American dream Mariusza Barnaka (cz. 2)
Czy ubolewać nad tym, że Polacy tutaj już nie przyjeżdżają? Nie. Ameryka się kończy – mówi Mariusz Barnak, były kapitan Stali Mielec, który ponad dwieście razy wystąpił w ekstraklasie.
Na plaży Waikiki na Hawajach. Trzeci od lewej w pierwszym rzędzie były reprezentant Polski Jan Domarski. Za nim po prawej Mariusz Barnak. Fot. archiwum Mariusza Barnaka
AMERYKAŃSKA OPOWIEŚĆ (CZĘŚĆ 2)
Po tym, jak Mariusz Barnak przestał grać w swojej Stali Mielec w połowie lat 90., wyjechał na krótko za granicę. Był w niemieckim Bonner SC (wiosna 1996), gdzie grał z przeżywającym akurat gorszy okres Aleksandrem Kłakiem. To był trzeci poziom rozgrywkowy za Odrą. Kłak trafił stamtąd do belgijskiej Antwerpii, gdzie potem z powodzeniem przez kilka lat występował. Barnak, rocznik 1964. Były kapitan Stali grał potem w klubach niższego poziomu - w Unii Tarnów, Kamaksie Kańczuga, Siarce Tarnobrzeg. Była też ponownie Stal, ale to już po zapaści klubu, który występował wtedy – na początku XXI wieku – w ledwie czwartej lidze. Barnak był tam grającym trenerem.
Ściągnął go Domarski
– W któryś dzień spotkałem Rafała Domarskiego, syna Janka. Z Rafałem graliśmy razem w Stali. Pytał co u mnie słychać. Rozmawialiśmy w Rzeszowie, a ja grałem wtedy w Pogoni Leżajsk. Mówił, że tata jest w Stanach. Po krótkim czasie telefon. Dzwoni Janek Domarski i pyta o moje plany. „Słyszałem, że masz wizę do Stanów” – stwierdził. Miałem wizę, ale nie bardzo wiedziałem, czy jechać, czy jednak nie, bo nic konkretnego w tym akurat czasie nie planowałem. Z „Domarem” znałem się od lat 80., a wtedy zaproponował wyjazd. To było wiosną 2003 roku. Mówił, że jest u Polaka, który ma firmę i mnie zatrudni – opowiada nam Mariusz Barnak.
Tym biznesmenem był Michał Siwiec, który szefował też nowojorskiemu klubowi Polonia Greenpoint. Greenpoint na Brooklinie to szczególnie miejsce dla Polaków, bo to siedziba naszych rodaków przyjeżdżających zza Oceanu. Pełno tu polskich akcentów. Na Nassau Street jest szyld: „Specjalista chorób nóg/stóp. Dr Halina Semla-Pulaski”. Zaraz obok, na 115 Nassau St. „Medyk – Polska Przychodnia Specjalistyczna”. Są też inni specjaliści, jak „Marcin Muszyński – Adwokat imigracyjny/immigration Attorney”. Są polskie sklepy, polski język słychać na Greenponcie. W sklepie „DII” na Manhattan Av. spotykam panią Danutę. Zagaduję ją, ale nie bardzo chce rozmawiać. – Polaków tutaj coraz mniej, ale są – mówi i przeprasza, bo się śpieszy.
Narodowy etos Stanów Zjednoczonych
Barnak wylądował właśnie w takim miejscu. – Janek Domarski dał mi do telefonu Michała Siwca, z którym ustaliliśmy wszystkie warunki i poleciałem. To był czerwiec 2003 – opowiada.
Czy planował, że zostanie w Stanach Zjednoczonych? – Nie planowałem. Przyleciałem, a na lotnisku odebrał mnie Jasiu Domarski z szefem. Grałem w Polonii Greenpoint i pracowałem w budowlance, bo Michał Siwiec to właściciel dużej firmy – mówi.
Siwiec jest faktycznym spełnieniem American dream, czyli amerykańskiego marzenia. To narodowy etos Stanów Zjednoczonych wyrażający ideały demokracji, równości i wolności, na których budowano kraj i sposób życia. Często używany również w znaczeniu dorobienia się, ułożenia sobie życia za Oceanem.
„Michał Siwiec jest jednym z najbogatszych Polaków mieszkających na Wschodnim Wybrzeżu i żywym przykładem realizacji tak zwanego „Amerykańskiego Snu”. Firma Phoenix Construction jest jedną z największych w stanie Nowy Jork, jest też miejscem pracy wielu Polaków” – czytam w odniesieniu do jego osoby.
Dwa razy na Hawajach
- Organizował mistrzostw klubów polonijnych w Stanach. Przyjechała Polonia Chicago/Mielec. Jak mnie zobaczyli, bo większość oczywiście mnie znała, zwłaszcza działacze i prezesi, od razu zaproponowali wyjazd do nich, do Chicago. Odpowiedziałem, że może być trudno, bo byłem tam dopiero dwa miesiące, a jeszcze przecież grałem w Polonii Greenpoint, ale zachęcili mnie finansowo i tam trafiłem, ale wcześniej z Polonią Nowy Jork/Greenpoint poleciałem na… Hawaje! To był turniej oldbojów „over 40”, czyli powyżej czterdziestki. Zagrałem w pięknym miejscu - Waikiki, gdzie są wspaniałe plaże - a po powrocie poleciałem do Chicago. Grałem w Polonii Chicago/Mielec, do tego oczywiście pracowałem, a w grudniu 2003 wróciłem do domu, bo wizę miałem na pół roku – tłumaczy.
