Business is business

Można już podsumowywać ten niezwykły turniej. Zyski liczy nie tylko FIFA!

Money, money, money – dominuje za Atlantykiem. Liczy się przede wszystkim kasa, zysk, ale czy tak jest tylko za Atlantykiem?

Trudne liczenie

Mecze na 16 stadionach w Stanach, Meksyku i Kanadzie cieszyły się rekordowym zainteresowaniem. Średnia na spotkanie to ponad 65 tys. widzów. Przebije rekord z 1994 roku, też z amerykańskiego mundialu, gdy średnia wyniosła 64 tys. O tyle jest łatwiej, że w Stanach turniej odbywa się na wielkich i wspaniałych stadionach do futbolu amerykańskiego, który tutaj rządzi i będzie rządził jeszcze długo.

Wpływy z biletów, ze sprzedaży gadżetów wędrują do kabzy organizatorów, czyli FIFA. Zarabiają też oczywiście ci, u których event się odbywa. W programie „The Athletic FC: Daily Cup”, subskrybowany kanał „New York Times”, dziennikarze zastanawiają się, jaki jest realny wpływ z organizacji mistrzostw przez poszczególne miasta? Przypomnijmy, na amerykańskim mundialu jest ich też szesnaście. Dziennikarze ostatecznie doszli do wniosku, że trudno faktycznie określić dokładne wpływy do budżetów miast czy regionów, gdzie mundial się odbywa.

Latynosi dominują na stadionach i w nowojorskich lokalach! Fot. Dominik Przybylo

Zyskali prywatni właściciele

Sprawę od strony zakwaterowania postarał się podsumować „Financial Times”. Jeżeli obłożenie miejsc w hotelach miast, gdzie grano podczas MŚ w rzeczywistości… spadło w porównaniu z zeszłym rokiem, to rekordowe zyski zgarniają prywatni właściciele, którzy swoje kwatery umieścili w serwisie Airbnb (wyszukiwanie mieszkań, domów, apartamentów). Stosunek ceny obecnej do tej z poprzedniego roku to wzrost od 60 do aż 80 procent. To oczywiście wiąże się z rekordowymi przychodami. Widać więc, jak wnioskuje dziennik specjalizujący się w tematyce finansowej, kto zyskał najbardziej. Kibice z całego świata musieli gdzieś mieszkać, a z powodu wysokich cen w hotelach – przykładowo hotele dla dziennikarzy to koszt w granicach 300-400 dolarów za noc, a nierzadko więcej – wszyscy szukali alternatywnych rozwiązań. Ja znalazłem lokum – mieszkanie na Maspeth, na Queens w Nowym Jorku - za sto dolarów. Miejsce znakomite, wśród polskiej społeczności u państwa Witkowskich, gdzie czułem się jak w domu! Wyboru nie żałuję.  

„Warsaw ” i inne lokale

Zarabiają hotelarze, prywatni właściciele, ale też lokale, puby, bary, gdzie mecze są pokazywane. Z powodu odległości nie można codziennie bywać na stadionach, to fizycznie niemożliwe. Mnie udało się być na 10 spotkaniach na czterech stadionach, w New York/New Jersey na pięciu, w Bostonie na trzech i raz w Filadelfii oraz w Atlancie, gdzie już trzeba było lecieć samolotem, bo to przecież ponad 2 tys. kilometrów od Nowego Jorku.

Część spotkań, za podszeptem nowojorskiego groundhoppera Dominika Przybylo, oglądałem w miejscowych lokalach. – Chodź, poczujesz atmosferę mistrzostw! Na meczu Meksyk – Ekwador bezwzględnie musisz być na Jackson Heights na Queens! Kto wygra, ten przez cztery lata będzie tutaj rządził. To będzie ogień – tłumaczył Dominik, który zjeździł piłkarski świat, bo był na wszystkich mistrzostwach świata w XXI wieku z wyjątkiem tych w RPA (ja byłem).

Rzeczywiście lokale, które poleca, wypełnione są po brzegi! „Pig Beach”, „Zum Schneider Beer Hall”, „Beija Floor”, a także nasz lokal „Warsaw” w dzielnicy Greenpoint pękają w szwach. Wokół tego ostatniego - tablica pamiątkowa upamiętniająca Powstańców Warszawy 1944. Warte odwiedzenia miejsce. Na ścianie reklamy: „Warsaw – World Cup watch parties”. Przed lokalem tłumy, ale uwaga! – nie wszyscy mogą wejść. Czekasz w kilkudziesięciometrowej kolejce, za wjazd płacisz 10 dolarów (choć lokal „Warsaw” to free entry). Kiedy wiek budzi zastrzeżenie, to sprawdzają ID – dowód tożsamości, musisz mieć powyżej 21 lat. Na lewej ręce jedna opaska „over 21 age”, a na drugiej kolejna, że po „security check”. Sprawdzają, co wnosisz - ze względów bezpieczeństwa.

Chcą kibicować razem 

– Mistrzostwa świata to rzeczywiście dobry dla nas czas. Ludzie chcą oglądać mecze razem, kibicować w grupie, a to, że tutaj na Queens jest tylu Latynosów, Kolumbijczyków, Meksykanów, Ekwadorczyków, to jeszcze pomaga – uśmiecha się Jairo Presinal, menedżer lokalu „Pig Beach”, gdzie piwo kosztuje 7-8 dolarów.  

Pochodzący z Dominikany supervisor dodaje. – To też nie jest tak, że tłoczno jest teraz, bo jak ruszy liga futbolu amerykańskiego, to też jest zainteresowanie. Pokazujemy też inne mecze soccera – podkreśla.

Michał Zichlarz, Nowy Jork 

 Lokal „Warsaw” w dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku przygotował ofertę na czas mundialu. Fot. Michał Zichlarz  


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się