Czeski test generalny
W Karwinie Niebiescy będą szukać odpowiedzi na ostatnie pytania, jakie mogą sobie zadać przed startem ligi.
Czy Daniel Szczepan zaspokoi w pełni ofensywne zapotrzebowanie Ruchu? Fot. Łukasz Laskowski/Press Focus
RUCH CHORZÓW
Spokojnie, konsekwentnie, jasno określonym torem przebiegają letnie przygotowania Ruchu do startu 1. ligi. Ten już lada moment, bo w niedzielę, 26 lipca. Chorzowianie udadzą się do spadkowicza z ekstraklasy, Bruk-Betu Termaliki Nieciecza. Teraz więc czas wejść w okres ostatnich szlifów i ostatniego testu. Ten dla Niebieskich odbędzie się dzisiaj o godzinie 16.00 w czeskiej części Górnego Śląska.
Na poważnie
Rywalem Ruchu będzie MFK Karvina, który zdobył Puchar Czech i... spadł z tamtejszej ekstraklasy, co było skutkiem głośnej za naszą południową granicą afery korupcyjnej. Drużyna z Karwiny przechodzi więc proces restrukturyzacji, a sparing z Ruchem będzie drugim letnim meczem z zespołem z Polski – bo wcześniej czescy Ślązacy ulegli 0:2 Wiśle Kraków. Rywal Niebieskich także zaczyna ligę w kolejny weekend (no, tak po prawdzie to w poniedziałek – od... derbów Górnego Śląska z SFC Opava), czyli z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że i jedna, i druga ekipa podejdzie do tego spotkania na poważnie.
Szczepan – i kto?
Co przede wszystkim muszą sprawdzić Chorzowianie? Pytań jest kilka.
Po pierwsze, stan ataku. Na ten moment – po sprzedaży Marko Kolara do Sandecji Nowy Sącz – trener Waldemar Fornalik ma na szpicy tylko Daniela Szczepana oraz dwóch ściągniętych w tym okienku młodziaków, 19-letniego Maxa Pawłowskiego oraz rok młodszego Seweryna Cieślaka. Ten drugi zdobył już sparingową bramkę, ale strzelanie okręgówkowej Unii Oświęcim nie robi na nikim wrażenia. Przy Cichej wierzą w młodzieżowców i ich rywalizację oraz chęć pokazania się, ale nawet gdy w składzie był jeszcze Kolar, nie brakowało głosów, że kolejna „dziewiątka” jest 14-krotnym mistrzom potrzebna – i to taka porządna, bramkostrzelna, pewna. Bo w tych kwestiach pojawiały się wątpliwości i odnośnie „Szczepka”, i Chorwata. W tej chwili nie ma żadnej gwarancji, że jeszcze jakiś napastnik się tego lata w Ruchu pojawi. Być może sztab zostanie z obecnym stanem posiadania – mając jeszcze w zanadrzu opcję wystawienia tam nienaturalnego Patryka Szwedzika. Jednak nie o to chyba wszystkim zgromadzonym wokół Chorzowian chodziło.
Są jak saper
Po drugie, zgranie obrony. W 1. lidze linia defensywna Ruchu – jaka by ona nie była – nigdy nie dawała stuprocentowej pewności. Zawsze istniało poczucie ryzyka, że „coś się odwali”, że „elektryczni” stoperzy wywiną jakiś numer. A wiadomo, jak to z defensorami bywa – są jak saper, mylą się tylko raz. Tego lata Niebiescy wzmacniali głównie boki. Na prawy przyszedł Filip Wójcik, a na lewy – Abraham del Moral oraz Krystian Wachowiak (definitywnie chyba zamykający wątek kolejnego powrotu Szymona Karasińskiego). Ze środka odeszło dwóch (Max Watson i wiecznie kontuzjowany Przemysław Szymiński), ale nie przyszedł nikt.
Centrum niby zostało, no ale zmienił się przecież bramkarz, bo przyszedł Jakub Wrąbel (Jakub Bielecki jeszcze jakiś czas nie zagra). Zmian więc sporo, a poprawa skuteczności defensywy jest kluczowym wątkiem, jaki założyli sobie przy Cichej przed sezonem. Zgranie piłkarzy będzie miało fundamentalne znaczenie – nie tylko przed wyjazdami do Karwiny i Niecieczy.
Jest jeszcze gorzej
Po trzecie, długość kołderki. W poprzednim sezonie trener Fornalik narzekał na ograniczone możliwości manewru – nawet gdy większość zawodników była dostępna. Teraz ta sytuacja na papierze... jeszcze się pogorszyła, co nie stanowi pozytywnego prognostyku. Gdy na boisko wchodzą zmiennicy, poziom gry Ruchu wyraźnie spada, a przecież nie można obskoczyć całych rozgrywek jedną jedenastką. W Karwinie będzie okazja, żeby nią porotować, sprawdzić posiadane opcje i uwydatnić prawdopodobne braki. Może jeszcze uda się kogoś ściągnąć?
Piotr Tubacki
