Byliśmy twardzi

Zwycięski ćwierćfinał Polaków. Ukraina walczyła, lecz była w stanie urwać tylko seta.

Ołeh Płotnicki napsuł naszym siatkarzom sporo krwi Fot. volleballworld.com

LIGA NARODÓW

Biało-czerwoni do Final Eight awansowali z 2. miejsca, ustępując jedynie niepokonanej Japonii. To oznaczało, że w walce o strefę medalową trafili na 7. po fazie grupowej Ukrainę. Byli zdecydowanymi faworytami, lecz musieli uważać. Ukraińcy pod okiem bardzo cenionego w naszym kraju Raula Lozano - Argentyńczyk doprowadził Polaków do wicemistrzostwa świata w 2006 roku - z roku na rok robią postępy. 

Marsz w górę

Przed rokiem debiutowali w Lidze Narodów, zajmując 9. pozycję, a teraz zakwalifikowali się do finałowej rozgrywki i liczyli na sprawienie niespodzianki. - Polaków nie da się niczym zaskoczyć, ale można z nimi nawiązać walkę. Polska to niezwykle doświadczony zespół, który nie wybacza najmniejszych błędów. Musimy zagrać bardzo czysto, a jednocześnie nie bać się ryzyka w najważniejszych momentach spotkania – tłumaczył w rozmowie z ukraińskimi mediami Ołeh Płotnicki, lider ekipy za naszej wschodniej granicy.

Polacy, którzy do Ningbo przyjechali obronić wywalczone przed rokiem trofeum, nie zamierzali ryzykować i od razu chcieli pokazać rywalom, że nie mają czego szukać. – Nastawiliśmy się na trudne spotkanie. Każdy z ośmiu zespołów, które przystąpiły do Final Eight, chce zdobyć puchar. Tak naprawdę jeden mecz i nas nie ma. Nawet najsilniejsze ekipy muszą uważać – przekonywał Jakub Popiwczak, libero naszej drużyny.

Pod kontrolą

Biało-czerwoni zaczęli więc mocno. Wilfredo Leon, Bartłomiej Bołądź i Tomasz Fornal nie mylili się w ataku. Nasi siatkarze kłopoty mieli jedynie w polu serwisowym; seryjnie psuli zagrywkę. Nie przeszkadzało im to jednak w kontrolowaniu przebiegu gry. Gdy ich prowadzenie wzrosło do 7 punktów, wydawało się, że emocji nie będzie. Tymczasem rywale konsekwentnie wznosili się na coraz wyższy poziom. Przede wszystkim zaczęli trafiać serwisem. Nawet tacy specjaliści od przyjęcia zagrywki jak Popiwczak i Fornal nie zawsze utrzymywali piłkę w grze. Najwięcej problemów sprawiali im Płotnicki i Dmytro Janczuk. Bardzo dobrą zmianę dał też Witalij Tupczij. Ukraińcy pierwszą partię przegrali, ale dobrą końcówką się napędzili i kolejny set nieoczekiwanie wygrali. – Nie byliśmy odpowiednio skoncentrowali, nie skończyliśmy czterech, czy pięciu kontr, nie serwowaliśmy tak jak w pierwszej partii i tak się to skończyło – podsumował przegrany set Nikola Grbić, trener naszej kadry.

„Kat” Bołądź

Siła Polaków jest jednak ogromna. W końcu rok w rok zdobywają medale największych imprez, a przecież nie zawsze są w najwyższej formie. Po prostu są światową potęgą, a ponadprzeciętne umiejętności pozwalają im wychodzić z największych kłopotów. Przetrzymali napór Ukraińców, którzy, gdy zmęczenie narosło, stracili precyzję. A za każde zawahanie, za każdą nawet najmniejszą niedokładność, od razu byli karceni. W roli „kata” zwykle występował Bołądź, który od dłuższego czasu imponuje formą. – Nie było łatwo, ale byliśmy twardzi. Przetrzymaliśmy ich dobrą grę. W trzecim secie ich złamaliśmy – stwierdził Popiwczak.

W półfinale w sobotę (godz. 9.00) Polacy zmierzą się ze Słoweńcami, którzy pokonali Turków 3:0.  

(mic)

◼ Polska – Ukraina 3:1 (25:22, 22:25, 25:20, 25:17)

POLSKA: Komenda (3), Leon (16), Jakubiszak (6), Bołądź (24), Fornal (8), Lemański (7), Popiwczak (libero) oraz Śliwka, Szalpuk (2), K. Semeniuk (4), Sasak (1), Firlej. Trener Nikola GRBIĆ.
UKRAINA:
Szczytkow, Płotnicki (8), J. Semeniuk (10), Tonkonoh (5), Janczuk (12), Szczurow (5), Pampuszko (libero) oraz Kisiluk, Boiko (libero), Kowalow (4), Tupczij (13), Synycia (3). Trener Raul LOZANO.

