Charakterne chłopaki
Rozmowa z Jackiem Nawrockim, trenerem mistrzów Europy do lat 18
Mistrzowie Europy wraz ze sztabem szkoleniowym w pełnej krasie. Z prawej klęczący trener Jacek Nawrocki. Fot. CEV
Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Spale uchodzi za elitarną, ale usłyszałem też taką opinię, że z chwilą pańskiego powrotu do niej praca zyskała inną jakość.
– Trochę jestem tym zaskoczony, bo szkoła od lat jest przecież efektywna. Niemniej, z chwilą mojego powrotu do niej, pragnąłem wykorzystać swoje doświadczenie oraz narzucić takie standardy, by praca była miła, przyjemna, ale zarazem przynosiła wymierne efekty. Codzienność wcale nie jest taka różowa, bo przecież chłopaki muszą wykonać żmudną i, nie owijamy w bawełnę, nudną pracę. Cieszymy się, że metody, które stosujemy, docierają do młodzieży. A to wcale nie jest takie oczywiste, bo w dzisiejszych czasach nie jest łatwo przekonać chłopaków, by całkowicie się poświecili sportowi. Nam się to udaje, o czym świadczą medale kadetów, wicemistrzostwo świata w poprzednim roku oraz teraz mistrzostwo Europy.
W czym tkwi tajemnica sukcesu?
– We właściwej selekcji. Czasami decydujemy się na chłopaków, którzy rokują nadzieję na przyszłość i jesteśmy przygotowani na pracę długofalową z myślą w grze w lidze oraz w reprezentacji młodzieżowej, a w dalszej perspektywie także seniorów.
Czy przed mistrzostwami Europy pański zespół był postrzegany jako faworyt?
– Nie było faworyta, bo to był pierwszy turniej dla roczników 2009 i młodszych. Światowe władze siatkarskie dokonały zmian kategorii wiekowych i dlatego rocznikowi 2008 „uciekły” dwa turnieje. Trudno było zorientować się w sile poszczególnych reprezentacji, choć oczywiście wiedzieliśmy, kto jest mocny. Graliśmy mecze towarzyskie z Hiszpanią, a tuż przed zawodami z Włochami. Mieliśmy prawo czuć się mocni, ale przecież wspomniani Włosi czy niezwykle silni fizycznie Bułgarzy również myśleli o złocie. Chłopaki pokazali jednak niezwykły charakter i wytrzymali presję. Z satysfakcją patrzyłem, jak z meczu na mecz byli coraz bardziej zmotywowani. Siła mentalna była po naszej stronie. W tej drużynie miałem dwóch zawodników, którzy w poprzednim sezonie z dwa lata starszymi kolegami wywalczyli wicemistrzostwo świata. Ponadto miałem kolejnych dwóch, którzy uczestniczyli w całym okresie przygotowawczym. Tak więc doświadczenie z naszej strony było spore.
Najtrudniejszy mecz w turnieju?
– Zdecydowanie półfinałowy z Bułgarią (Polacy wygrali 3:2 – przyp. red.), bo od strony fizycznej ekipa z Bałkanów była porównywana z seniorami. Bułgarzy imponowali blokiem, ale potrafiliśmy im dorównać.
Jakie są perspektywy przed tymi chłopakami?
– Już w sierpniu rozpoczynamy przygotowania do eliminacji mistrzostw Europy oraz mistrzostw świata juniorów. Ta drużyna potencjał ma ogromny i jestem przekonany, że nadejdą kolejne sukcesy, ale pod warunkiem, że zespół nie zostanie „rozebrany” przez reprezentacje z wyższych kategorii wiekowych. Oczywiście, nie ma się na to co oburzać, bo o to chodzi, by w reprezentacjach grali najlepsi, ale mnie wówczas przyjdzie sięgnąć po młodszych i przygotować ich do kolejnych wyzwań. Pragnę podkreślić, że nie szkolimy z myślą o konkretnym wyniku w określonej kategorii wiekowej, lecz z myślą o rozwoju zawodnika i perspektywie jego gry w reprezentacji seniorów.
W tej grupie ktoś szczególnie się wyróżnia?
– Wolałbym przedstawić wszystkich chłopaków, bo siła tkwi w zespole! Naszą dewizą jest to, by talenty poszczególnych graczy były na usługach zespołu – tak to postrzegam i cały czas wbijam im to do głowy. Zacznijmy zatem od rozgrywających. Kuba Przybyłkowicz to absolutna przyszłość naszej siatkówki i już został zauważony przez trenera reprezentacji seniorów. Narzucił sobie presję, wytrzymał ją i poprowadził zespół do złota. Jego zmiennikiem był Wojtek Łobaczewski, którego zauważyłem w kadetach, gdy grał w Pile. Przyjmujący Bartek Fidyk to znakomita defensywa, duża świadomość i odpowiedzialność. Przez większość turnieju dźwigał ciężar gry i to mu się udawało. Z kolei Karol Lepert swoją niekonwencjonalną zagrywką w trudnych momentach dawał sygnał zespołowi do lepszej gry i miał wpływ na mental. Arek Wlazły jest w cieniu swojego ojca Mariusza, ale potrafił ten ciężar udźwignąć i był bardzo dobry w polu serwisowym oraz w przyjęciu. Adaś Małecki był przygotowany do pomocy, ale nie miał dużo sposobności do gry, bo jego koledzy spisywali się bez zarzutu. Adaś Potempa to z kolei najlepszy atakujący turnieju. Sparafrazuję zdanie Zdziśka Ambroziaka (niestety już nieżyjący były reprezentacyjny siatkarz i znakomity dziennikarz – przyp. red.): „Jeżeli nie mielibyśmy Adama, to trzeba byłoby go wymyślić”. Niesłychany talent o olbrzymiej sile ofensywnej! Jego zmiennikiem był Mateusz Oczko, potencjalny przyjmujący, ale to pokaże przyszłość. Ze środkowych Czarek Ślusarz miał już okazję grać w drużynie wicemistrzów świata, kiedy był o dwa lata młodszy od kolegów. Jeden z najzdolniejszych na tej pozycji. Marcel Biernikowicz to z kolei... trzy w jednym, bo spełniał rolę przyjmującego, atakującego i środkowego; niezwykle wszechstronny zawodnik. Kewin Posłuszny ma urozmaiconą zagrywkę i w kilku meczach nam nią pomógł. Alan Otak trafił do zespołu jako transfer medyczny, bo Mikołaj Pachura na ostatnim treningu przed turniejem doznał kontuzji stopy. Obaj libero, Łukasz Małek i Kacper Wiśniewski, świetnie się uzupełniali i również pokazali się z jak najlepszej strony. Nie byłoby tego sukcesu bez sztabu profesjonalistów, którzy pracują na rzecz zespołu i z którymi mam okazję współpracować.
Czyli możemy być spokojni o przyszłość naszej siatkówki?
– Oj, tak! W opinii publicznej panuje przekonanie, że seniorska reprezentacja jest skazana na sukces i teraz powoli przenosi się to na młodsze kategorie wiekowe. Chcemy osiągać sukcesy, ale cały czas musimy patrzeć na doskonalenie młodych, utalentowanych chłopaków przez pryzmat dorosłej reprezentacji.
Rozmawiał Włodzimierz Sowiński
Jacek Nawrocki z sukcesami pracuje w SMS-ie w Spale. Fot. Mirosław Woźnik / Press Focus
