Cieszmy się obecnością Jesusa!

Rozmowa z Jackiem Bayerem, eksreprezentantem Polski, jednym z legendarnych napastników Jagiellonii.

Daję wam, ile mogę - zdaje się mówić Jesus Imaz. A daje bardzo wiele! Fot. Weronika Morciszek / Press Focus

Dwie wygrane w lidze, zwycięstwo z Rangersami i nagle... gładkie 0:2 z Widzewem. Zabolało?

- Taka chwila musiała przyjść, bo nie wszystko w futbolu się wygrywa. Inna rzecz, że dwie bramki stracone w dwie minuty to jednak mocny strzał. Na pewno – w kontekście rewanżu w Glasgow warto zwrócić uwagę na zachowania przy stałych fragmentach gry przeciwnika. Zbyt łatwo Widzew strzelił nam tego gola z trzeciego metra. W takich sytuacjach zazwyczaj sytuację powinien „wyprostować” bramkarz, ale Sławek Abramowicz został wyblokowany...

...i to przez swojego obrońcę.

- Być może. Chodzi mi jednak nie tylko o Sławka, ale o zachowanie innych graczy. Przecież takich sytuacji w meczu z Rangersami pewnie będzie dużo więcej,

Ma pan wrażenie, że porażka jest początkiem jakiegoś kryzysu? Czy to tylko wypadek przy pracy?

- Jak zobaczyłem wyjściowy skład, to miałem wrażenie, że trener Adrian Siemieniec szuka sposobu, jak przejść ten mecz „suchą stopą” oczywiście nie ujmując niczego tym piłkarzom, którzy „weszli w buty” tych podstawowych. Sęk w tym, że brak Tarasa Romanczuka nie może się nie odbić na grze zespołu. Kapitan wszystko spaja, scala. Widać, że wszystko w Białymstoku – łącznie z odpoczynkiem dla Tarasa – podporządkowano rewanżowi w Glasgow.

Oby się zaczął inaczej niż pierwszy mecz z Rangersami, kiedy błyskawicznie dała się Jaga zaskoczyć rywalom...

- Oczywiście. Choć powiem panu, że taka sytuacja – gdy trzeba odrabiać straty i się to ostatecznie udaje – ma swą wartość. Wzmacnia mental zespołu. A ja mam wrażenie, że Jagiellonia w tej chwili mocno wierzy w swoje umiejętności. Że wielkie znaczenie ma to jej ogranie pucharowe. Pamięta pan Fiorentinę? Po 0:3 w Białymstoku nikt nie wierzył, że można cokolwiek zdziałać w rewanżu. Nikt poza... piłkarzami Jagi. Udowodnili wszystkim – ale przede wszystkim sobie – że można podjąć walkę z rywalem z topowej ligi europejskiej. A Rangersom – wydaje mi się – w tym momencie do tego topu daleko. Natomiast muszą wiedzieć Białostoczanie, że czeka ich w Glasgow niezły „kocioł” mówię o atmosferze na trybunach.

Rangersi sprawiają wrażenie, jakby byli w kryzysie. Właśnie przegrali w lidze...

- Podejrzewam, że ich trenerowi zaczyna się palić pod nogami, więc mecz z Jagiellonią musi potraktować niemal jak wojnę, grę o wszystko. Ale to może się okazać atutem gości. To Rangersi „muszą”.

Mówił pan o braku Tarasa w meczu z Widzewem. Ale najpoważniejsza zmiana – i to definitywna – w stosunku do poprzedniego sezonu to brak Pululu. Nik Prelec trafia, ale czy to ktoś na miarę Afimico?

