Bramkowe fajerwerki
LIGOWIEC - Michał Zichlarz
Co to ma wspólnego z ekstraklasą? Ano to, że w naszej lidze piłkarze biorą przykład z najlepszych, czyli z tych, których widzieliśmy na stadionach za oceanem w czerwcu i lipcu. Z pięciu rozegranych dotąd kolejek, w trzech średnia golina spotkanie wyniosła ponad 3,00. To cieszy, bo takie mecze chce się oglądać, chce się przychodzić na stadion, potem o czym pisać i co komentować. Lepiej jak jest 4:3, 3:2, 5:0 niż rozpisywać się o taktyce i analizować, jak przesuwają się poszczególne linie, w czym lubuje się wielu naszych „ekspertów”.
Tylko pierwsza kolejka była mizerna pod względem bramek, bo było ich 20 w 9 meczach. Potem było już o wiele lepiej. Co cieszy - na listę strzelców wpisują się też polscy gracze. Że warto postawić na rodzimych snajperów, pokazuje w ostatnich miesiącach Legia. Kiedy nie szło, zimą sprowadziła ze Znicza Rafała Adamskiego, który wie, jak zdobywać gole. Przeskok z I ligi do ekstraklasy nie przytłacza też Łukasza Zjawińskiego, który na razie jest najskuteczniejszym zawodnikiem lidera ekstraklasy. Obaj napastnicy odpowiadają za prawie 50 procent goli Wojskowych. Tak trzymać!
Swoje robią też Karol Czubak czy Mariusz Stępiński. Chwała też trenerowi Rafałowi Górakowi, że foruje takich młodych chłopaków, jak Jakub Kokosiński, który w niedzielę zdobył premierowego gola w ekstraklasie. Przed kilkoma dniami widzieliśmy na Górnym Śląsku plejadę takich młodych, 18-, 19-letnich graczy w AS Monaco. Też trzeba iść tą drogą i dawać szanse swoim. Wolę to, niż ekscytowanie się tym, ile bramek w tym sezonie strzelą dla Górnika jego zagraniczni napastnicy: Erik Prekop, Sondre Liseth czy Janis Antiste. Zamiast obcojęzycznych wynalazków, wielu naszych dyrektorów sportowych i właścicieli powinno wziąć się do prawdziwej roboty i do poszukiwania perełek na naszym rynku, a nie za granicą czy w... sieci!