Był już po czterdziestce. Dalej trochę grał i trenował w klubie spod Mielca – Ikarus Tuszów Narodowy. – Był maj może czerwiec 2004, gdy zadzwonił Michał Siwiec i mówił, że mam przyjechać do Nowego Jorku do Polonii, bo za dwa tygodnie lecą na turniej na Hawaje. Ja ani wizy, ani nic… Pojechałem szybko do ambasady, wizę dali od ręki, wbili do paszportu. Pamiętam, że przyleciałem w środę, a w piątek na dziesięć dni lecieliśmy na Hawaje – śmieje się.
W Stanach turnieje oldbojów, „veternas cup”, są organizowane dwa razy z rzędu w tym samym miejscu. Dlatego dwa razy lądował z Polonią Greenpoint właśnie tam, w bajkowym – jak mówi – miejscu, bo i sceneria i pogoda, gorąco, ale bez wilgoci, a przede wszystkim widoki zapierające dech. Barnak zachował pamiątkowe zdjęcia z tamtego okresu. – Hawaje są piękne. O, tutaj zatoka na Waikiki, można nurkować, pływaliśmy tam, koralowce, plaże. Piękna sprawa! – opowiada.
W turniejach „over 40” w ekipie Polonii Greenpoint występował z Janem Domarskim, słynnym z gola wbitego Peterowi Shiltonowi w cudzie na Wembley w październiku 1973 roku, kiedy zremisowaliśmy 1:1 i sensacyjnie awansowaliśmy na mistrzostwa świata w Niemczech Zachodnich. – Jasiu był z nami za pierwszym razem na Hawajach – mówi.
Został foremanem
Potem grał i trenował w Polonii Greenpoint i pracował. Z zespołem już jako szkoleniowiec zdobył nawet mistrzostwo drużyn polonijnych w Stanach w 2009 roku. – Jestem ambitny. Na początku było ciężko, bo przecież wcześniej nie pracowałem, całe życie grałem, a tam murowanie, robota na dachach. Po czasie zrobili ze mnie „foremana”, czyli kierownika budowy. W praktyce dostaję budynek do remontu. Czasami mam do dyspozycji pięciu ludzi, czasami dwudziestu. Wiadomo co robić, jak remontować, a ja ustawiam robotę. Dalej to robię. Przychodzę rano, wszystko jest ustalone, wypełniam papiery. Do mnie należy cała administracyjna praca. Kontroluję wszystko, odpowiadam za bezpieczeństwo. Stawiamy przykładowo „bridge” nad chodnikami, więc potrzeba zabezpieczenia, a na tym stoi rusztowanie. Widzisz, jakie w Nowym Jorku są wieżowce. Raz to wszystko stało do... 46 piętra – opowiada.
Pracę lubi i szanuje, ale w Ameryce nie zostanie. Teraz mieszka na Queens. – Gdy tu przyjechałem, to 90 proc. mieszkańców stanowili Polacy. Teraz to może z dziesięć procent. Nie ma Polaków, nie przyjeżdżają. Jak byłem w Polonii Greenpoint, to chłopcy przyjeżdżali na wakacje, do pracy i zasilali nasz klub czy inne kluby polonijne. Teraz to się skończyło. Jeśli Polacy tutaj przyjeżdżają, to wyłącznie w celach turystycznych – mówi Mariusz Barnak.
Ameryka się kończy
Czy należy ubolewać nad tym, że Polacy nie tylko do Nowego Jorku już nie przylatują za pracą? – Nie – pada krótka odpowiedź. - Ameryka się kończy. Jak przyjechałem, to w firmach byli sami Polacy. Teraz już tak nie jest, a odkąd są „Spanishe”, to praca siadła. Pracują... powolutku. Jak byli Polacy, to zapieprzali, był przemiał wszystkiego. Teraz – szczególnie w Nowym Jorku - jest wiele biurokracji, przepisów, potworzyło się mnóstwo instytucji do kontroli – opowiada. Planuje powrót do kraju, ale jeszcze nie wie kiedy. – Mam już dość Ameryki. Tutaj się wszystko kończy. To nie jest ta Ameryka co była - wielu narzeka. Strasznie wszystko podrożało. W Nowym Jorku na samo mieszkanie w zależności oczywiście od miejsca i lokum potrzeba kilku tysięcy dolarów. Na wszystko da się zarobić, ale tu się przyjeżdżało, żeby się dorobić, a nie tylko przetrwać, bo to samo masz w Polsce czy gdzie indziej – kończy amerykańską opowieść dla „Sportu” Mariusz Barnak.
Michał Zichlarz, Nowy Jork
W PIERWSZEJ CZĘŚCI
◼ Mariusz Barnak do Stali Mielec trafił z JKS-u Jarosław w 1981 roku w wieku 17 lat, kiedy grali tam tacy piłkarze, jak reprezentanci Polski, Kazimierz Buda czy Włodzimierz Ciołek
◼ ze Stalą awansował do ekstraklasy w 1985 roku, potem został jej kapitanem
◼ z trenerów najlepiej wspomina „Franza” Smudę i Włodzimierza Gąsiora; ten ostatni poświęcał mu sporo czasu, kiedy Barnak wchodził do zespołu
◼ w ekstraklasie zagrał w 211 meczach, zdobył 13 bramek, słynął z niesamowitej wydolności; w Stali rozegrał łącznie około 350 meczów
◼ do Ameryki po raz pierwszy wyjechał w 2003 roku, bez przerwy jest tam od 22 lat
Z zespołem Polonii Nowy Jork/Greenpoint zdobył jako trener mistrzostwo Stanów Zjednoczonych drużyn polonijnych w 2009 roku. Fot. archiwum Mariusza Barnaka
