Bramka wyczarowana
Lamine Diaby-Fadiga został bohaterem Rakowa. Po faulu na nim Hajduk grał w osłabieniu, a pod koniec meczu częstochowski napastnik strzelił pięknego gola!
Medaliki mają w składzie talizman, to Lamine Diaby-Fadiga (przy piłce). Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
Hajduk Split w bieżącej edycji pucharów nie był drużyną nieomylną. Przegrywał na wyjeździe 1:2 z MSK Żylina i 0:4 z Pafos FC w ramach eliminacji Ligi Europy. Ten ostatni mecz sprawił zresztą, że drużyna spadła do Ligi Konferencji. Gdy jednak występowała przed własną publicznością, była szalenie skuteczna. Z Żyliną i Pafos w Splicie wygrywała 2:0. W poprzedniej rundzie eliminacji, grając w roli gospodarza, pokonała 4:0 wileński Żalgiris. Tym samym ekipa Gonzalo Garcii nie straciła u siebie ani jednego gola w tegorocznych międzynarodowych zmaganiach, co z pewnością mocno zastanawiało trenera Rakowa Dawida Kroczka. Musiał wymyślić sposób na pokonanie bramkarza Hajduka.
Niedługo się cieszyli
O tym, że zespół ze Splitu u siebie jest szalenie silny, Raków przekonał się stosunkowo szybko. Od pierwszych minut gospodarze potrafili stworzyć zagrożenie pod bramką Kacpra Trelowskiego. W końcu Hajduk trafił do siatki w 21 minucie. Przebojowy skrzydłowy Bamba idealnie dośrodkował do niepilnowanego napastnika Michele Sego. 26-latek, który w poprzednich dwóch meczach eliminacyjnych zdobył trzy gole, nie pomylił się i mocnym strzałem głową dał swojej drużynie prowadzenie. Szybko jednak okazało się, że Raków wynalazł pomysł na to, jak przerwać dobrą serię czystych kont u siebie Hajduka – załatwił go jego własną bronią. Erick Otieno dośrodkował, a strzałem głową Toniego Silicia zaskoczył Mahir Emreli.
Raków zaczął wyglądać dobrze, a pod koniec pierwszej połowy powinien zdobyć jeszcze jednego gola. Po strzale Oliwiera Kwiatkowskiego Silić odbił piłkę pod nogi niepilnowanego w polu karnym Michaela Ameyawa. Skrzydłowy szybko (może nawet za szybko) podjął decyzję o strzale i trafił tylko w słupek.
Cios po wyjściu z szatni
Był to sygnał, że Raków nie ma zamiaru zadowalać się remisem, że chce ruszyć do ataku. Problem w tym, że od razu po zmianie stron to Hajduk przejął inicjatywę i już w 47 minucie ponownie wyszedł na prowadzenie. Dalisson de Almeida oddał precyzyjny strzał sprzed pola karnego, zaskakując Trelowskiego. Co więcej, kilkadziesiąt sekund później mogło być już 3:1, bo bramkarz Rakowa popełnił fatalny błąd przy wyprowadzeniu piłki i podał do rywala. Miał szczęście, że Bamba oddał niecelny strzał, próbując go lobować.
Szok w końcówce
Wystrzałowy start drugiej połowy w wykonaniu Hajduka został wyhamowany w 55 minucie, gdy Adrion Pajaziti popełnił brutalny faul, atakując Lamine’a Diaby'ego-Fadigę w goleń. Sędzia Michal Ocenas nie miał żadnych wątpliwości i pokazał Albańczykowi czerwoną kartkę. Raków miał ponad pół godziny na to, żeby powalczyć o pozytywny rezultat. Przyjezdni zamknęli rywali w polu karnym. Za wszelką cenę próbowali odrobić jednobramkową stratę. Długo muru obronnego Hajduka nie udało się sforsować, ale w końcu Diaby-Fadiga w doliczonym czasie wyczarował coś z niczego. Jednym zwodem ograł rywala w polu karnym, po czym oddał pewny strzał, który zagwarantował Rakowowi remis! Medaliki na trudnym terenie pokazały charakter i są w dobrej pozycji przed rewanżem pod Jasną Górą.
Kacper Janoszka
IV runda eliminacji LK
◼ Hajduk Split – Raków Częstochowa 2:2 (1:1)
1:0 – Sego, 21 min (głową), 1:1 – Emreli, 27 min (głową), 2:1 – de Almeida, 47 min, 2:2 – Diaby-Fadiga, 90+5 min
HAJDUK: Silić – Sigur, Maresić, Raci, Hrgović (77. van Hoorenbeeck) – Pukstas, Pajaziti – Bamba (68. Sutalo), de Almeida (68. Melnjak), Soticek (61. del Moral) – Sego (77. Livaja). Trener Gonzalo GARCIA.
RAKÓW: Trelowski – Tudor (67. Brorsson), Racovitan, Svarnas (46. Debohi) – Ameyaw, Koczergin (74. Brusberg), Repka, Otieno (58. Jean Carlos) – Diaby-Fadiga, Emreli, Kwiatkowski (58. Pieńko). Trener Dawid KROCZEK.
Sędziował Michal Ocenas (Słowacja). Żółte kartki: Hrgović, de Almeida, del Moral – Otieno, Pieńko. Czerwona kartka Pajaziti (55. faul).
Rewanż – 27 sierpnia (czwartek) o 19 w Częstochowie.
Powrócił do Polski
Są w życiu rzeczy ważniejsze niż piłka nożna. Takim wydarzeniem są między innymi narodziny dziecka. Córka Patryka Makucha przyszła na świat w dniu wyjazdowego meczu z Hajdukiem Split, więc zawodnik spakował się i przed spotkaniem wyruszył na lotnisko, żeby zdążyć na samolot do Katowic. Wszystko po to, żeby przywitać na świecie nowego członka rodziny.
