Czasami trzeba komuś powiedzieć „dobrze”

Rozmowa z Konradem Geregą, trenerem Polonii Bytom

Tomasz Gajda (z prawej) – tu jeszcze w koszulce Polonii, w meczu z Odrą – od paru tygodni jest już w rodzinnym Opolu. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus

Za wami ostatni tego lata sparing – nietypowy, bo 135-minutowy, wygrany z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Jaka ocena dla drużyny?

- Nie chcę popadać w skrajności, bujać się od ściany do ściany. Było 4:0, więc drużyna dostaje czwórkę w skali szkolnej. Było kilka bardzo dobrych momentów; ale zostawiamy sobie przestrzeń, że możemy być lepsi. Bo możemy - musimy! - być lepsi szczególnie w tych momentach, kiedy nie kontrolujemy spotkania, kiedy dajemy wpleść sobie chaos w naszą grę. A nad chaosem ciężko zapanować. Natomiast generalnie z dużym optymizmem podchodzę do pierwszej kolejki. I z dużym spokojem.

Po dwa gole zdobyli Kamil Wojtyra i Mateusz Wzięch. Ten drugi to nowa postać. Mocny kandydat do jedenastki ligowej?

- Powiem tak: na pewno Mateusz powinien być zadowolony z okresu przygotowawczego. Wygląda bardzo dobrze, przekuwa to na liczby i jesteśmy z tego zadowoleni. Ja byłem zwolennikiem sprowadzenia Mateusza, bo znam jego potencjał. Jego sufit jest w mojej ocenie jeszcze wyżej niż to, co teraz pokazuje. Czy będzie podstawowym zawodnikiem? Wszystko na to wskazuje.

Mówi pan o swym zaufaniu do tego piłkarza. Czym podopieczny z rezerw ŁKS-u przekonuje pana?

- Najważniejszą cechą Mateusza jest to, że potrafi strzelać bramki. Pokazuje to cały czas, nie tylko w sparingu z KSZO, ale też na treningach, i na poprzednim spotkaniu kontrolnym w Opawie. Wierzę bardzo mocno w niego i wiem, że jest w stanie dać nam to, czego potrzebujemy, czyli regularność w zdobywaniu goli. Kolejną zaletą Mateusza jest to, że może grać na trzech pozycjach, m.in. na „dziewiątce”, ale i na „ósemce”, co udowadniał zarówno w rezerwach ŁKS-u, jak i w pierwszym zespole.

W ŁKS-ie nie poznano się na jego talentach? Grał bardzo niewiele w pierwszej lidze...

- Trochę zahamowała go kontuzja; w grudniu przeszedł zabieg w okolicy stawu barkowego, więc nie do końca był rozchwytywany na rynku. Natomiast ja jestem pewien, że Mateusz jest w stanie sprostać wyzwaniu, jakie niesie przede wszystkim gra w Polonii i w pierwszej lidze.

Wzięch to jedna z nowych twarzy w drużynie. Zastąpić trzeba za to nie byle kogo: Oliwiera Kwiatkowskiego, Jakuba Apolinarskiego, a przede wszystkim Tomasza Gajdę. Trudna sprawa?

- Pracujemy nad tym. Wiemy, jak wartościowi to byli zawodnicy, stanowili o sile zespołu. Dlatego ci piłkarze, którzy do nas dołączyli, mają bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Muszą jednak sprostać wyzwaniu, bo po to ich sprowadziliśmy. Dużo z nimi pracujemy; chcemy, żeby byli lepsi, i będą lepsi! Ale musimy dać im chwilę, bo wejść w buty Tomka Gajdy to nie jest łatwa rzecz.

Kwiatkowski odszedł przed rozpoczęciem przygotowań. Dwóch pozostałych miał pan jednak przez parę tygodni na zajęciach. Trzeba było wiele zmieniać po ich odejściu, kiedy zostali wyjęci z procesu treningowego drużyny?

- Dużo z nimi rozmawiałem i wiedziałem mniej więcej, jak sytuacja wygląda. Był już moment, w którym Tomek był przekonany, że zostanie u nas. A ja – znając ich wartość piłkarską i osobowościową - ustawiałem wszystko pod nich, bo wierzyłem, że zostaną. Natomiast czasami trzeba komuś powiedzieć „dobrze”, żeby był po prostu szczęśliwy. To były transfery gotówkowe, więc i klub – jak sądzę - powinien być zadowolony, bo za tych dwóch zawodników wpłynęły odpowiednie pieniądze. Zostaną dobrze spożytkowane, a my po prostu musimy znaleźć następców. Skupiam się więc na tych chłopakach, którzy są w Polonii. Każdy z nich jest wartościowy, każdy potrafi grać w piłkę, każdy ma serducho do gry, każdy jest ambitny, głodny. Nie ma ludzi niezastąpionych, stworzyła się w zespole nowa przestrzeń dla nowych chłopaków.

Tomek Gajda był liderem na boisku i w szatni. Świadczyła o tym opaska kapitańska, którą nosił. Kto go zastąpi w tej roli?

- Zostawiam to zespołowi. Myślę, że szatnia doskonale czuje, kto powinien nosić opaskę kapitana. Zespół jest na tyle świadomy swojej wartości i wartości każdego z chłopaków, że wybierze odpowiednią osobę.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Konrad Gerega bardzo mocno wierzy w zawodników sprowadzonych latem. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się