Chcąc się utrzymać, trzeba grać o awans!
Rozmowa z Łukaszem Ganowiczem, szkoleniowcem MKS-u Kluczbork.
W Kluczborku po cichu śnią o potędze... Fot. Paweł Łobos/mkskluczbork
Na przedsezonowej konferencji prasowej zapytano Lukasa Podolskiego, o co będzie walczył Górnik w nowym sezonie. "O mistrzostwo Polski!" - usłyszano w odpowiedzi od mistrza świata. A gdy zada się identyczne pytanie Łukaszowi Ganowiczowi, co odpowie?
- Sama nazwa rozgrywek wskazuje, że gra się o mistrzostwo trzeciej ligi. Z takim nastawieniem od pierwszego meczu wychodzimy na boisko, a dopiero w trakcie sezonu cele zostaną zweryfikowane. Na pewno nie zakładamy sobie konkretnego miejsca, chcemy po prostu być jak najwyżej w tabeli. A najwyżej jest miejsce pierwsze, więc... o nie gramy. Sportowo jesteśmy przygotowani do gry o najwyższe cele.
Spoglądając grupę III trzeciej ligi, odkrywa się w niej wiele markowych klubów, których obecność w wyższych klasach nikogo by nie zaskakiwała. Co to oznacza?
- Jestem już ósmy rok na tym szczeblu, a jeszcze nie było tak, żebym nie miał zdecydowanego faworyta. Teraz go nie mam, bo tak wyrównana jest stawka. Po ruchach transferowych, organizacji i pod każdym względem widzę, jak mocno „nasza” trzecia poszła w górę. Dlatego odpowiadając jednym zdaniem - w tym sezonie chcąc się utrzymać, trzeba grać o awans!
Ale zgodzi się pan, że jest kilka znanych firm, którym po prostu nie wypada nic innego, jak walczyć o powrót na wyższy level?
- Jest kilka bardzo drużyn mających spore możliwości organizacyjne i finansowe plus wielkie ambicje i oczekiwania. Do nich na pewno zalicza się spadkowicz, Zagłębie Sosnowiec. Podobnie Górnik Polkowice. I tak mógłbym wymieniać długo, ponieważ w trzecioligowej stawce jest wiele drużyn, które mocno się zbroją, bardzo się rozwijają. Pewnie też szybko wykreuje się „czarny koń” rozgrywek, jakim w zeszłym roku była Sparta Katowice.
Do nich zaliczymy nawet „ludowców” z Sułowa, z którymi polegliście w inauguracyjnym sparingu.
- Jest tam zamożny sponsor (firma Tarczyński – dop. red.), są wielkie ambicje, są ciekawi zawodnicy. Piłkarsko mocni będą również inni beniaminkowie. Naprawdę trzeba w tym sezonie być mocnym, by coś osiągnąć.
Jak przebiegają przygotowania do sezonu?
- W porównaniu do ubiegłego roku mamy zdecydowanie mniej problemów. Szybciej domknięta została kadra; w zeszłym roku jeszcze tuż przed pierwszym meczem podpisywaliśmy zawodników. To daje nam spokój. Nie musimy już czekać na kogokolwiek, możemy skupić się na pracy. Najważniejsze, że jest zdrowie. Pierwszy sparing oceniam negatywnie, kolejne wypadły pozytywnie. Wszystko idzie zgodnie z planem.
Co możemy powiedzieć o najważniejszych transferach?
- Najbardziej medialnym i marketingowym jest Dawid Wojtyra, który dwa lata temu zrobił w Kluczborku króla strzelców, a teraz po rocznym pobycie w Elanie Toruń wrócił do nas. Imponuje skutecznością, bo dwa hat tricki w dwóch sparingach potwierdzają, że dalej ma to „coś”. Tak samo Patryk Wiszniowski, który był z nami, gdy graliśmy w barażach o drugą ligę. To zawodnicy, których nie trzeba wkomponowywać w drużynę. Cieszę się, że po urazie i długim leczeniu wraca na boisko Dawid Czapliński. No i nie ukrywam, że fajna młodzież do nas doszła. Dużo sobie po niej obiecuję.
A organizacyjnie?
- Najważniejsze są boiska, a tych mamy trzy, w tym dwie bardzo dobre płyty. Nie musimy już jeździć po okolicy, by szukać dobrych muraw, jak wtedy, gdy mieliśmy tylko jedno boisko. Mamy też „pod nosem” dobrze wyposażoną siłownie, dobrą odnowę biologiczną. Myślę, że niejeden klub z wyższej ligi chciałby mieć taką infrastrukturę. Dla zawodników to duży atut do rozwoju.
Wizytówką Opolszczyzny jest dzisiaj Odra. Jaką rolę przewiduje pan dla Kluczborka?
- Pamiętam czasy, kiedy to my byliśmy pierwszą siłą w regionie... Chcielibyśmy bardzo dołączyć do Odry, ale na to potrzeba dużych pieniędzy. Na dziś musimy bardzo się starać, by pozyskiwać środki, które pozwolą nam zrobić krok w górę.
Czyli za 12 miesięcy "Oderka" w ekstraklasie, wy piętro wyżej?
- Dla mnie na sto procent! (śmiech).
Deklaracja byłego zawodnika słynącego z ambitnej postawy biorę za dobrą monetę.
- Dla mnie nie ma porażek ani remisów. Zawsze wychodzi się na boisko po zwycięstwo i to się we mnie nigdy nie zmieni. Nigdy też nie kalkuluję, dlatego w mojej drużynie nie będzie minimalizmu. A pójście na ekstraklasową Odrę to jest moje marzenie. Podobnie granie ligę wyżej z MKS-em byłoby spełnieniem małego marzenia zawodowego.
Ogląda pan mistrzostwa świata? Co może dla siebie i dla drużyny wziąć pan z najwyższej piłkarskiej półki?
- Pada w mundialu dużo bramek, co wynika z jakości zawodników. Poziom zaawansowania technicznego poszybował tak niebotycznie wysoko, że - co było widać w meczu Francji z Hiszpanią - gdy zdarza się niecelne podanie przez środek, cały stadion aż wyje „z bólu”. Nieprzypadkowo też Maroko, Senegal, czy Paragwaj zachodzą tak daleko; poziom piłkarski na świecie mocno poszedł w górę. A jako trener? Na pewno zwróciłem uwagę, jak bardzo mocno broni się dziś własnego pola karnego. Jak wszyscy - od napastnika po bramkarza - są zaangażowani w grę.
To będzie fundamentem gry pana podopiecznych w tym sezonie?
- Chciałbym wrócić do tego sezonu, gdy w rundzie straciliśmy tylko pięć bramek. To był fenomen, bo już w zeszłym sezonie tych straconych goli było... dużo za dużo. Oczywiście nie lubię, gdy moja drużyna okopuje się we własnym polu karnym i szuka jednej okazji do kontry. Dążę natomiast do dobrej obrony przed własną bramką. Byśmy jak najszybciej i bardzo wysoko odbierali piłkę i natychmiast ruszali z ofensywą na przeciwnika; Atak jest najlepszą obroną!
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Łukasz Ganowicz
