Cały ten hejt
CZADOBLOG - Paweł Czado
Rozśmiesza mnie święte oburzenie części świata po ostatnim zwycięstwie Argentyny z Egiptem. Spotkanie wywołało kontrowersje i emocje, choć – jak się okazuje – podejście do niego jest diametralnie różne. Argentyńczycy generalnie zdążyli już o nim zapomnieć, kolejne zwycięstwa są jedynie środkiem do celu, czyli obrony mistrzostwa. Nie ma sensu strzępić języka i toczyć spory, czy sprawiedliwość jest lub nie jest po naszej stronie. Zresztą pytanie o sprawiedliwość u części Albicelestes może budzić osłupienie. Ten naród wyznaje vivezę: specyficzną filozofię życiową gloryfikującą uliczny spryt, umiejętność radzenia sobie w niesprzyjających sytuacjach. Ręka boga Diego Maradony w meczu z Anglią w 1986 roku (czy Messi będzie miał okazję do powtórki?) to przejaw vivezy, a głośne wylewanie żali w obronie sprawiedliwości budzi nad La Platą jedynie co najwyżej pełne zdziwienia uniesienie brwi lub z trudem powstrzymywany śmiech. A cały ten hejt, który wylewa się na Argentynę z powodów prawdziwych i wyimaginowanych krzywd Egipcjan, budzi jedynie stłumiony śmiech i jest wodą na młyn dla Argentyńczyków. Pamiętacie, jak źle grali w 1990? Pamiętacie, jak to się skończyło? Pamiętacie, jak w półfinale podczas odgrywania hymnów włoski stadion buczał i gwizdał, a Maradona na to, co spotkało go w neapolskim domu, ostentacyjnie w gniewie wysyczał jedynie do kamery „hijos de puta”? Właśnie mieliśmy rocznicę tego sympatycznego wydarzenia. Hmm... Kto wie, czy to nie najsłynniejsze „skurwysyny” w dziejach futbolu? Na Argentyńczyków hejt nie działa demobilizująco, wręcz przeciwnie. Dlatego proszą o jeszcze. Warto o tym pamiętać.
