Antidotum na bolączki
Co jest rozwiązaniem na problemy Ruchu? W tej chwili na pewno nie jest to Daniel Szczepan – i to nie my powiedzieliśmy to głośno.
Charakteru i oddania „Szczepkowi” odmówić nie można, ale czy to wystarczy? Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
RUCH CHORZÓW
Mamy problem ze zdobywaniem bramek – to jedna z pierwszych kwestii, jakie po meczu z Miedzią wypowiedział trener Niebieskich Waldemar Fornalik. - Wiadomo, że za nami dopiero dwa mecze i w tym kontekście nie ma jeszcze co dramatyzować, ale trzeba na tę sprawę spojrzeć w szerszym kontekście, a kontekst jest taki, że problem ciągnie się nie od dwóch tygodni, a co najmniej od dwóch kwartałów (a może i lat?).
Gra nieadekwatna
Ruch należy w tej chwili do wąskiego grona pierwszoligowców, którzy nie zdobyli jeszcze bramki. Nie było jednak tak, że omijały zespół wszelkie okazje. Te były przede wszystkim w Niecieczy, były też – choć w mniejszej skali – w niedzielę na Stadionie Śląskim. – Powiedzieliśmy sobie w szatni, że nasza gra jest nieadekwatna do posiadanej zdobyczy punktowej. Musimy być konsekwentni w tym, co robimy, a przede wszystkim zacząć zdobywać bramki, bo to one są istotą piłki nożnej – powtórzył tę kwestię Fornalik. – To są dopiero dwa mecze z bardzo mocnymi przeciwnikami. Jeśli w takich spotkaniach nie zdobywa się pierwszej bramki, to często się przegrywa – zauważył słusznie.
Diagnoza Fornalika
Faktycznie, można było odnieść wrażenie, że gdyby Abraham del Moral nie popełnił głupiego faulu, który nie dość, że sprokurował karnego (a więc i gola), to jeszcze zafundował mu czerwoną kartkę – to rywalizując 11 na 11 Ruch ugrałby chociaż remis. A może wepchnąłby też tę jedną jedyną bramkę... No ale czy byłby na boisku ktoś, kto potrafiłby wziąć się za to wepchnięcie?
– Gdybyśmy mieli blokadę, to przede wszystkim nie bylibyśmy w stanie tak układać i kontynuować naszej gry. Jesteśmy w stanie często nawet zdominować przeciwnika, ale w decydujących momentach – być może – jest jakiś element niepewności. Trudno to jednoznacznie nazwać – komentował Fornalik, szukając miejsca, gdzie leży problem. – Albo w głowach, albo w nogach. Być może antidotum jest proste – napastnik strzelający bramki. Daniel Szczepan posiada tę umiejętność, ale na tę chwilę... nie za bardzo mu to wychodzi – powiedział Fornalik, dosyć bezpośrednio krytykując (merytorycznie i trafnie) formę ulubieńca trybun.
Mało piłki w piłce
Stwierdzenie „nie za bardzo mu wychodzi” jest eufemizmem w klasycznej postaci. Trzeba byłoby bowiem przyznać wprost, że ze „Szczepka” ostatnio po prostu nie ma pożytku. Na palcach jednej ręki można zliczyć jego udane występy, odkąd wrócił do zdrowia po dłuższej kontuzji. W 12 spotkaniach minionej wiosny strzelił cztery gole, co nie jest złym dorobkiem, ale też nie rzuca na kolana, a pytanie też brzmi, ile sytuacji miał, a ich nie wykorzystał? Do ilu nie doszedł, a dojść powinien? W ilu swoim wyszkoleniem technicznym bardziej przeszkadzał niż pomagał? Szczepan walczy, haruje jak wół, przepycha się, zostawia na boisku zdrowie i (niebieskie) serce. Tego nie można mu odmówić. Problem w tym... że trochę mało u niego piłki w piłce, ale wiemy to przecież już od dawna – 31-letni już dziś zawodnik ma swoje atuty, ale ma też wady.
Czy w Chorzowie nie zatęsknią za Marko Kolarem?
Szukają napastnika
Nie może dziwić, że w Chorzowie rozglądają się za jeszcze jednym napastnikiem – bo prócz Szczepana w kadrze są tylko dwaj ściągnięci latem młodzieżowcy. Pytanie natomiast brzmi, czy z takimi, a nie innymi możliwościami, jakimi dysponuje Ruch, uda im się sprowadzić „dziewiątkę”, która faktycznie będzie regularna w tym, czego obecnie przy Cichej nie mają – w strzelaniu goli?
Piotr Tubacki
