Chłopaki idą jak mordercy

Rozmowa z Inakim Astizem, hiszpańskim czterokrotnym mistrzem Polski z Legią, później jej trenerem, obecnie asystentem Henninga Berga w AEK-u Larnaka

Zdaniem naszego eksperta Lamine Yamal (w środku) własne ambicje schował do kieszeni. Liczy się drużyna! Fot. Li Ying/Xinhua / Press Focus

Pięknie grają pana rodacy za Atlantykiem. Na miarę złotych medali, myśli pan?

- Szansa zawsze jest, ale na razie trzeba iść krok po kroku. Najtrudniejszy był pierwszy mecz. Najtrudniejszy, bo zaskakujący, z rywalem będącym największą niewiadomą. A do tego nastawionym defensywnie.

Owo 0:0 było zimnym prysznicem, który wpłynął mentalnie na drużynę?

- Na pewno w tamtym spotkaniu znakomicie bronił bramkarz rywali. Na naszą drużynę spadło po nim trochę krytyki, ale i trener, i zawodnicy byli bardzo spokojni. Ważne było, że zagrali na zero z tyłu; mieli świadomość, że nawet jeżeli tym razem tylko zremisowałeś, na dalszym etapie wyniki przyjdą.

No i przyszły, bo nadal bronicie świetnie.

To prawda. A jakość piłkarska drużyny jest taka, że zawsze zdoła coś strzelić.

Hiszpania zawsze kojarzy się z grą do przodu. Tymczasem za oceanem rzeczywiście przede wszystkim doskonale broni.

- Tak jest. Jesteśmy zespołem, który lubi posiadać piłkę, prowadzić grę. Natomiast szalenie ważna jest reakcja po stracie piłki. Ona jest w przypadku naszej reprezentacji na poziomie absolutnie topowym. Chłopaki są mocno „nagazowani” w grze defensywnej, szybko odzyskują piłkę, nikt nie odpoczywa.

Jeżeli ktoś kiedyś miał wątpliwość, czy Złota Piłka dla Rodriego była zasłużona, to w tym turnieju on je rozwiewa. Wraz z Pedrim jest prawdziwym mistrzem środka pola.

- Ja bym nie zawężał tylko do nich tej odpowiedzialności za odbiór piłki. Każdy zawodnik niemal z automatu reaguje na taką stratę. Pierwszym pomysłem nie jest cofnięcie się i czekanie na to, co zrobi z piłką rywal, ale agresywny atak na niego. Ci, którzy są najbliżej, idą jak morderca, żeby od razu ją odzyskać. A reszta odpowiednio się pozycjonuje, próbując kontrolować resztę przeciwników.

Mbappe, Haaland, Messi, Kane ścigają się o miano króla strzelców. A Lamine Yamal tylko się temu przygląda. Jest zmęczony sezonem?

- Wiadomo, że tacy zawodnicy, jak on, mieli w sezonie całe mnóstwo meczów w nogach. Być może – jak Nico Williams, Yéremy Pino czy Víctor Muñoz – też przyjechał na turniej z jakąś drobną dolegliwością, nie w 100 procentach gotowy – o czym na zewnątrz nikt nie wie. Takie przynajmniej miałem wrażenie. Ale już ostatni mecz, przeciwko Portugalii pokazał, że z Yamalem już wszystko OK. Wybiegał to spotkanie, pracował w defensywie, a z przodu też dawał jakość, do jakiej nas przyzwyczaił. Bramki co prawda nie strzelił, ale w tej drużynie nie znaczenia, kto je zdobywa. Jeśli jest zwycięstwo, wszyscy będą się cieszyć. Lamine też. On nie ma presji, że musi zdobyć 8 czy 9 bramek.

Ogromną siłą – co pokazał właśnie mecz z Portugalią: asysta Ferrana Torresa i gol Mikela Merino – jest w drużynie ławka rezerwowych. Do tego Luis de la Fuentes ma nosa do zmian, prawda?

- W końcu jest tam w środku zespołu, widzi ich na co dzień, na każdym treningu, i wiele z nimi rozmawia. A generalnie nie ma w kadrze przypadkowych zawodników. Nie ma obrażania się i fochów; jest trening na 100 procent, żeby – kiedy dostanie się już te swoje pięć minut – dać drużynie to, czego potrzebuje. Profesjonaliści w każdym calu; może okazać się, że któryś z nich – po całym turnieju przesiedzianym na ławce – pojawi się dopiero w półfinale i finale i będzie musiał być gotowy na rozstrzygnięcie jego losów.

Gdyby dziesięć dni temu spojrzeć na Belgów, można by pomyśleć: szykuje się spacerek dla Hiszpanów. Ale teraz, kiedy „zbudował” ich mecz z Senegalem, już chyba nie ma o tym mowy?

- Mecz będzie dla nas trudny. Owszem, ostatnie lata – doświadczenia zbierane przez nas w dziedzinie kontroli meczu – mogą mieć decydujący wpływ na wynik, tym niemniej nazwiska rywali budzą uznanie. Zwłaszcza tych ofensywnych: de Keteleare, Lukaku. To piłkarze, którzy robią różnicę, świetni w potyczkach „jeden na jeden”. Jeżeli jednak zagramy swoje, jak do tej pory, jestem optymistą.

To na koniec zapytam, czy ma pan w hiszpańskiej kadrze swego „czarnego konia”; kogoś, kto pana zaskakuje formą?

- Nie patrzę na naszą drużynę przez pryzmat indywidualności, Portugalia ma swego Cristiano Ronaldo, Argentyna – Messiego, Francja – Mbappe, Norwegia – Haalanda. A w Hiszpanii najważniejszy jest kolektyw; synergia. Ważne są automatyzmy wypracowane w naszym zespole. Dlatego nie wymienię żadnego nazwiska: liczę na całą drużynę.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Inaki Astiz. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się