Co trener robi nocą?
Rywalizacja Zielonych z Żółto-czarnymi to jeden z tych meczów, który na boiskach IV ligi śląskiej przyciąga uwagę kibiców daleko poza siedzibami obu rywali.
Panowie, tam zmierzamy. To się nazywa III liga! - zdaje się mówić Marcin Trzcionka na (sztucznej) murawie przy Knosały w Radzionkowie. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
RUCH RADZIONKÓW
U progu obecnego sezonu zwłaszcza postawa Radzionkowian u ich fanów budzi nadzieję na nawiązanie do pięknej historii (oba kluby mają ją wspaniałą) – choćby w formie awansu do III ligi. Cidry to jedna z czterech – obok Przemszy Siewierz oraz rezerw Ruchu i Podbeskidzia – ekip, które jeszcze nie przegrały meczu o punkty.
Daniel i Piotrek w jednym stali domu
W środowym boju z dotychczasowym liderem, rezerwami katowickiego GKS-u, wygraną dał im Daniel Bolacki. Ciekawe to o tyle, że cztery dni wcześniej zwycięską bramkę w starciu z Decorem Bełk dał swej drużynie jego brat, Piotr. - Jego bramka mnie zdopingowała – uśmiechał się Daniel, który był bardzo skuteczny w letnich sparingach, ale w lidze trafił dopiero po raz pierwszy. - Czasami w domu idą zakłady o to, który z nas trafi. To fajna motywacja – dodawał.
- Chłopaki po meczu w szatni pytali ich, czy nie mają jeszcze jakiegoś brata – z uśmiechem komentował bramkowe zmagania Bolackich trener Marcin Trzcionka. Zwracał też przy okazji uwagę na aspekt mentalny bratniej rywalizacji. - A niech się gonią, niech konkurują. Obaj są wychowankami Ruchu, a więc strzelanie goli dla Cidrów to dla nich wyjątkowa motywacja.
Z owym strzelaniem Żółto-czarni na razie mają trochę problemów. Nie udało im się na przykład w 2. kolejce sforsować obrony Gwarka Tarnowskie Góry. Wskutek tamtego bezbramkowego remisu są dziś tylko na 4. miejscu, zamiast na pierwszym!
Szczelni i niebezpieczni
Z drugiej strony – w pięciu grach Tomasz Broniszewski kapitulował tylko raz, pokonany przez „rezerwistów” Ruchu Chorzów, w szeregach którego pobierał „za juniora” bramkarskie nauki. O czym świadczy szczelność radzionkowskiej defensywy?
Marcin Trzcionka: - Że chłopcy są bardzo odpowiedzialni w swej grze – to najważniejsze. O ich charakterze. No i o tym, że realizują doskonale to, o czym rozmawiamy i co ćwiczymy na treningach. Wiedzą, że jeżeli Ruch będzie dobrze bronił, to z przodu mamy na tyle otwartych zawodników, iż jesteśmy w stanie strzelać gole. A najważniejsze jest, żeby w każdym meczu było ich co najmniej o jednego więcej, niż zdoła strzelić nam przeciwnik.
Czy tak będzie i w sobotę o 17.00 przy Modrzewskiego? Bytomianie grają na razie „w kratkę”, mają na koncie dwie wygrane, remis i porażkę. - Ale dysponują bardzo silną kadrą, więc mecz trzeba będzie „przepchać”; wygrać sposobem. Będziemy na to gotowi. Noc po meczu z GieKSą poświęciłem nie na analizę naszego spotkania z nią, a na oglądnięcie dwóch ostatnich meczów Szombierek. To była długa noc... - dodaje Marcin Trzcionka.
Piękni (prawie) czterdziestoletni
Języczkiem u wagi mogłaby w sobotę być rywalizacja dwóch prawie czterdziestolatków. 38-letni Marcin „Pszczółka” Wodecki napędza akcje Szombierek, o rok starszy Marcin Kowalski jest „pod parą” w Ruchu. - „Kowal” będzie nam potrzebny, ale... jeszcze nie teraz. Ruch jest na etapie, na którym obecnie nie musi wstawiać „Kowala”, On o tym wie, że dziś grają u nas młodzi. I się o to nie obraża, za to jest gotowy nam pomóc w najtrudniejszych momentach – zapewnia szkoleniowiec „Cidrów”.
Dariusz Leśnikowski
