Czekałem na to 13 lat!

Rozmowa z Borją Galanem, piłkarzem GKS-u Katowice

Borja Galan w obu meczach z MSK Żylina zagrał w pierwszym składzie. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz

GKS Katowice odrobił jednobramkową stratę z pierwszego meczu i awansował do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Jak to się właściwie wydarzyło?

- To był szalony mecz! Musiałbym go jeszcze spokojnie obejrzeć w domu, przed telewizorem, żeby zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. W pierwszej połowie - tak mi się wydaję - rywale byli lepsi przez 10 minut. Później jednak zaczęliśmy grać dobrze. Oddawaliśmy strzały, Adam Zrelak trafił w słupek, były szanse na gola. Czasem odgwizdywane były spalone, które nie wiem, czy powinny zostać odgwizdane, bo nie jestem w stanie zrozumieć, jak możemy grać na takim poziomie bez VAR-u! Na szczęście w drugiej połowie byliśmy skuteczniejsi. Najpierw wykonaliśmy najtrudniejsze zadanie, czyli doprowadziliśmy do remisu. Później co prawda straciliśmy gola, co tylko pokazuje, z jak dobrym rywalem się mierzyliśmy. Od tego momentu rozpoczęło się szaleństwo. Mateusz Wdowiak trafił po strzale głową, a pierwszy raz widziałem go w takiej sytuacji! Później cudowna bramka Ilji Szkurina… Cóż, ogromne są w nas emocje, ale trzeba ostudzić głowę, bo niecałe 72 godziny po meczu z Żyliną gramy w niedzielę z Radomiakiem.

Co pan poczuł, gdy po wielominutowych staraniach GKS zdobył gola, a chwilę później stracił i znów musiał gonić wynik?

- Gdy zdobyliśmy gola, ruszyliśmy po kolejnego. Problem w tym, że rywal też walczył, też był na boisku. Najważniejsze jest jednak to, że odbiliśmy się, że potrafiliśmy odpowiedzieć na jego trafienie. Nie tylko zdobyliśmy gola na 2:1, ale też kolejnego, dzięki któremu nie musieliśmy rozgrywać dogrywki. Wszyscy zagraliśmy dobry mecz – ci, którzy zaczynali w pierwszej jedenastce, a także ci, którzy weszli z ławki. Każdy z nas ma marzenie o tym, żeby nasza przygoda w Europie trwała jak najdłużej. Teraz czeka nas mecz z Hapoelem Tel Awiw, najpierw zagramy na wyjeździe, ale później znów wracamy do Katowic, do naszych ludzi, gdzie znów chcemy się cieszyć z awansu.

Skoro wspomniał pan o rezerwowych – Mateusz Wdowiak i Ilja Szkurin, zdobywcy zwycięskich bramek, weszli z ławki. Mamy to traktować jako pokaz siły i głębi kadry GieKSy?

- Mamy ponad 20 zawodników gotowych do gry. Na treningach zdarza się, że mamy gierki 11 na 11. I to są dwie wyrównane jedenastki! W takich treningowych spotkaniach widać, jak bardzo silną mamy kadrę, w której każdy chce znaleźć się w pierwszym składzie. I to jest bardzo ważne, bo gramy na trzech frontach. Chcemy grać jak najdłużej w Lidze Konferencji, w lidze znów chcemy walczyć jak w poprzednim sezonie. I mamy do tych celów świetny skład. W czwartek zagraliśmy po dwóch przegranych meczach na start sezonu. Mecze na wyjeździe z Żyliną i Wisłą nie były dla nas łatwe do przetrawienia, ale przy Nowej Bukowej pokazaliśmy, na co nas stać. To nam pomoże, bo po takich wygranych nie czuje się zmęczenia.

W czwartek GKS rozegrał pierwszy mecz w tym sezonie na Arenie Katowice i odniósł pierwsze zwycięstwo. Od listopada 2025 roku nie przegraliście na tym stadionie. To wasza twierdza?

- Od półtora roku gramy przy Nowej Bukowej, a w tym czasie zaznaliśmy sporo nieprawdopodobnych chwil na tym stadionie. Na szybko przypomina mi się Puchar Polski, w którym wygrywaliśmy po dogrywkach z Wisłą Płock i Widzewem Łódź. Dla mnie wyjątkową chwilą był gol na otwarcie stadionu, w starciu przeciwko Górnikowi. Teraz z kolei w ostatnich minutach odwróciliśmy losy dwumeczu. Nie mam pojęcia, jak to wszystko jest możliwe, ale ta arena jest rzeczywiście magiczna.

Dla pana cały dwumecz z Żyliną musiał być wyjątkowy, bo zadebiutował pan w europejskich pucharach.

- W lutym 2013 roku, gdy miałem 19 lat, znalazłem się w kadrze meczowej Atletico Madryt na wyjazdowe starcie Ligi Europy przeciwko Rubinowi Kazań. Nie dostałem wówczas szansy na debiut w europejskich pucharach. Proszę spojrzeć; jesteśmy już 13 lat później, za mną niemal cała kariera piłkarza… To wspaniałe uczucie, naprawdę! Jeśli ktoś powiedziałby mi trzy sezony temu, gdy grałem w pierwszej lidze w Odrze Opole, że w końcu zadebiutuję w pucharach, odpowiedziałbym mu, że chyba oszalał. Choć chcę zaznaczyć, że w poprzednim roku, podczas okresu świątecznego, otrzymałem pytanie, jakie jest moje marzenie. Odpowiedziałem, że gra w europejskich pucharach. Nie sądziłem co prawda, że spełni się zaledwie po pół roku. Cieszę się jednak, że tak się stało, że mogę być w tej chwili w GieKSie i chcę, żeby nasza podróż w Lidze Konferencji trwała jak najdłużej.

Rozmawiał Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się