Byk Ozzy i inne zaskoczenia
Słyszysz Alexander Stadium - myślisz Stadion Śląski za dwa lata...
Tłoku na trybunach może rzeczywiście nie było, ale taki widok to wyjątek... Fot. PAP/EPA
Kazimierz Mochlinski z Birmingham
Tym razem pogoda dopisała. Może w połowie 2028 roku tak ciepło i słonecznie nie będzie, ale następne mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce na Stadionie Śląskim w Chorzowie mają szansę być mocniejszym przeżyciem niż tegoroczne na Alexander Stadium w Birmingham.
Prestiż ucierpiał
Oczywiście, tak wielka impreza będzie pamiętana głównie ze względu na poziom rywalizacji na bieżni, skoczni czy rzutni, bo walka o medale była ekscytująca i zostawiła po sobie wiele pozytywnych wrażeń, ale już doświadczenia kibiców na trybunach raczej do historii nie przejdą, bo arena lekkoatletycznych wyczynów tym razem zdecydowanie nie pasowała do prestiżu imprezy. Alexander Stadium jest popularnym lokalnym obiektem na zawody klubowe, może nawet na mistrzostwa krajowe, ale trzeba niestety stwierdzić, że nie nadaje się na wielkie międzynarodowe wydarzenia.
Nie wygląda najpiękniej, zwłaszcza z otwartymi tymczasowymi trybunami po przeciwległych stronach stadionu. Nawet z dodatkowymi konstrukcjami pojemność Alexander Stadium sięga 23000 miejsc siedzących - bez porównania ze Stadionem Śląskim, który może pomieścić 54378 widzów na krzesełkach pod dachem.
Lekkoatleci przybywający do Chorzowa mogą mieć uzasadnione nadzieje na rekordowe czasy, natomiast bieżnia w Birmingham jest przez sportowców uważana za wyjątkowo wolną, o czym mogą świadczyć uzyskane czasy, na ogół gorsze niż na podobnych stadionach Europy.
To wszystko jednak nie tłumaczy wyjątkowego zjawiska cechującego te mistrzostwa, jakim była mało imponująca liczba widzów przez większość siedmiodniowych zawodów. Nawet na zawsze uwielbianych finałach sprinterskich - z brytyjskimi sukcesami! - trybuny wypełnione były tylko w połowie.
Drogo i nieporęcznie
Częściowym wytłumaczeniem mogą być ceny biletów, nawet 150 funtów za miejsce z... dosyć dobrym widokiem. Jest to średnio 50% więcej niż wstęp na mecze w angielskiej ekstraklasie piłki nożnej, a chodzi o standardowe wejściówki - nie vipowskie i bez jakichś dodatków. Co prawda na ME 2026 głośno i szeroko reklamowano bilety po... 26 funtów, ale liczba tanich miejsc była minimalna i wejściówki prędko znikły, podobnie jak „Bilety Mondo” za 6,31 funta - dla uczczenia tegorocznego rekordu świata Armanda Duplantisa w skoku o tyczce - właśnie 6,31 metra.
Najtańsze wejściówki były tylko dla dzieci - osoby dorosłe musiały płacić większe kwoty, a gdy wyprzedały się bilety o nie najwyższych cenach, to pozostawały tylko drogie możliwości - bez zniżki nawet dla młodzieży - więc rodzina składająca się z ojca, matki i dwójki dzieci musiałaby zapłacić aż 600 funtów za całą czwórkę...
Wyjątków nie było
To może niewiarygodne, ale takie warunki stawiane były nawet sportowcom-uczestnikom mistrzostw! Gdy chcieli zaprosić rodzinę lub znajomych, to liczba miejsc była nieograniczona, ale nie za darmo i bez jakichkolwiek zniżek. Co jeszcze bardziej zaskakujące - to samo dotyczyło trenerów. Wyłącznie oficjalni szkoleniowcy narodowych związków lekkiej atletyki otrzymywali akredytacje. Inni trenerzy najczęściej musieli zapłacić, żeby na stadionie pomagać podopiecznym. Nic dziwnego, że większość ekip zaprotestowała, nawet - wcale nie najciszej - ekipa gospodarzy.
Poza tym nawet oficjalne akredytacje nie wystarczały do uniknięcia trudności z dostaniem się na zawody. Alexander Stadium znajduje się tuż obok jednej z głównych autostrad Wielkiej Brytanii, więc jest nań bardzo łatwy dojazd dla samochodów, ale organizatorzy wyznaczyli strefę w okolicach obiektu z... zakazem wjazdu. Wraz z władzami miejskimi zabronili parkowania nie tylko w najbliższej okolicy stadionu. Parking był wyznaczony na tyle daleko, że potrzebny był... 45-minutowy spacer, by dotrzeć na zawody, a od najbliższej stacji kolejowej przechadzka zabierała „tylko” 25 minut. Na Alexander Stadium jeździły autobusy, ale bilety trzeba było zamawiać wcześniej, oczywiście za dodatkowe koszta. Kiedy okazało się, że autostradę w zeszłym tygodniu zamknięto właśnie przy zjeździe na stadion, wielu miłośników sportu zrezygnowało...
Stracił Londyn?
Zaszokowało to międzynarodowe władze lekkiej atletyki, pamiętające około 40-tysięczną frekwencję na każdej sesji ME dwa lata temu w Rzymie oraz wyprzedanie w Londynie wszystkich 60000 miejsc każdego ranka i wieczoru na mistrzostwach świata w 2017, jak i na corocznej Diamentowej Lidze.
