Cios w doliczonym czasie
Wygrywając w historycznym meczu z Zagłębiem, Spartanie odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu.
Rafał Wolsztyński zmarnował rzut karny, ale i tak zasłużył na miano bohatera spotkania. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Oba zespoły do sobotniego meczu przystępowały z takim samym dorobkiem - 10 punktów w pięciu meczach i po dwóch wygranych z rzędu. Nic więc dziwnego, że historyczne starcie chciały rozstrzygnąć na własną korzyść. Spotkanie wzbudziło spore zainteresowanie. Zgłoszone zostało jako impreza niemasowa, a to oznaczało, że na trybunach stadionu „Rapid” mogło się pojawić maksymalnie 999 widzów. Pierwotnie wydawało się, że kibice Zagłębia nie zostaną wpuszczeni, ale ostatecznie dotarli do Katowic pociągiem i w sile 300 osób - pod silną eskorta policji - przemaszerowali przez centrum na obiekt w dzielnicy Koszutka.
Już pierwsza akcja mogła przynieść gospodarzom prowadzenie, jednak Dawid Kudła wykazał się kunsztem parując na rzut rożny groźne uderzenie Mateusza Mazurka z dystansu. Zza pola karnego mierzyli także gracze Zagłębia, ale Michał Barć i Maksymilian Podgórski nie sprawili wielkich kłopotów bramkarzowi Katowiczan. W 29 minucie Bartosza Kucharskiego wyręczył Mateusz Michalski, który wybił piłkę sprzed linii bramkowej po strzale Patryka Gogoła, a w 39 minucie golkiper miejscowych naprawił swój błąd. Najpierw źle wyprowadził piłkę, podając pod nogi Adriana Rodrigueza Gonzaleza, a po chwili wygrał pojedynek z Hiszpanem. Pod koniec pierwszej połowy ponownie na wyżyny umiejętności wzniósł się Kudła, broniąc strzał Wiktora Skrocha.
W drugiej części znacznie lepiej prezentowali się gospodarze. W 62 minucie Igor Kośmicki sfaulował w polu karnym Skrocha, solidnie rozbijając mu nos i sędzia podyktował „jedenastkę”. Opatrywanie poszkodowanego, tamowanie krwotoku trwało dobre 6 minut i dopiero gdy w asyście ratowników opuścił boisko, piłkę na „wapnie” ustawił Rafał Wolsztyński, z którego strzałem poradził sobie Kudła, broniąc nogami. W końcówce gospodarze przycisnęli i bramkarz Zagłębia raz po raz zatrzymywał ich uderzenia. Skapitulował dopiero w doliczonym czasie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Filipa Żagla skutecznie główkował Wolsztyński, który „utonął” w objęciach kolegów.
Krzysztof Polaczkiewicz
GŁOS TRENERÓW
Tomasz ŁUCZYWEK: - Naszym celem było wygranie tego meczu i w pierwszej połowie powinniśmy zdobyć jednego, a może nawet dwa gole. Nasza skuteczność jest do poprawy, bo sytuacje strzeleckie zdołaliśmy wypracować. Bramkę straciliśmy w końcówce imusimy przeanalizować, dlaczego tak się stało. Sparta nie wykorzystała rzutu karnego i można było przypuszczać, że wyjedziemy z Katowic punktem. Tak się jednak nie stało. Piłka nożna nie zawsze jest sprawiedliwa.
Dariusz KLACZA: - Wygraliśmy zasłużenie. Brawa dla Rafała Wolsztyńskiego, który w samej końcówce zapewnił nam zwycięstwo, ale na oklaski należą się całemu zespołowi i sztabowi. Wszyscy wykonaliśmy kapitalną robotę. W tygodniu „trzymaliśmy” ten mecz, można było odczuć jego powagę w drużynie. Byliśmy powtarzalni, często wchodziliśmy w pole karne i w końcu zdobyliśmy bramkę. Wygraliśmy i w żadnym wypadku nie można mówić o przypadku czy szczęściu.
◼ Sparta Katowice - Zagłębie Sosnowiec 1:0 (0:0)
1:0 - Wolsztyński, 90+2 min (głową)
SPARTA: Kucharski - Michalski, Kliś (85. Załucki), Bedronka, Skroch (68. Piątek) - Imiolek (69. Całka), M. Mazurek (75. Śliwka), Kuliński (85. Sobolewski), Lusiusz, Żagiel - Wolsztyński Trener Dariusz KLACZA.
ZAGŁĘBIE: Kudła - Kośmicki, Rozwandowicz, Gryszkiewicz - Krawiec (90+3. Soumare), Rodriguez, Madej, Jarek (75. Chmarek), Barć (90+3. Zawojski), Gogół (75. Predenkiewicz) - Podgórski (75. Kupidura). Trener Tomasz ŁUCZYWEK.
Sędziował Kajetan Kasprzyk (Wrocław). Widzów 800.
Żółte kartki: Załucki - Podgórski, Gryszkiewicz, Kośmicki.
