Cierpimy przez straty
Rozmowa z Mateuszem Wieteską, środkowym obrońcą Wieczystej Kraków
Wieczysta nie wzięła szturmem ekstraklasy. Dla zespołu byłego reprezentanta Polski początki są wyjątkowo bolesne. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
W ostatnim meczu z Wisłą (0:2) graliście pod wodzą nowego trenera, Żeljka Kopicia, ale nie można powiedzieć o efekcie „nowej miotły”. Do przerwy wydawało się, że w miarę panujecie nad tym, co się dzieje na boisku, jednak tradycyjnie w drugiej połowie popełniliście błędy i straciliście dwa gole. Do tego pierwszy raz w ekstraklasie nie pokonaliście bramkarza.
- Pierwsza połowa - a na pewno 20-30 minut - była pod naszą kontrolą. Rywale stworzyli sobie okazje, gdy oddaliśmy im inicjatywę. Po przerwie mocno napędzaliśmy Wisłę stratami, przez co stworzyli sytuacje i je wykorzystali. Nam, niestety, nie udało się trafić ani razu, choć można było się pokusić o gole.
Chorwacki szkoleniowiec wiele zmienił w założeniach? Miał tylko kilka treningów na lepsze poznanie zawodników, a także znalezienie remedium na problemy z organizacją gry defensywnej.
- Trenowaliśmy raptem trzy razy. Czasu było naprawdę mało... Nie mogę jednak powiedzieć, że nic nie udało się zrobić. Pojawiły się zalążki elementów, które chcemy poprawić lub zmienić. Jak we wszystkim, potrzeba czasu i cierpliwości, by pojawił się efekt.
Trener bardziej żyje przy linii przez cały mecz. Obserwując go z trybuny prasowej, pomyślałem, że jego ruchy są podobne do Michała Probierza.
- Być może, nie widziałem. Bardziej skupiałem się na boisku i rywalu.
Czy Wisła czymś was zaskoczyła? Moim zdaniem zagrała mądrzej - nie rzuciła do ataku wszystkich sił od pierwszego gwizdka, bo wiedziała, że Wieczysta dużo gorzej prezentuje się w drugich połowach. A może to wy zaskoczyliście ich mocnym początkiem?
- Mieliśmy ich bardzo dobrze przeanalizowanych i do przerwy nie zaskoczyli nam niczym, o czym byśmy nie wiedzieli. Szczerze mówiąc, spodziewałem się z ich strony agresywniejszego pressingu. W pierwszych minutach tego nie było, więc mieliśmy kontrolę nad meczem i duże posiadanie piłki. Tworzyliśmy jakieś sytuacje. Brakowało nam jednak pazerności na bramkę w trzeciej tercji lub ostatniego podania. Musimy to poprawić, żeby strzelać gole.
Doszliśmy już do wniosku, że czas może działać na waszą korzyść. Czego jeszcze brakuje, by „zaskoczyło” i Wieczysta regularnie punktowała? Wielu widziało was walczących o miejsca w górnej połowie tabeli, a na razie jest odwrotnie.
- Musimy brać większą odpowiedzialność za piłkę i wystrzegać się strat. Kolejny mecz pokazał, że cierpimy po naszych nierozważnych zagraniach! Do poprawy jest też gra w defensywie i obrona przy dośrodkowaniach z bocznych stref, bo przeciwnicy stwarzają z tego duże zagrożenie.
Drużynie nie idzie, jednak dla pana pozytywem jest regularna gra. Spodziewał się pan, że po rocznym rozbracie z boiskiem i zmianie klubu tak szybko dołączy do wyjściowej „jedenastki”?
- Patrząc z tej perspektywy - tak, to jaśniejsza strona ostatnich tygodni. Za mną trzy pełne mecze z rzędu. Cieszę się, że gram i jestem zdrowy. Chciałem wrócić do rytmu meczowego i utrzymać konkretny, zadowalający poziom. Musimy skupić się na dalszej pracy jako drużyna i miejmy nadzieję, że przyniesie to efekty.
Zauważa pan u siebie braki, głównie fizyczne, czy oceniłby pan swoje przygotowanie jako optymalne?
- Czuję się dobrze. Wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowany po tej rocznej kontuzji. Mecz to co innego niż trening, dlatego myślę, że z każdym kolejnym spotkaniem będę czuł się fizycznie jeszcze lepiej.
Michał Knura
