Czułem się mocny
Rozmowa z Patrykiem Dudkiem, drugim zawodnikiem Grand Prix w Łodzi
Patryk Dudek uważa, że w Łodzi warto robić turnieje o mistrzostwo świata. Fot. Michał Krupa / Press Focus
- Jeśli chodzi o ściganie na torze, który był przykryty plandeką, to pozytywne zaskoczenie, bo było dużo niepewności dotyczących pogody. Radary były podobne jak niedawno we Wrocławiu, gdzie mieliśmy wielką ulewę. Wyszło super, bo prognozy się nie sprawdziły. Phil Morris nie musiał za dużo grzebać przy równaniach, choć w końcówce zaczął nieco bronować krawężnik. Były obawy, że dużo może się pozmieniać w jego odczytywaniu. Mnie to jednak pasowało.
Łódź fajne miejsce, aby zostało na dłużej w cyklu?
- Myślę, że tak! Było dużo mijanek, dobrego ścigania, choć tak naprawdę lepiej mogą to ocenić dziennikarze. Te zawody pokazały, że warto tu robić turnieje o mistrzostwo świata.
Mocno zaczął pan te zawody i w podobnym stylu zakończył.
- Trafiliśmy w dobre ustawienia, a na tym polega żużel. Kto szybciej ustawi parametry pod daną nawierzchnię, ten jedzie z przodu. Zauważyliśmy, że tor jest inny, niż przewidywaliśmy, zrobiliśmy dużą zmianę przed pierwszym startem i to zagrało. Mając numer startowy trzynaście, udało mi się wykorzystać czwarte pole w pierwszej serii. Później dopiero Michael Jepsen Jensen w końcówce pokazał, że można zdobywać punkty z tego pola, bo ono ze startu było bardzo twarde. Te zawody fajnie mi się poukładały.
Gdy wybierał pan trzecie pole na finał nad łódzką Motoareną, przeszedł pomruk lekkiego niedowierzania. Czym było to podyktowane?
- Patrząc na ostatnie biegi finałowe w różnych zawodach żużlowych, to pierwsze pole jest trudne i tutaj też nie dawało jakiegoś wielkiego handicapu, a mając po prawej Lamberta, który po starcie będzie „wszędzie”, Kurtza, który pojedzie prosto oraz Jepsena Jensena z czwartego, który na sto procent będzie „ciął” w kredę, wybieranie tego pola wydawało mi się bez sensu. Wolałem zakombinować z trzeciego, zakładając równy start. Czułem się mocny z tego pola, pomyślałem: czemu mam nie wygrać startu i ich założyć? Wydaje mi się, że podjąłem dobrą decyzję. Gdybym miał jeszcze raz dokonać wyboru, wziąłbym to samo pole.
Wskoczył pan na piąte miejsce w klasyfikacji przejściowej. To pozycja, która daje już pewien komfort w kontekście utrzymania?
- Madsen i Fricke wygrali po jednym turnieju, a takie 20 punktów daje bardzo duży skok w rankingu. Wiedziałem, że ja też potrzebuję takiego turnieju. Przy nieszczęściu chłopaków, którzy mają kontuzje (Dan Bewley, Jack Holder, Fredrik Lindgren), wiedziałem, że w siódemce muszę być, bo Bartek raczej z cyklu nie wyleci, a „Woryn” zapewnił sobie przyszłoroczne starty w podczas Challenge’u w Terenzano, więc na dziką kartę nie mam co liczyć. Te różnice są niewielkie, zostały nam trzy turnieje i zobaczymy, co się wydarzy.
Rozmawiał i notował Mariusz Rajek
