyzwanie. Bez problemu awansowała do 15-osobowego finału, pokonując 1,81 m za pierwszym razem. W finale przeżyliśmy chwilę zwątpienia, bo poprzeczkę zawieszoną na 1,83 pokonała dopiero w trzeciej próbie! Później za pierwszym razem uporała się z 1,88 i w drugiej próbie z 1,92 oraz w pierwszej z 1,95. Ten wynik dał jej srebro.

- Strasznie się bałam, ale jestem wdzięczna trenerowi, że mnie przekonał do startu, bo to dobry psycholog (śmiech) – mówiła ciepło opatulona przed kamerami telewizyjnymi Maria. - Lubię konkursy w trudnych warunkach, bo one mnie mobilizują. Ten medal bardzo sobie cenię, bo przecież zdobyłam go w niecodziennych okolicznościach.

Niespodzianki!

Obie nasze sztafety 4x100 m awansowały do finałów, ale przypuszczaliśmy, że będziemy mieli kolejne niespodzianki. W sztafecie pań w wieczornym biegu Pia Skrzyszowska zastąpiła Wiktorię Gajosz na drugiej zmianie. Z bloków startowała Kryscina Cimanouska, po wirażu biegła Magdalena Stefanowicz, zaś kończyła Ewa Swoboda. Polki uzyskały 43,15 sek., przegrywając ze Szwajcarią. Zwyciężyły Brytyjki 42,05. - Trochę ta setka mi się dłużyła i szkoda że przegrałam ze Szwajcarką, ale nie dałam się Włoszce. Dumna jestem z koleżanek – skwitowała ten wyczyn Ewa Swoboda.

Męska sztafeta zajęła 5. miejsce – 39,18 - i również miała powody do zadowolenia

Dawid Wegner w drugim rzucie uzyskał 82,96 m i przez krótki czas zajmował 2. lokatę. W kolejnej serii Łotysz Patrkis Gailums uzyskał 82,97 i wyprzedził naszego oszczepnika o centymetr, a potem w 5. próbie Niemiec Nick Thumm uzyskał 83,76 i nasz oszczepnik znalazł się poza podium. Marcin Krukowski zajął 7. lokatę – 79,69, a bezkonkurencyjny był Niemiec Julian Weber – 90,40.

(sow)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się