- Jego piłkarskie DNA jest inne. On nie będzie zawodnikiem, który tydzień w tydzień gościć będzie na ustach wszystkich. Potrafi znaleźć się w dobrej sytuacjach, ale na pewno będzie mniej widoczny niż Pululu, nie tak spektakularny. Trzeba inaczej z nim grać, sam nie zwiąże trzech, czterech rywali, ułatwiając życie innym – jak to czynił Afimico, a korzystał z tego Jesus Imaz. Oni akurat tworzyli doskonały duet. Pululu musiał być podwajany, nawet potrajany przez obrońców, z którymi się przepychał, dzięki czemu Hiszpan miał więcej miejsca i czasu. Prelec jest typową „dziewiątką”, którą Pululu nigdy nie był. Trzeba Słoweńcowi dograć piłkę. Ale wtedy on już wie, co z nią zrobić. Jest groźny: ma uderzenie i lewą, i prawą nogą, podejmuje szybko decyzje i widać, że dobrze się w polu karnym czuje.

Natomiast przyzwyczajenie się przez zespół do zmiany sposobu gry z przodu chwilę musi zabrać?

- Oczywiście. Afimico momentami wchodził na takie poziomy, że trudno będzie go zastąpić. A co do sposobu gry na takiego napastnika, jak Prelec muszą chodzić skrzydła. Bardzo mile zaskoczył mnie w tym względzie Kajetan Szmyt. Jeśli utrzyma swą dyspozycję, będzie następnym, który ruszy z Jagiellonii gdzieś dalej; ma na to papiery.

A z Jeremy'ego Agbonifo będzie pożytek?

- Na razie wyróżnia się fryzurą (śmiech). W przypadku takich zawodników musi upłynąć jakiś czas na aklimatyzację Jest szybki, ma koordynację, ale na razie nie wiemy, jak będzie u niego z finalizacją akcji i ze współpracą z kolegami.

Wspomniał pan o Jesusie. W meczu z Rangersami ten jego legendarny „nos do goli” jakby nieco zawodził...

- No i pewnie zacznie się za chwilę dyskusja o „PESEL-u, którego się nie oszuka”. A przecież ów „nos” dalej ma, bo w każdym meczu dochodzi do dwóch-trzech sytuacji. I tylko dobrze trafić nie może: ta sytuacja z Rangersami, którą na szczęście dokończył Szmyt, powinna dać bramkę już po strzale Imaza. Ale on już miewał sezony, w których też „cierpiał” przez kilka meczów, a potem znów wracał do strzelania. Na pewno – o czym już mówiłem – jest mu trudniej bez Pululu, bo nie ma mu kto robić miejsca w polu karnym rywali. Ale i tak dochodzi do okazji, więc cieszmy się jego obecnością w składzie i grą.

W pierwszym meczu z Rangersami nie mógł zagrać Bernardo Vital, zastąpił go Apostolos Konstantopoulos. Z Portugalczykiem chyba jednak defensywa jest pewniejsza?

- Tak mi się wydaje. Jest solidniejszym jej punktem, a do tego jest groźny przy ofensywnych stałych fragmentach gry: dobrze gra głową i ma fajny timing. Ja się tylko martwię, czy w tym szkockim piekiełku Vital utrzyma nerwy na wodzy. Bo zdarza mu się nie wytrzymać meczowej „pompki”, co wpływa na jego boiskowe decyzje.

No to sumując: będzie dobry wynik dla Jagi?

- Byłoby super, gdyby Jaga „napoczęła” przeciwników, czyli prowadziła 1:0. Bo liczenie na to, że będziemy dobrze bronić i nic do naszej siatki nie wpadnie, może być złudne. Trzeba się spodziewać wielu stałych fragmentów gry, ostrej walki, w której zdarzyć się mogą nawet przypadkowe groźne sytuacje dla rywala. Generalnie chciałbym, żeby nasz blok obronny wyglądał lepiej, niż w pierwszym meczu z Rangersami. Jeśli tak będzie, to znów Białystok będzie mieć fazę ligową pucharów, do czego – mówiąc szczerze – już się przyzwyczailiśmy na Podlasiu (śmiech.)

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski



Gwiazdy na dłużej

Jesus Imaz i Taras Romanczuk co najmniej do końca sezonu 2027/28 występować będą w Jagiellonii. W przeddzień meczu z Rangersami przedłużyli swoje kontrakty z Dumą Podlasia; w umowach znalazła się też opcja przedłużenia ich o kolejny sezon.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się