Burza i przeprosiny

Vuković się irytował, Siemieniec – wzruszał ramionami. Długo trwały dywagacje odnośnie tego, czy mecz Jagiellonii z Widzewem w ogóle się odbędzie.

Trochę więcej precyzji, a na Kajetana Szmyta moglibyśmy zacząć wołać „Puskas”. Fot. Weronika Morciszek/Press Focus

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Było czuć atmosferę dużego meczu – tak podsumował białostocką otoczkę trener Adrian Siemieniec po tym, gdy jego zawodnicy ograli słynnych szkockich Rangersów. – Zapracowaliśmy na małą przewagę i na Ibrox pojedziemy walczyć o awans ze zwycięstwem. Minimalnym, bo minimalnym – ale to zawsze zwycięstwo. Radość jest stonowana, bo za nami dopiero pierwsza połowa tej rywalizacji – nie podniecał się zbytnio ograniem bardziej rozpoznawalnego rywala Siemieniec.

Jak Salah i Puskas!

Do wygranej 2:1 walnie przyczynił się Kajetan Szmyt, który strzelił Szkotom dwa gole. – To mój pierwszy dublet na seniorskim poziomie, bo w ekstraklasie jeszcze takiego nie zdobyłem – mówił zadowolony 24-latek. – Cieszyłem się z tego dnia, bo wreszcie mogłem zadebiutować w europejskich pucharach. Wyszło dobrze. Mogliśmy strzelić więcej goli, ale mogliśmy też stracić, bo przeciwnik trafił w słupek. Myślę, że trzeba uszanować ten wynik – powiedział ofensywny pomocnik, który dołączył do Jagi zeszłej zimy.

Szmyt zresztą bliski był napisania niesamowitej historii. W drugiej połowie miał okazję na skompletowanie hat tricka, ale po zejściu z piłką do środka trafił w bramkarza. Gdyby go jednak pokonał, to – jak zauważyli szkoccy statystycy – byłby dopiero trzecim piłkarzem w dziejach, który strzelił Rangersom trzy gole w europejskich pucharach! Dołączyłby do duetu nie byle jakiego, bo wyczyn ten osiągnęli w przeszłości tylko dobrze dziś znany Mohamed Salah i absolutna legenda światowej piłki, Ferenc Puskas!

Informacja w autobusie

No ale przybierając ton trenera Siemieńca – trzeba zejść na ziemię. Teraz Jagiellonię czeka ligowy bój z Widzewem, który także odbędzie się w Białymstoku. Aczkolwiek słowo „odbędzie się” długo trwało w stanie zawieszenia, bo Jagiellonia wahała się, czy z Łodzianami grać, czy nie grać. Irytował się z tego powodu ich trener Aleksandar Vuković. – Mamy sparingpartnera, który też nie chce zostać na lodzie – mówił „Vuko”. – Jestem za tym, żeby polskim drużynom grającym w pucharach dać możliwość przełożenia meczu, ale z drugiej strony, my też żyjemy. Tak jak Zagłębie Lubin wie, że nie zagra, wypadałoby, żebyśmy też wiedzieli, że nie zagramy przynajmniej tydzień wcześniej, a nie dwa dni przed... Teoretycznie 24 godziny po swoim meczu mogą nas poinformować o przełożeniu, gdy będziemy już w autobusie do Białegostoku – skarżył się Vuković, co Siemieniec skwitował: – Może jakaś ludzka strona się odzywa, że to sprawa niewygodna, ale też mamy do tego prawo – stwierdził i dodał, że decyzję podejmą po meczu z Rangersami.

Czekamy na misia

I podjęli – grają. Jednocześnie obaj trenerzy wykazali się ogromną klasą, bo Siemieniec przeprosił Vukovicia za to, że z całej sprawy wywiązała się burza medialna. – W wypowiedzi trenera nie było żadnych ataków na Jagiellonię, tylko ocena przepisu. W mojej – było pełne zrozumienie stanowiska Widzewa – powiedział szkoleniowiec Jagi, a całość skomentował też „Vuko”. – Zostało to wykorzystane, aby wywołać burzę. Dowiedziałem się, że trener Siemieniec mnie przeprosił, choć wcale nie musiał. Ani przez chwilę nie miałem do niego pretensji – ocenił. No to teraz czekamy aż w niedzielę obaj panowie strzelą sobie przed meczem przyjaznego „misia”.

A Jagiellonia i tak przełożyła, tyle że mecz 4. kolejki z Pogonią. Zawczasu, ponad tydzień wcześniej.

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się