Być jak Stanisław Oślizło
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Jednym w tym tygodniu poszło lepiej, innym gorzej. Wszystko i tak będzie się rozstrzygało w przyszłym tygodniu, kiedy dowiemy się, kto awansował, a kto nie. Trzymamy kciuki za nasze drużyny.
W poniedziałek przed meczem Zabrzan w Stambule, jadąc z olbrzymiego lotniska usytuowanego w europejskiej części 15-milionowej metropolii do Kadikoy, już w azjatyckiej dzielnicy, gdzie siedzibę ma F. Bahce, jak pisze się o klubie w tureckich mediach, w wiozącym nas busie siedziałem obok nie byle kogo, bo samego Stanisława Oślizły. Były wieloletni kapitan i Górnika, i reprezentacji Polski trzyma się znakomicie, choć w listopadzie skończy 89 lat! Krzepa, rześkość umysłu, świetnie ubrany i przygotowany do rozmowy na każdą okazję. Daj Boże, żeby każdy z nas mógł dożyć jego wieku i jeździć po Europie ze swoim klubem.
Pan Stanisław wspominał, jak w latach 60. gościł nad Bosforem. Było to w meczu kadry. W 1964 roku na stadionie Besiktasu Biało-czerwoni wygrali 3:2 po bramkach napastników Górnika, Ernesta Pohla i Włodzimierza Lubańskiego oraz Jana Banasia, który potem z Polonii Bytom też przeszedł do klubu z Zabrza. Mówił, jak wtedy było w Turcji i dziwił się, jak wszystko wygląda teraz, gdzie wszystko zabudowane, wieżowce, a nowoczesność, jak na olbrzymim lotnisku w Stambule – jednym z największych na świecie (drugie w Europie po Londynie) – miesza się z tym, co jest po drugiej stronie Bosforu, gdzie już jest przecież azjatycka część i gdzie swoje doświadczenia zebrali brutalnie potraktowani przez miejscową policję kibice z Zabrza, a przynajmniej ich część.
Pan Stanisław wspominał, jak przywiózł sobie wtedy do Polski, gdzie w czasach PRL nie tylko półki w sklepach świeciły pustkami i generalnie niewiele było, skórzaną kurtkę, w której chodził potem przez lata i bardzo lubił. Przy takich zagranicznych wojażach zawodnicy pokątnie wtedy handlowali, sprzedając przykładowo kryształy, a kupując, co się opłaca, jak w Turcji tekstylia. To się akurat przez lata nie zmienia, bo tamtejsze wyroby odzieżowe to marka sama w sobie, a cena mocno konkurencyjna.
Wracając do piłki, należy wspomnieć, że pan Stanisław jest jedynym strzelcem gola dla polskiego klubu w finale europejskiego pucharu, co miało miejsce 29 kwietnia 1970 roku w przegranym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City na wiedeńskim Praterze. Trafił wtedy na 1:2, ustalając wynik.
Oby piłkarze naszych klubów, już nawet nie piszę Polacy, bo przykładowo w Górniku w wyjściowym składzie na mecz z Fenerbahce było ich… dwóch (u rywala w podstawie zagrało czterech Turków), wzięli przykład z sędziwego Stanisława Oślizły! Lata mijają, a on wciąż wspiera swój kochany klub, z którym zdobył osiem tytułów mistrza kraju i sześć pucharów, jeżdżąc z nim i wspierając, gdzie się da.
Stanisław Oślizło w listopadzie skończy 89 lata. Trzyma się znakomicie, wojażując po Europie i nie tylko. Fot. Michał Zichlarz
