Częstochowski kryzys
LIGOWIEC – Michał Zichlarz
Raków jest na drugim biegunie. Za Medalikami w bieżących rozgrywkach więcej, bo 10 ligowo-pucharowych gier, a jedyne trzy wygrane – to zwycięstwa ze słabiutką Valettą FC i z Hammarby – i aż pięć przegranych. Z Jagą w niedzielę straciły pięć goli, a mogło być jeszcze gorzej, bo przecież rywal dwa razy obijał poprzeczkę i raz słupek.
Po wyjazdowej wygranej ze Szwedami w eliminacjach Ligi Konferencji wydawało się, że wszystko w Częstochowie ruszy i zespół prowadzony przez Dawida Kroczka zacznie zwyciężać. Tak się nie dzieje, a jest jeszcze gorzej, co pokazał mecz z Białostocczanami.
Widać, że szkoleniowiec nie ma pomysłu na wyprowadzenie drużyny z olbrzymiego kryzysu. Tak źle w ekstraklasie w przypadku ekipy spod Jasnej Górny nie było od czasu jej ponownego awansu w 2019 roku! Pomysłu na wszystko nie mają też działacze, a przecież nawet nie ma czasu na oddech, bo przed pogrążonym w kryzysie zespołem rywalizacja już w czwartek w zaległym spotkaniu z Górnikiem u siebie. Z taką dyspozycją jak teraz nie ma co myśleć o pozytywnym rozstrzygnięciu w starciu z wicemistrzem i zdobywcą Pucharu Polski.
Kompromitujące dla niedawnego potentata jest to, że na szczeblu centralnym (ekstraklasa – II liga) na przełomie sierpnia i września jest jedyną ekipą bez jakiejkolwiek zdobyczy! To się w głowie nie mieści. Na pocieszenie – jak pokazuje przykład Jagiellonii, która kilka lat temu też dołowała, a teraz jest w elicie – towszystko może się zmienić. Musi być jednak wspólne współdziałanie wszystkich osób w klubie, a tego na teraz mocno brakuje. Quo vadis, Rakowie?
