Czas nieboraków?
W Częstochowie trwa lizanie ran, liczenie strat oraz szukanie winnych po euroblamażu. Problem mistrza Polski z 2023 roku wydaje się jednak głębszy niż przegrana z Hajdukiem Split.
Czy Dawid Kroczek utrzyma posadę? Na razie niewiele na to wskazuje... Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Czy jesteśmy świadkami krańcowej fazy tak dobrze rokującego jeszcze kilka lat temu projektu w polskiej piłce? Czy Częstochowianie naprawdę mogą być jednym z głównych kandydatów do spadku z ekstraklasy? Z odpowiedziami na tak radykalne pytania trzeba jeszcze poczekać, ale nie ma cienia wątpliwości, że odpadnięcie z Hajdukiem (2:3 po dogrywce) będzie miało większe konsekwencje niż brak gry jesienią w Europie, do czego pod Jasną Górą zdążyli się już przyzwyczaić, oraz strata kilku (szacuje się nawet że siedem) milionów euro przewidzianych za za występy w fazie ligowej.
Kroczek na out?
Wydaje się, że takiego ciosu nie wytrzyma trener Dawid Kroczek. Gdy zapytaliśmy go po meczu czy wierzy jeszcze, że poprowadzi zespół w niedzielnym meczu, odpowiedział... wymijająco. - Nie ja podejmuję tę decyzję. Dopóki mam wpływ na zespół, musimy zrobić wszystko, aby być gotowym na Jagiellonię – odparł szkoleniowiec, ale mowa ciała zdawała się wskazywać, że pewna formuła się wyczerpała, a on sam jakby tracił wiarę, że może tej drużynie jeszcze pomóc, a przynajmniej nie w trybie krótkoterminowym. Dni trenera wydają się policzone...
Powiedzieć, że Raków jest w fatalnym położeniu, to nic nie powiedzieć. Na koniec wakacji drużyna, której ambicją ma być regularna gra w Europie oraz walka o krajowe trofea, jest już poza pucharami i na ostatnim miejscu w lidze bez choćby jednego punktu! I niewiele zmienia w tej sytuacji fakt, że ma dwa zaległe spotkania. W trzech najbliższych zagra kolejno z Jagiellonią (niedziela), Górnikiem (czwartek) oraz z Lechem (6 września) i z racjonalnego punktu widzenia zdobycia każdego punktu w tym zestawie powinno już być sukcesem. Jeśli jednak przyjdą porażki, to na początku września Raków nie tylko będzie poza realną walką o puchary w kolejnym sezonie (przynajmniej w trybie ligowym, zostanie jeszcze Puchar Polski), ale poważnie zajrzy mu w oczy widmo spadku do! O tym, jak ciężko wychodzi się z poważnych kryzysów, przekonywały w ostatnich latach przykłady Legii czy Widzewa, które mimo mocnych na papierze składów, niemalże do końca drżały o utrzymanie.
Anatomia klęski
Cztery lata temu Raków na tym samym etapie odpadał z Ligi Konferencji ze Slavią Praga, tracąc gola pod koniec dogrywki. Wtedy jednak, mimo porażki, przed klubem była świetlana przyszłość, a przegrana z przedstawicielem europejskiej klasy średniej zaowocowała mistrzostwem Polski kilka miesięcy później, walką do ostatniej rundy o Ligę Mistrzów zakończoną fazą grupową Ligi Europy.
Teraz Raków odpada z bardzo przeciętnym Hajdukiem, który na jakikolwiek sukces w Europie czekał 16 lat. O tym, jak wielki to sukces dla Chorwatów, najlepiej świadczy fakt wtargnięcia piłkarzy na pomeczową konferencję i wspólnego, głośnego świętowania z trenerem - obrazek znany w Częstochowie choćby z triumfów w Pucharze Polski w 2021 oraz 2022 roku. To było jednak za Marka Papszuna, a wraz z jego odejściami kończyły się sukcesy Rakowa. Tak było w 2024 roku, gdy drużyna pod wodzą Dawida Szwargi skończyła ligę na siódmym miejscu. Teraz nawet ono może być nieosiągalne, bo liga Rakowowi zaczyna uciekać nie tylko ich własną niemocą, ale też rosnącą w bardzo szybkim tempie jakościową konkurencją. Brak radykalnych ruchów ze strony Michała Świerczewskiego, ale też (a może przede wszystkim?) rachunku sumienia i przyznania się do błędów może sprawić, że czwartkowy mecz z Hajdukiem będzie ostatnią pucharową przygodą Rakowa na długie lata. Oby nie…
Mariusz Rajek
