Anglia, Ameryka, Górnik i… superpuchar
Rozmowa z Robertem Warzychą, 47-krotnym reprezentantem Polski, byłym zawodnikiem m.in. Górnika Zabrze, Evertonu i Columbus Crew
Anglia w półfinale zagra z Argentyną. Czy z racji gry na Wyspach darzy pan Synów Albionu szczególną sympatią?
- Tak. Sentyment do kraju, w którym się grało, nadal jest. W moim przypadku to i Anglia, i Węgry, gdzie też przecież występowałem.
W Evertonie w latach 1991-94 grał pan z kapitanem Davem Watsonem, kilkukrotnym reprezentantem Anglii. Grali w tej kadrze inni pańscy koledzy z boiska, jak obrońca Andy Hinchcliffe, napastnik Tony Cottee. Utrzymuje pan z nimi kontakt?
- Tam było jeszcze kilku reprezentantów z Wysp. Może nie z Anglii, ale z Walii świetny bramkarz Neville Southall czy szkocki napastnik Mo Johnston. To było ponad 30 lat temu, jeszcze nie było „cell phones”, czyli telefonów komórkowych. Nie wymieniano się numerami. Z biegiem czasu kontakty się pourywały, ale jak byłem trenerem w Columbus Crew, to w okresie przygotowawczym trafiliśmy na Wyspy Brytyjskie, dwa razy korzystając właśnie z obiektów Evertonu, a raz Blackburn Rovers. Spotkałem się wtedy z kolegami z boiska, którzy pracowali w akademii czy byli komentatorami.
Tony Cottee jest właśnie komentatorem piłkarskim...
- Był nawet przez pewien czas w Miami i wtedy się spotkaliśmy.
Kto jest pana faworytem meczu Anglia - Argentyna?
- Anglia z meczu na mecz gra solidniej. W ćwierćfinale zdominowała Norwegię. Dwie bramki zdobył Jude Bellingham, a nie tylko on potrafi strzelać, bo jest Harry Kane, są też inni. Na pewno trudny mecz przed Argentyną i można powiedzieć, że to taka powtórka z wcześniejszych mistrzostw świata, kiedy David Beckham zobaczył czerwoną kartkę (chodzi o 1/8 finału na MŚ 1998, kiedy Wyspiarze przegrali po karnych – przyp. red.). Dzięki temu jest więcej pikanterii i spodziewam się dobrego spotkania. Trener Thomas Tuchel zostawił w domu kilku starszych graczy, a wziął młodszych i jak widać Anglicy dobrze na tym wychodzą. Ktoś mówi, że Argentyna prześlizguje się przez kolejne fazy, ale to jest dobra drużyna.
Główni gospodarze, Amerykanie, skończyli na 1/8 finału, po wyraźnej porażce z Belgią. Chyba nie takie były oczekiwania?
- Nikt nie jest zadowolony z tego występu. Wyszli z grupy, przeszli jedną rundę, wygrywając z potencjalnie słabszą drużyną, która wyszła z trzeciego miejsca. To żaden sukces. Spodziewano się wiele więcej, choćby zatrudniając na stanowisku selekcjonera Mauricio Pochettino. Sukcesem byłby pewnie ćwierćfinał. Żyjemy w tym kraju i wiemy, że Amerykanie chcą być cały czas pierwsi i tak też jest w soccerze. Tutaj drugie miejsce to porażka. Taki wynik to rozczarowanie.
Anglicy tak samo chcą świętować po meczu z Argentyną. Od lewej: Harry Kane, Jude Bellingham i Morgan Rogers. Fot. PAP / EPA
Co możne pan, jako futbolowy praktyk, powiedzieć o samym turnieju?
- Największym problemem jest sędziowanie i VAR. Jeśli zostanie stworzona 30-centymetrowa linia, jak proponuje Arsene Wenger, gdy nie będzie decydował wysunięty paznokieć czy przykładowy włos; jeśli będzie się puszczało takie sytuacje, jeśli będzie decyzja na korzyść ofensywy – to będzie dobrze, bo wszyscy narzekają na małą liczbę goli. W futbolu amerykańskim zdobywa się po sto punktów, w innych dyscyplinach to samo, a w soccerze co to za wynik 1:0? Trzeba działać, żeby ofensywa miała więcej możliwości, trzeba puszczać grę z przodu, a nie hamować.
W czwartek, dzień po meczu Anglia - Argentyna, Górnik Zabrze zagra o Superpuchar Polski z Lechem w Poznaniu. Czy coś panu mówi data 22 lipca 1988?
- Jak się nie mylę, to w Górniku graliśmy wtedy w Piotrkowie Trybunalskim o Superpuchar...
Święto ludowe w czasach PRL-u, a Górnik wygrał z Lechem 2:1. Co pan z tego meczu pamięta?
- Chyba nawet przy jednej z bramek miałem asystę (oba gole dla Górnika zdobył wtedy Ryszard Cyroń – przyp. red.). Wtedy, można powiedzieć, dopiero raczkowałem... Mieliśmy dobrą drużynę, spodziewaliśmy się wygranej, choć Lech też dysponował solidnym składem.
To jedyny superpuchar Górnika w historii.
- Wow!
Śledzi pan teraz to, co się w Zabrzu dzieje?
- Oczywiście. Jak tam pracowałem kilkanaście lat temu jako trener (lata 2014-15 – przyp. red.), to Górnik był upolityczniony. Decydowała o wszystkim jedna osoba i nie dopuszczała innych. Przez to klub nie potrafił zrobić kroku dalej. Nie mogliśmy zrobić transferu, a jak odszedłem, to zrobiono ich… dwanaście. Bardzo się cieszę, że Lukas Podolski wszedł do Górnika i coś się ruszyło. Jest myśl, kogo sprowadzić i kogo sprzedać, jak przykładowo niedawno 17-letniego Dominika Sarapatę za 4 miliony euro. Górnik bazuje na promocji i sprzedaży zawodników i tak powinno być. Mam nadzieję, że poprawi się jeszcze akademia, szkolenie młodzieży, że zainwestuje się tam więcej pieniędzy i będzie jeszcze lepiej. Myślę, że Podolski i spółka wiedzą, jak to zrobić.
Rozmawiał Michał Zichlarz
ROBERT WARZYCHA
◼ Data urodzenia : 20 sierpnia 1963 r.◼ Miejsce urodzenia : Siemkowice
◼ Pozycja na boisku : pomocnik
◼ Kariera piłkarska : Budowlani Działoszyn, Warta Sieradz, Górnik Wałbrzych, Górnik Zabrze, Everton, Pesci MFC, Honved, Columbus Crew
◼ Kariera trenerska : Columbus Crew, Górnik Zabrze, Club Ohio (obecnie trener młodzieży)
◼ Reprezentacja : 47 meczów / 7 bramek
◼ Sukcesy: mistrzostwo Polski z Górnikiem (1988), Superpuchar Polski (1988), Puchar Węgier z Honvedem (1996), US Open Cup z Columbus (2002)
Robert Warzycha (z prawej) z Robertem Bogusiem, trenerem w akademii FC Dallas. Fot. archiwum Roberta Warzychy
