Cudowne odrodzenie po fatalnym starcie
Magdalena Fręch wygrała pierwszy mecz w głównej drabince od dwóch miesięcy. O ćwierćfinał w Waszyngtonie zagra w czwartek z Jessicą Pegulą.
Magdalena Fręch udanie otworzyła zaoceaniczną część sezonu i w przyszłość chwilowo może patrzeć z większą wiarą... Fot. instagram.com/mubadaladcopen/
TENIS
Tenisistka z Łodzi przełamała w środę fatalny bilans z Ann Li - 0-5 – m.in. w lutym w Doha uległa jej 3:6, 4:6. Wreszcie jednak Magdalena Fręch (48. WTA) doczekała się premierowego zwycięstwa z 31. na świecie Amerykanką – w 1. rundzie turnieju WTA 500 na twardych kortach w Waszyngtonie (z pulą nagród 1,6 mln dolarów).
Początek spotkania wcale jednak na to nie wskazywał, bo Li miała nawet piłki na 5:0 w pierwszym secie, ale później Polka zdołała się odrodzić. Punktem zwrotnym okazał się piąty gem, którego Fręch wygrała przy podaniu Amerykanki po pięciu break pointach i 16 rozegranych punktach. Później, choć na korcie trwała zażarta walka, ostatnie słowo zwykle należało do naszej tenisistki, która po 82 minutach zapisała na koncie wygraną 6:4, 6:3.
Teraz „jedynka”
Łodzianka przerwała jeszcze jedną złą serię - wygrała po raz pierwszy w głównej drabince imprezy WTA od końca maja – czyli dwóch miesięcy! - gdy w 1. rundzie Rolanda Garrosa skreczowała Rumunka Elena-Gabriela Ruse; potem Fręch przegrała w 2. rundzie w Paryżu oraz pierwsze mecze na trawie w Berlinie, Bad Homburgu i w Wimbledonie.
W czwartek podopieczną Andrzeja Kobierskiego czekać będzie kolejne wyzwanie, gdyż po drugiej stronie siatki stanie rozstawiona z numerem 1 w stolicy USA Jessica Pegula, z którą w trzech dotychczasowych potyczkach Polka nie „urwała” nawet seta. Trzecia obecnie w klasyfikacji tenisistek Amerykanka triumfowała w Waszyngtonie w 2019 roku, a w 2016 i 2023 była w półfinale.
Wciąż singlowego meczu w tym sezonie (bilans 0-9) nie wygrała Venus Williams – 46-letnia dziś 7-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema uległa w pięć kwadransów reprezentującej Austrię Anastazji Potapowej 3:6, 3:6. Porażka była dla legendarnej Amerykanki 12. z rzędu od czasu zwycięstwa w 1. rundzie w Waszyngtonie przed rokiem. Na osłodę – jest w ćwierćfinale debla w parze z Dianą Sznajder...
Hewitt śladem taty
Nad Potomakiem rywalizują też panowie (ale z pulą 2,4 mln USD), a pierwsze zwycięstwo w cyklu ATP odniósł tam Cruz Hewitt, 17-letni syn byłego lidera rankingu Lleytona Hewitta. Australijczyk (612. w rankingu) pokonał innego kwalifikanta, Amerykanina Marcosa Girona (85.) 6:3, 6:4 i został najmłodszym zawodnikiem, który wygrał mecz w tym turnieju od 2007 roku i podobnego osiągnięcia Japończyka Keia Nishikoriego. Hewitt junior został także czwartym zawodnikiem urodzonym w 2008 roku – 18 lat skończy w grudniu - lub później, który wygrał mecz w cyklu ATP. Trzy tygodnie temu Cruz dotarł do finału rywalizacji juniorów w Wimbledonie, 24 lata po tym, jak jego ojciec triumfował w tej najbardziej prestiżowej imprezie tenisowej. Z kolei w Waszyngtonie tata Hewitt triumfował w 2004 roku.
Nishikori w elicie
Co ciekawe, w tegorocznej edycji rywalizuje również wspomniany Nishikori, który żegna się z zawodowymi kortami; 36-letni Japończyk spędził 212 tygodni w czołowej dziesiątce rankingu ATP, w tym nieprzerwanie przez trzy lata (2014-17), był czwartym tenisistą świata, dziś jest 721. i otrzymał „dziką kartę”, ale zameldował się w 2. rundzie. Co więcej, pokonując Chińczyka Junchenga Shanga 6:7, 6:3, 6:4) został jedenastym zawodnikiem od 1990 roku, który wygrał przynajmniej jeden mecz ATP w 20 kolejnych sezonach.
(ToM)
