Cieszmy się z takiego żużla

Rozmowa ze Stanisławem Chomskim, trenerem reprezentacji Polski

Stanisław Chomski starał się po zawodach robić dobrą minę do kiepskiego wyniku/Fot. Michał Krupa/PressFocus

To trzecie miejsce jest wielkim rozczarowaniem?

- Na tyle było nas stać. Nadzieje na pewno były duże, bo nie wypadało inaczej mówić, zrobiliśmy wszystko jak potrafiliśmy najlepiej, ale rywale okazale się lepsi. W jakimś sensie uważam, że jest to sukces, bo mogliśmy skończyć nawet bez medalu. W pewnym momencie Brytyjczycy mocno deptali nam po piętach. Języczkiem u wagi, który być może zaważył na wyniku było zatrucie pokarmowe Patryka Dudka. Bardzo chciał jechać do końca, ale podjąłem decyzję, że w ostatniej serii już nie pojedzie w takim stanie. Taki jest sport.

Co dokładnie się stało?

- W pewnym momencie poczuł się bardzo źle, miał torsje, wymiotował, ale fizjoterapeuci szybko postawili go na nogi. Po każdym biegu mówił mi, że da radę. Bardzo mu zależało na reprezentacji.

Główna przyczyna tego, że Australia i Dania są wyżej to?

- Lepiej startowali , popełniliśmy też trochę błędów na trasie, nie brakowało sytuacji stykowych. Straszne zamieszanie było choćby w ostatnim wyścigu. Jakby Kacper się przewrócił, sędzia pewnie by to przerwał i wykluczył Jepsena Jensena, ale to nie na tym polega. Wynik poszedł w świat. Maradona też strzelił gola ręką i zostali mistrzami świata. Protestów na zdarzenia torowe nie ma.

Kibiców mogło jednak irytować, że zawodnicy startujący w Polsce w niższych ligach tak dobrze sobie radzili z naszymi reprezentantami.

- Trzeba by się ich zapytać dlaczego tak dobrze jechali. Ja powtarzałem, że dyspozycja dnia będzie bardzo ważna, a oni z nią trafili. U nas kilku zawodników było nieskutecznych, trzeba było robić ryzykowne posunięcia taktyczne. W pewnym momencie wydawało się, że już jesteśmy blisko, ale niestety rywale znowu nam uciekli. Wszystko działo się bardzo szybko.

Jak trudno dopasować się do jednorazowej nawierzchni?

- Warunki bardzo szybko się zmieniają, pole zewnętrzne w pewnym momencie były dużym handicapem. Na takim torze wystarczy jeden błąd i zawodnik nie ma szans, trzeba szybciej jechać jak myśleć.

O co Michelsen mógł mieć pretensje do Zmarzlika? W dodatku zupełnie niewspółmierne do zdarzenia torowego.

- To są duże emocje, on też czuł ciężar odpowiedzialności, bo już ich dopadliśmy punktowo. Co do samego zdarzenia musiał czuć, że Bartek go nawet nie dotknął. Wpadł w dużą frustrację, na takim poziomie takich reakcji jednak nie powinno być.

Chce pan dalej pracować z kadrą?

- Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Poprowadzenie reprezentacji było moim marzeniem, które się ziściło, w dodatku przy tak fantastycznej publiczności na Narodowym. To przeżycie, które ciężko powtórzyć. Taki żużel to wielka promocja dyscypliny na skalę światową. Chęci na kontynuację tej pracy na pewno są. Zgodziłem się podjąć tej pracy w sytuacji dość awaryjnej po rezygnacji Rafała Dobruckiego. Zobaczymy jakie decyzje zapadną, ale na pewno nie moją rolą jest szukanie ewentualnego następcy.

Organizacyjnie chyba możemy mówić o sukcesie?

- Było perfekcyjnie, naprawdę ciężko znaleźć coś na co można by narzekać. To były jedne z najlepszych zawodów na torze jednodniowym. Niektórzy może są rozczarowani wynikiem, ale cieszmy się z tych zawodów jako całości.

Rozmawiał i notował Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się