Dzieje się to w bardzo istotnej chwili, kiedy decyduje się, które miasto będzie gospodarzem MŚ w 2029 roku, a Londyn jest czołowym kandydatem. Brytyjska stolica zawsze jest chętnie odwiedzana, ale organizacja imprezy w Birmingham zaniepokoiła wielu obecnych.
Do tej pory myślano, że największym problemem lekkiej atletyki na Wyspach Brytyjskich był brak odpowiednich stadionów - to powód, dla którego w Birmingham odbyły się pierwsze w historii ME w Zjednoczonym Królestwie, w którym piłka nożna dominuje niepodzielnie. Bieżnia i infrastruktura stadionu olimpijskiego w Londynie (igrzyska w 2012.) przetrwały i były areną MŚ w lekkiej atletyce 9 lat temu tylko dlatego, że West Ham United zgodził się na użytkowanie obiektu w takich warunkach, a na przykład Manchester City nie przyjął podobnej umowy na swój stadion.
City of Manchester Stadium został wybudowany na Igrzyska Wspólnoty Brytyjskiej w 2002 roku, gościł ceremonie otwarcia i zamknięcia oraz właśnie lekką atletykę. Natychmiast po zakończeniu tamtej imprezy, rozpoczęła się przebudowa, by zlikwidować bieżnię i przemienić obiekt na wyłącznie futbolowy, na który Obywatele wkrótce się wprowadzili.
Gdy kolejne takie igrzyska odbyły się Glasgow w 2014 roku, na szkockim narodowym stadionie piłki nożnej Hampden Park położono tymczasową bieżnię, wszystko po to, by jak najwięcej chętnych mogło podziwiać najszybszego wtedy człowieka globu, Usaina Bolta.
Brytyjczycy i Norweg
Birmingham nie dorównał żadnej wcześniejszej brytyjskiej lokalizacji, ale sportowe widowisko było wspaniałe. Amy Hunt została nową angielską bohaterką z dubletem na 100 i 200 metrów, a Matthew Hudson-Smith wygrał 400 m na tle trybuny jego imienia.
Alexander Stadium jest siedzibą klubu Birchfield Harriers, w którym Hudson-Smith biega od 20 lat. Dobrze się stało, że właśnie w tym miejscu dorównał francuskiemu sprinterowi, Christophe'owi Lemaitre'owi w rekordowej liczbie 8 medali mistrzostw Europy, choć „tylko” 6 z nich to złote.
Osiem to jeden krążek mniej od nowego rekordu Norwega, Jakoba Ingebrigtsena, którego powrót po długotrwałej kontuzji był niesamowity – wygrał 15. wyścig z rzędu na ME, w hali i na stadionie, jest niepokonany w kontynentalnym czempionacie od 2019 roku.
Hołd dla Black Sabbath
Głównie za powyższe historyczne odnośniki Birmingham '26 będzie mile wspominany, lecz nie tylko za to. ME 2026 będą pamiętane dzięki... bykom. To zwierzę było/jest symbolem oraz maskotką tej imprezy, stadionu i miasta. W wielu miejscach są byki jako lokalne ozdoby. Miasto zawdzięcza to zmarłemu w ubiegłym roku piosenkarzowi, Ozzy'emu Osborne'owi z grupy Black Sabbath, który stąd pochodził. Na Alexander Stadium występował w otwarciu i zamknięciu IWB '22 r. razem z wielkim zmechanizowanym bykiem. To połączenie okazało się nie do zapomnienia.
Tamten byk miał być po imprezie zlikwidowany, ale został... pokochany. Zlitowano się nad nim i przetrwał w największej hali głównego dworca kolejowego, Birmingham New Street. Imię tego byka to oczywiście Ozzy. Po śmierci muzyka ta słynna rzeźba stanowi hołd miasta dla Black Sabbath, ale nie tylko ta, bo w całym Birmingham jest bardzo wiele symboli tego zwierzęcia - chociażby fajny byczek witający kibiców przy wejściu na Alexander Stadium.
Kochajcie dziennikarzy
Ta nazwa stadionu to też hołd dla dziennikarza sportowego. Alec Alexander żył 100 lat temu i działał też w klubie Birchfield Harriers. W jego fachu takie uznanie jest raczej rzadkie. Na przykład mityczna Maracana w Rio de Janeiro zgubiła nazwisko żurnalisty...
Oficjalna nazwa Maracany to Estadio Jornalista Mario Filho, lecz nikt już tego nie używa. Mario Filho to brazylijski dziennikarz i felietonista sportowy, który od samego początku popierał projekt budowy stadionu, a dzięki dużemu zaangażowaniu w jego budowępozyskał nawet przydomek Maracana. Mało kto dziś o tym pamięta, więc niezwykłe jest utrzymanie się historycznej nazwy Alexander Stadium.
Oczywiście nie musimy w Polsce mieć kompleksów, bo Stadion Śląski też jest mityczny i z rosnącą sławą lekkoatletyczną. Jest piękniejszy i z szybszą bieżnią niż Alexander Stadium, więc można prawie gwarantować wielkie wydarzenie sportowe za 2 lata - w dodatku lepsze w odbiorze dla wszystkich obecnych na zawodach. Dobrze by było, żeby jeszcze dopisała pogoda, kiedy Stary Kontynent będzie skupiony na Królowej Sportu w Kotle Czarownic.