Sędziowali: Danny Francisco Cespedes Lassi (Dominikana) i Sinisa Ovuka (Bośnia i Hercegowina). Widzów 3491.

Przebieg meczu
I: 10:6, 15:11, 20:13, 25:22.
II:
9:10, 14:15, 19:20, 22:25.
III: 10:9, 15:13, 20:17, 25:20.
IV: 10:5, 15:8, 20:14, 25:17.
Bohater – Bartłomiej BOŁĄDŹ.

 

POWIEDZIELI

Bartłomiej BOŁĄDŹ: - To był bardzo trudny mecz. Ukraina zaprezentowała się bardzo dobrze i potwierdziła, że z roku na rok robi postępy. W tym sezonie pokazała się z dobrej strony, wygrała kilka meczów z czołowymi zespołami, ale najważniejsze, że zwyciężyliśmy. Mam nadzieję, że w półfinale zagramy lepiej, bo nie pokazaliśmy naszego najwyższego poziomu.

 Marcin KOMENDA: - Spodziewałem się trudnego spotkania, bo Ukraińcy w ostatnich latach zrobili ogromne postępy. Są bardzo mocni w ofensywie, ataku i na zagrywce, co potwierdzili przeciwko nam. Duży szacunek do nich. Musieliśmy się sporo namęczyć, by z nimi wygrać. Możemy być z siebie zadowoleni. W wielu momentach zaprezentowaliśmy dobrą siatkówkę, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów. Pokazaliśmy, że jesteśmy w dobrej formie.

Tomasz FORNAL: - Najważniejsze, że wygraliśmy. Wydaje mi się, że byliśmy trochę nerwowi na początku meczu, ale najważniejsze, że dobrze się skończyło. Awansowaliśmy do półfinału, a zwycięzców się nie ocenia. Sport ma to do siebie, że wszystko może się wydarzyć. Widać to było po środowych meczach, kiedy Japonia męczyła się z teoretycznie najsłabszymi Chinami, czy Słoweńcy z Turkami. Nie da się przed spotkaniem ocenić, że któraś drużyna na 100 procent wygra. Taki jest sport i trzeba się przygotować na to, że mogą być cięższe i lepsze chwile. Nie zawsze idzie jak z płatka.

Jurij SEMENIUK: - Mimo porażki, jestem dumy z tego, jak graliśmy. Robiliśmy wszystko, by przeciwstawić się Polsce, by nawiązać z nią walkę, a to przecież jedna z najlepszych drużyn na świecie. Zostawiliśmy masę sił na parkiecie. Niestety, to wystarczyło tylko na wygranie jednego seta.

 

Show Hanesa

Włosi, mistrzowie świata i finaliści poprzedniej edycji Ligi Narodów, bieżącą zakończyli na ćwierćfinale. W walce o czwórkę przegrali z USA, co zaskoczeniem nie jest, bo to zespół ze światowej czołówki, jednak rozmiary porażki i przebieg gry były już jednak niespodzianką. Amerykanie zaprezentowali się kapitalnie. Zaserwowali aż 14 asów, co na tym poziomie jest wynikiem niespotykanym. Brylował Jake Hanes. Potężny atakujący – mierzy 212 cm – przy czterech błędach miał aż sześć asów serwisowych. To on pozbawił Włochów złudzeń. W trzecim secie, gdy mistrzowie świata łapali rytm i prowadzili 15:10, popisał się serią zagrywek, które odwróciły wynik. Amerykanie wygrywali 16:15, morale Włochów runęło i mecz zamknął się w trzech partiach.W półfinale Amerykanie zagrają z Japonią, która odprawiła Chiny 3:1.

 

Włochy – USA 0:3 (22:25, 21:25, 21:25)

WŁOCHY: Giannelli (1), Bottolo (14), Mati (40, Romano (16), Lavia (2), Sanguinetti (7), Balaso (libero) oraz Sbertoli, Laurenzano (libero), Sani, L. Porro (3). Trener Ferdinando DE GIORGI.

USA: Christenson (2), Champlin (10), McHenry (2), Hanes (21), Anderson (15), Averill (5), Shoji (libero) oraz Jendryk (1), Robinson, Ma’a, Hantke. Trener Karch KIRALY.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się